Reklama

Droga Redakcjo! Piszę, bo chyba nie zasnę, jeśli nie podzielę się tym z innymi mamami. Jestem mamą 5-letniego Nikosia. Staramy się z mężem wychowywać syna w duchu empatii, wzajemnego szacunku i wrażliwości na emocje drugiego człowieka. Niestety, dzisiejsze popołudnie nad Bałtykiem brutalnie pokazało mi, jak bardzo współczesne podejście do dzieci potrafi obrócić się przeciwko samym rodzicom.

Wakacyjny skwar i nagła utrata sił. Jak chwila słabości matki wywołała foch u dziecka

To był ostatni tak ciepły weekend nad morzem. Cała sytuacja rozegrała się tuż po południu, kiedy słońce grzało niemiłosiernie, a na plaży panował spory tłum. Obok naszego parawanu rozłożyła się rodzina z chłopcem, na oko siedmioletnim. Matka od samego rana biegała wokół syna, nosiła mu zimne soki, smarowała kremem z filtrem, dmuchała wielki materac i potulnie znosiła jego ciągłe marudzenie, że woda jest za zimna, a piasek zbyt gorący. W pewnym momencie kobieta, ewidentnie wycieńczona temperaturą, po prostu zbladła, osunęła się na koc i zaczęła trzymać się za głowę.

Mąż natychmiast podbiegł do niej z wodą, próbując ją osłonić przed słońcem. W tym samym momencie mały Franio podszedł do mamy, ostentacyjnie tupnął nogą, skrzywił się i wykrzyczał na całą plażę, że ona jest beznadziejna i żeby natychmiast wstała i poszła z nim do wody, bo on się nudzi.

Bezduszność w biały dzień. Reakcja małego króla na łzy najbliższej osoby

Ludzie z sąsiednich koców natychmiast zamarli. Zszokowany ojciec próbował uspokoić syna, tłumacząc mu szeptem, że mama źle się czuje, boli ją głowa od słońca i musi chwilę poleżeć w cieniu. Chłopiec jednak zupełnie nie przejął się tym tłumaczeniem − popatrzył na twarz swojej matki i wycedził, że ma to gdzieś, i mama jest głupia i brzydka, kiedy płacze.

To było coś potwornego. W oczach tego siedmiolatka nie było ani grama współczucia, lęku o zdrowie mamy czy zwykłej dziecięcej troski. Widział przed sobą słaniającą się mamę, a potrafił myśleć wyłącznie o swoich własnych kaprysach. Matka nie zareagowała, a ojciec zamiast twardo postawić syna do pionu, tylko obiecał małemu, że sam pójdzie z nim po gofra, byle tylko ten przestał krzyczeć.

Hodowanie dzieci wypranych z empatii. Dlaczego wychowanie bez żadnych barier rodzi egoistów?

Patrzyłam na ten plażowy dramat z głębokim smutkiem i lękiem. Ta sytuacja idealnie obnażyła największy grzech współczesnego rodzicielstwa, w którym spełniamy każdą zachciankę dziecka własnym kosztem. Tylko w imię czego? Kiedy wychowujemy malucha w głębokim przekonaniu, że cały świat − w tym jego własna rodzina − to służba stworzona wyłącznie do jego obsługi, fundujemy mu potężne problemy emocjonalne w przyszłości.

Dziecko, które nigdy nie usłyszało twardego słowa nie, nie potrafi współczuć, nie zna granic i uważa, że ból czy zmęczenie drugiego człowieka to tylko uciążliwa przeszkoda w jego zabawie. Jeśli nie zaczniemy w porę wymagać od naszych dzieci elementarnego szacunku, empatii i pomocy w codziennych, trudnych momentach, to za kilkanaście lat obudzimy się w świecie rządzonym przez bezwzględnych egoistów, dla których nikt i nic poza własnym komfortem nie będzie miało żadnego znaczenia.

Z wyrazami szacunku,

Irmina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Myśleli, że to niewinna wakacyjna zabawa. Scenka z Mielna pokazuje, że dzisiejsze dzieciaki nic nie osiągną

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...