Tamtego dnia na chwilę usiadłam na ławce przy placu zabaw, żeby złapać oddech. Obok mnie siedziała starsza, niezwykle ciepło wyglądająca kobieta. Przez dłuższą chwilę obserwowałam ją z boku – z taką czułością, jaką mają w sobie tylko babcie, odprowadzała wzrokiem swoją wnuczkę. Dziewczynka, na oko dziewięcioletnia, z modnym plecakiem i miną dorosłej nastolatki, bawiła się niedaleko. Sielanka skończyła się w ułamku sekundy, gdy starsza pani cicho i spokojnie rzuciła: „Zosiu, załóż proszę bluzę, bo wiatr się zerwał, a dopiero co chorowałaś“. To, co wydarzyło się potem, sprawiło, że na całym placu zabaw na moment zamarł ruch.
WIDEO…
Dziewczynka odwróciła się na pięcie, a jej twarz wykrzywił grymas. Tupnęła nogą i krzyknęła na cały głos: „Nie będziesz mi rozkazywać! Mama mówi, że nikt nie ma prawa decydować o moim ciele, a już na pewno nie ty!”. Te słowa zawisły w powietrzu jak ciężka, ołowiana chmura. Spojrzałam na siedzącą obok kobietę. Jej twarz w jednej chwili zesztywniała, a w oczach pojawiły się łzy. Starsza pani nie powiedziała ani słowa. Po prostu bezradnie ściskała w dłoniach nieszczęsną różową bluzę. Wnuczka natomiast obróciła się ostentacyjnie i poszła w stronę karuzeli, całkowicie ignorując własną babcię.
Wychowanie bezstresowe czy brak szacunku do starszych?
Siedziałam na tej ławce jak zamurowana, czując, jak wzbiera we mnie potężna fala skrajnych emocji. Z jednej strony czułam ogromne współczucie do tej starszej kobiety, która w tym publicznym upokorzeniu wyglądała na tak niesamowicie kruchą. Z drugiej strony, jako matka, poczułam głęboki niepokój. Przecież ta dziewięciolatka nie wymyśliła tych słów sama. Ona bezbłędnie powtórzyła modne slogany, które usłyszała w domu albo w internecie. Slogany o autonomii, o prawie do decydowania o sobie, o szacunku do własnych granic.
Tyle tylko, że w jej wydaniu te piękne, mądre hasła stały się niezwykle bolesne. Zostały całkowicie wypaczone i odarte z empatii. Czy tak ma wyglądać nowoczesne wychowanie? Zaczęłam się zastanawiać, gdzie popełniamy błąd, jako rodzice pokolenia Alfa. Chcemy dać dzieciom głos, chcemy, by były pewne siebie i potrafiły mówić „nie”, gdy ktoś narusza ich przestrzeń. To cudowne. Ale czy w tej pogoni za wychowaniem wolnego człowieka nie zapomnieliśmy przypadkiem nauczyć ich czegoś absolutnie fundamentalnego – wrażliwości na drugą osobę?
Jak stawiać granice dziecku bez ranienia bliskich?
Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo ta mała dziewczynka była przekonana o swojej racji. W jej świecie obrona własnego zdania oznaczała prawo do emocjonalnego zdeptania starszej osoby, która z troski prosiła o założenie ubrania. Coś, co dla pokolenia naszych rodziców i dziadków było naturalnym odruchem opiekuńczym, dla współczesnego dziecka stało się zamachem na wolność.
Terapeuci i psychologowie dziecięcy powtarzają od lat: autonomia dziecka jest ważna, ale kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka. Kiedy pozwalamy dziecku na to, by w imię „posiadania własnego zdania" traktowało dorosłych z pogardą, nie wychowujemy silnego lidera. Wychowujemy człowieka emocjonalnie ślepego. Ta babcia na placu zabaw płakała nie dlatego, że wnuczka nie założyła bluzy. Płakała, bo poczuła, że dla tej małej istoty, którą kocha nad życie, jej zdanie, jej wiek i jej emocje nie znaczą absolutnie nic.
Relacje dziecka z dziadkami na zakręcie
Kiedy starsza pani w końcu wstała z ławki, ocierając ukradkiem łzy chusteczką, odprowadziłam ją wzrokiem. Podążyła za wnuczką, cicha, przygnębiona, zrezygnowana. Ta scena nie daje mi spokoju do teraz. Żyjemy w czasach potężnego kryzysu autorytetów, a dziadkowie często stają się pierwszymi ofiarami tej kulturowej zmiany. Staramy się odcinać od metod wychowawczych z przeszłości, krytykujemy starsze pokolenie za „wtrącanie się” i „dobre rady”, zapominając, że dzieci chłoną nasze nastawienie jak gąbka.
Jeśli w domu przy dziecku kpi się z uwag babci czy ignoruje zdanie dziadka, maluch dostaje jasny komunikat: ci ludzie się nie liczą. A potem, na placu zabaw, jesteśmy świadkami takich dramatów. Wracając do domu, pomyślałam sobie, że dzisiejszego wieczoru, zamiast znów rozmawiać z dziećmi o tym, jak bardzo są wyjątkowe, porozmawiamy o czymś zupełnie innym. O tym, jak wielką moc mają słowa i jak łatwo nimi złamać komuś serce – zwłaszcza komuś, kto kocha nas bezwarunkowo.