Reklama

Dzień dobry,

jestem mamą 11-letniej dziewczynki, która w tym roku zaczęła szóstą klasę. Ostatnio złapałam się na tym, że moja córka właściwie nie musi pamiętać absolutnie niczego związanego ze szkołą. Wszystko ma pod ręką w e-dzienniku, a jeśli sama nie sprawdzi, zawsze może zapytać mnie.

Nie wie, na którą ma do szkoły

Kilka dni temu wieczorem zapytała mnie, na którą ma następnego dnia do szkoły. Odpowiedziałam, żeby sprawdziła w e-dzienniku. Zrobiła to bez problemu, ale chwilę później pomyślałam, że przecież ona tak naprawdę nie zna swojego planu lekcji. Nie wie, jakie ma pierwsze zajęcia, kiedy kończy, a czasami nawet nie pamięta, czy danego dnia ma WF. Wcale jej to nie przeszkadza, bo wie, że w każdej chwili może wejść w aplikację i sprawdzić.

Kiedy ja chodziłam do szkoły, wyglądało to zupełnie inaczej. Mieliśmy papierowe plany lekcji. Człowiek przyklejał sobie taki plan nad biurkiem, wkładał do zeszytu albo nosił w plecaku. Przez pierwsze tygodnie rzeczywiście do niego zaglądał, ale później większość rzeczy zaczynała się po prostu pamiętać. Wiedziałam, że w poniedziałek mam matematykę, we wtorek trzeba zabrać strój na WF, a w piątek lekcje kończę wcześniej.

Oczywiście też zdarzało mi się czegoś zapomnieć. Nie twierdzę, że kiedyś dzieci były idealnie zorganizowane. Musiały jednak trochę bardziej polegać na własnej pamięci i odpowiedzialności.

Młodzież przestaje polegać na sobie

Moja córka potrafi wieczorem nie wiedzieć, jakie ma następnego dnia lekcje, ale wcale nie uważa tego za problem. Po prostu sprawdzi rano. Kiedy pytam, czy spakowała wszystkie potrzebne rzeczy, odpowiada, że nie pamięta, jakie ma lekcje, i zobaczy w planie. Gdy pytam o kartkówkę, często mówi, że nie pamięta oceny, ale przecież może sprawdzić w e-dzienniku.

Najbardziej niepokoi mnie właśnie to podejście. Nie samo korzystanie z technologii, tylko przekonanie, że skoro informacja jest dostępna, to nie ma potrzeby jej zapamiętywać.

E-dziennik jest przecież bardzo przydatny. Sama korzystam z niego i nie wyobrażam sobie powrotu do czasów, kiedy rodzic dowiadywał się o ocenach czy ważnych informacjach dopiero na wywiadówce. Tylko że mam wrażenie, że przy okazji zaczęliśmy wyręczać dzieci w rzeczach, które powinny robić samodzielnie.

My, rodzice, sami jesteśmy winni

Czasami łapię się nawet na tym, że córka pyta mnie o coś, co bez problemu mogłaby sama sprawdzić. A ja przez lata jej odpowiadałam, bo przecież to tylko chwila. W efekcie sama ją tego nauczyłam. Jeśli czegoś nie pamięta, może zapytać mamę. Jeśli mama nie wie, można zajrzeć do telefonu. Nie trzeba się wysilać.

Ostatnio zaczęłam więc odpowiadać jej tylko: sprawdź sama. Chcę, żeby zrozumiała, że e-dziennik ma jej pomagać w organizacji, a nie zastępować pamięć i odpowiedzialność.

Nie chcę wychować dziecka, które za kilka lat będzie dorosłe, a nadal będzie potrzebowało kogoś, kto przypomni mu, o której ma zajęcia, kiedy ma coś załatwić albo co powinno ze sobą zabrać. Może brzmi to przesadnie, ale naprawdę zastanawiam się, czy przez tę wszechobecną wygodę nie robimy dzieciom krzywdy.

Kiedyś trzeba było pamiętać. Dzisiaj wystarczy wiedzieć, gdzie kliknąć.

Pozdrawiam,
Czytelniczka


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...