Gdy nauczycielka w szkolnej toalecie odkryła, co robią uczniowie, odebrało jej mowę. „Wszystko jest w sieci”
Zwykłe popołudnie po lekcjach zamieniło się w kryzysową sytuację, gdy nauczycielka weszła do szkolnej toalety za grupą czwartoklasistek i zdrętwiała na widok tego, co robiły tam uczennice.

Cała scena rozegrała się tuż po zakończeniu lekcji, kiedy uczniowie szykowali się do wyjścia i wyjęli swoje telefony z szafek. Na korytarzu panował zwykły, popołudniowy chaos, dzieci pakowały plecaki i zakładały kurtki. Zauważyłam jednak, że grupa dziewczynek z czwartej klasy zachowuje się dziwnie − nerwowo chichotały, wymieniały spojrzenia i z telefonami w rękach szybko pobiegły do toalety na końcu korytarza.
Nagłe poruszenie w łazience. Nauczycielka: „Tego się nie spodziewałam”
Poczułam intuicyjnie, że to nie jest zwykłe wyjście do łazienki przed powrotem do domu. Postanowiłam pójść za nimi i sprawdzić, co się dzieje. Gdy tylko pchnęłam drzwi i weszłam do środka, usłyszałam chichoty i cichy szloch. Nie wierzyłam własnym oczom.
Przy umywalkach stały trzy dziewczynki z telefonami w rękach. Gdy podeszłam bliżej, zdrętwiałam na widok tego, co działo się na ekranach ich smartfonów. Uczennice kręciły filmik do sieci, ale nie był to żaden wesoły taniec. Dziewczynki potajemnie nagrywały swoją klasową koleżankę, która w tym czasie siedziała w kabinie i płakała. Ktoś wcześniej dla głupiego żartu wrzucił jej worek z butami do mokrej umywalki.
Nowy, niebezpieczny trend z internetu na szkolnym korytarzu
Te trzy dziewczyny transmitowały całą sytuację na żywo w internecie, dodając złośliwe komentarze i zbierając lajki od obcych ludzi, którzy na bieżąco wyśmiewali bezradność płaczącego dziecka. Stałam tam i po prostu nie mogłam wydusić słowa, widząc tak całkowity brak empatii u dziesięciolatek.
Drodzy Rodzice, tak trudno jest dziś upilnować dzieci, które mają nieograniczony dostęp do internetu w telefonach. Dla chwilowego poklasku na grupach są w stanie publicznie upokorzyć koleżankę z klasy. Oczywiście natychmiast zabrałam im telefony i wezwałam rodziców do szkoły. Niestety, na twarzach matek, które przyjechały na rozmowę, zobaczyłam tylko pretensje − uważały, że szkoła przesadza, a ich córki tylko niewinnie się bawiły.
Koniec z przyzwoleniem na nękanie rówieśników w sieci
Uważam, że musimy zacząć głośno reagować na takie sytuacje i uczyć dzieci, że telefon to nie zabawka do niszczenia komuś życia. Jako rodzice musicie Państwo pamiętać, że dom powinien być miejscem, gdzie rozmawia się o szacunku, a nie bańką, w której ignoruje się fakt, że nasze własne dziecko krzywdzi innych dla zabawy.
Ja jako nauczycielka jestem głęboko poruszona i szczerze załamana kondycją moralną dzisiejszej młodzieży. Kiedyś nie było takich rzeczy, jakie obserwuję dziś.
Pozdrawiam Redakcję i Czytelniczki,
Lucyna
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Czy nauczyciel może zabrać telefon uczniowi? Pedagogom nie wszystko wolno. „Surowe konsekwencje”