Dla Agnieszki powrót myślami do czasów szkoły podstawowej zawsze wiąże się z bardzo konkretnym zapachem starych kartek i wspomnieniem wieczorów spędzonych z latarką w ręku. Jako mała dziewczynka z zapartym tchem śledziła losy dwójki bohaterów przemierzających dziki, nieznany i fascynujący kontynent afrykański w poszukiwaniu ratunku i powrotu do rodziny.
WIDEO…
Wspomnienia z zakurzonej biblioteki i wielka przygoda na kartach książki
Mowa o kultowej powieści Henryka Sienkiewicza pod tytułem „W pustyni i w puszczy”, która przez całe dekady kształtowała wyobraźnię młodego pokolenia Polaków i była absolutnym hitem lekcji języka polskiego. Agnieszka do dzisiaj doskonale pamięta długie, wieczorne rozmowy ze swoją mamą, która pomagała jej zrozumieć trudne realia tamtego świata, tłumaczyła pojęcia geograficzne i uczyła wrażliwości na losy drugiego człowieka. Postać nastoletniego, niezwykle odważnego i zdeterminowanego Stasia Tarkowskiego była dla niej przez lata synonimem absolutnego rycerstwa, odpowiedzialności oraz bezgranicznego poświęcenia dla młodszej, bezbronnej Nel.
Kiedy w tym roku szkolnym córka Agnieszki poszła do piątej klasy, kobieta z ogromną radością wyciągnęła z domowej biblioteczki swój stary, podniszczony egzemplarz z myślą o wspólnej, nostalgicznej lekturze. Ogromnym zawodem okazała się jednak informacja przekazana przez nauczycielkę, która oświadczyła, że „W pustyni i w puszczy” to lektura nieobowiązkowa i klasa nie będzie jej omawiać. Uznano najwidoczniej, że dziewiętnastowieczny język Sienkiewicza, skomplikowany kontekst historyczny oraz przestarzałe opisy świata są zbyt trudne i nieatrakcyjne dla współczesnej młodzieży. Dla Agnieszki ta informacja była jedynie bolesnym dowodem na to, że ze współczesnej szkoły w imię nowoczesności na siłę wyrzuca się teksty, które budowały w nas poczucie tożsamości, dumy i elementarnej empatii.
Trudne lekcje odpowiedzialności i odwagi, których brakuje w nowym kanonie
Rozgoryczenie Agnieszki nie wynika z uporu czy ślepej tęsknoty za przeszłością, ale z głębokiej analizy tego, co współczesne, uproszczone lektury oferują w zamian za sienkiewiczowską klasykę. Powieść „W pustyni i w puszczy”, mimo swoich wad i anachronizmów, była dla jedenastolatków niesamowitą szkołą charakteru, pokazującą, że życie niesie ze sobą realne niebezpieczeństwa, które wymagają natychmiastowej dojrzałości. Staś Tarkowski nie był współczesnym superbohaterem z komiksu obdarzonym nadprzyrodzonymi mocami, ale zwykłym chłopcem, który w obliczu potężnego kryzysu musiał pokonać własny lęk, głód i wycieńczenie, by uratować życie przyjaciółki. Ta książka uczyła dzieci szacunku do słabszych, dotykała problemu lojalności w obliczu śmiertelnego zagrożenia i pokazywała, że prawdziwa miłość i przyjaźń wymagają czasem ogromnych, osobistych poświęceń.
Agnieszka ze smutkiem obserwuje, jak w podręcznikach jej córki królują teraz teksty lekkie, łatwe i przyjemne, które nie zmuszają młodego człowieka do żadnego wysiłku intelektualnego. Szkoła pod pretekstem odciążania uczniów i walki z rzekomym archaizmem serwuje dzieciom literacką papkę, po której w ich głowach nie zostaje absolutnie żaden trwały ślad. Przesunięcie przygód Stasia i Nel na boczny tor to odebranie młodemu pokoleniu szansy na przeżycie wielkiej, literackiej podróży, która uczyła geografii, historii i przyrody znacznie skuteczniej niż suche fakty w encyklopediach. Matka dziewczynki uważa, że unikanie trudnych tematów w literaturze to błąd, który wychowuje pokolenie ludzi uciekających przed odpowiedzialnością przy pierwszym napotkanym w życiu zakręcie.
Domowa biblioteczka jako ostatni bastion prawdziwej literatury
Agnieszka podjęła twarde postanowienie i nie zamierza bezczynnie przyglądać się intelektualnemu ubożeniu szkolnego programu jej własnego dziecka. Skoro nauczyciel polonista nie ma już w planach omawiania przygód w Afryce na lekcjach, stary egzemplarz Henryka Sienkiewicza na stałe zagościł na nocnym stoliku w pokoju jej dziesięcioletniej córki. Każdego wieczoru, bez względu na zmęczenie po pracy, mama i córka czytają wspólnie po jednym rozdziale, powtarzając ten sam piękny rytuał, który Agnieszka pamięta z czasów spędzonych ze swoją własną matką. Okazuje się, że dziewczynka wcale nie nudzi się przy opisach puszczy, z zapartym tchem kibicuje bohaterom w walce z chorobą i z ogromną ciekawością pyta o zwyczaje afrykańskich plemion.
Wprowadzenie takiego domowego czytania lektur wycofanych lub zapomnianych przez system to najlepsza i najbardziej naturalna metoda na rozbudzenie w dziecku prawdziwej, głębokiej wrażliwości. Nie bójmy się sięgać po klasykę literacką w naszych domach, nawet jeśli wymaga ona od nas dodatkowego czasu na wytłumaczenie dziecku dawnych słów czy realiów minionej epoki. To właśnie te wspólnie spędzone chwile nad książką budują najsilniejsze, nierozerwalne więzi rodzinne i dają młodemu człowiekowi kapitał emocjonalny, którego żadna kolejna reforma oświatowa nie będzie w stanie mu odebrać.
Prawdziwa edukacja i zaszczepianie uniwersalnych ludzkich wartości zaczynają się bowiem zawsze w naszych własnych czterech ścianach, przy zapalonym świetle nocnej lampki i cichym głosie rodzica czytającego dziecku do snu.
Zobacz też: Ferie jesienne w szkołach: MEN stawia sprawę jasno. Uczniów czeka bardzo długi weekend