wiosna, dziecko, mama
fot. fotolia

Dziewczynki zakochują sie w tatusiach, a chłopcy w mamusiach

Wiesz, komu twój przedszkolak najchętniej podarowałby walentynkę? Tak, tak, właśnie tobie!
Konsultacja: Beata Chrzanowska-Pietraszak, pedagog specjalny, psycholog, terapeuta rodzinny
wiosna, dziecko, mama
fot. fotolia
Jeśli masz synka, na walentynce prawdopodobnie się nie skończy. Prędzej czy później twój mały chłopaczek ci się… oświadczy. „Jak dorosnę, to się z tobą ożenię!” – powie święcie przekonany, że kiedyś naprawdę staniecie na ślubnym kobiercu.

Jeśli natomiast jesteś mamą dziewczynki, przestaniesz być dla niej wyłącznie wzorem do naśladowania i najukochańszą osobą na świecie. Będziesz także jej rywalką, bo będzie chciała wyjść za mąż za tatusia. Ale nie zamawiaj wizyty u psychologa: w obu przypadkach nie ma powodu do zmartwienia!

Mama miłość dziecka

Zacznijmy jednak od początku. Silna więź przynajmniej z jedną osobą jest potrzebna dziecku jak powietrze – bardziej niż zabawki, czyste ubranka. Dzięki niej czuje się szczęśliwe i bezpieczne. Nowo narodzone maleństwo jest gotowe przywiązać się do każdego, kto je przytuli, ukołysze, nakarmi. Najczęściej jest to właśnie mama. Z każdym dniem przywiązuje się do niej coraz bardziej. Mając mniej więcej 6–8 miesięcy, zaczyna bać się obcych. Dobrze już wie, że to w ramionach mamy jest mu najlepiej. I choć z czasem coraz bardziej interesuje się światem, mama nadal jest dla niego najważniejsza. To do niej wyciąga rączki, do niej biegnie, gdy przyśni mu się coś złego, jej szuka wzrokiem na placu zabaw.
Redakcja poleca: Kiedy dziecko zaczyna chodzić - film
Zobacz, jak dziecko stawia pierwsze kroki. Nasz ekspert tłumaczy, przez jakie etapy w nauce chodzenia dziecko powinno przejść.

Kochasz mnie jeszcze?

Dla trzylatka mama jest najpiękniejsza i najmądrzejsza na świecie. Jest wyrocznią, największym autorytetem, istotą o niemal nadprzyrodzonych właściwościach. To jednak nie znaczy, że zawsze jest pewien jej uczuć. Dziecko w tym wieku zdaje już sobie sprawę z tego, że nie zawsze jest grzeczny. Zaczyna kombinować: „Czy mama kocha mnie nawet wtedy, gdy nie zjem zupy albo narozrabiam w sklepie?”. Zaczyna chodzić do przedszkola, więc spędza z nią mniej czasu, co może go niepokoić i złościć („Dlaczego mnie zostawiła?!”). To trudny moment: z jednej strony dziecko jest już gotowe, by troszkę oddalić się od mamy, z drugiej nadal bardzo, ale to bardzo jej potrzebuje. Chce mieć pewność, że nadal jest kochane. – Dlatego niezależnie od tego, jak się zachowuje, musi wiedzieć, że jest kochane zawsze i bezwarunkowo. I nawet jeśli narozrabia, nie wolno szantażować go odebraniem miłości („Przestanę cię kochać, jeżeli...”), bo może uwierzyć.

Ożenię się z tatą!

Z czasem sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, bo cztero-, pięciolatki „zakochują się” w rodzicu płci przeciwnej. – Dzieci w tym wieku są świetnymi obserwatorami. Sporo już wiedzą o świecie i zaczynają się przymierzać do pełnienia różnych społecznych ról. Wiedzą na przykład, że ludzie, którzy się kochają, biorą ślub (w końcu książę ożenił się z Kopciuszkiem, prawda?), dlatego... chłopcy zwykle oświadczają się mamom, a dziewczynki chcą wyjść za mąż za tatusia – tłumaczy psycholog. Bo to są przecież ukochane osoby przeciwnej płci. Rodzica tej samej płci zaczynają nawet traktować jak rywala i mniej lub bardziej otwarcie mogą walczyć z nim o względy ukochanej osoby!

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o miłości?

Zazdrość dziecka o rodzica

Przedszkolaki naprawdę bywają okropnie zazdrosne, czasem nawet urządzają awantury. To dla nich trudne (bo przecież kochają także tego rodzica, tak samo mocno, i pragną jego akceptacji). Bywa to trudne także dla rodziców. – Znam matki i ojców, którzy w miłosnych deklaracjach malca widzą coś dziwnego, niestosownego albo nawet niezdrowego. Zupełnie niepotrzebnie się zamartwiają, bo to normalny etap rozwoju – uspokaja psycholog.
Gdy dziecko „oświadcza się” rodzicowi, nie wolno się z niego naśmiewać, bo mogłoby poczuć się zranione. Nie można jednak pozwolić, by tkwiło w swoim złudzeniu. Trzeba postawić sprawę jasno, powiedzieć np.: „Ja już mam męża (żonę)” i postępować tak, by malec wiedział, że rodzice są dla siebie naprawdę ważni. Ale oczywiście bez prób rywalizowania z dzieckiem na polu emocjonalnym. Kilkulatek to maluch, któremu należy się przede wszystkim nasza akceptacja i zrozumienie dla jego uczuć...
– Zdarza się też, że samotni albo nie do końca szczęśliwi w małżeństwie rodzice nieświadomie pozwalają dzieciom być swoim „mężem” lub „żoną”. Dziecko wypełnia wtedy rodzaj luki emocjonalnej, zostawionej przez współmałżonka lub partnera, rekompensuje coś, co nie wyszło między dorosłymi... Mama mówi wtedy: „Mój mały mężczyzna, mój rycerz”, a tata: „Najważniejsza kobieta w moim życiu”. – Nie wolno tak robić, bo w głowie takiego „małego mężczyzny” czy „małej kobiety” powstaje ogromne zamieszanie. Niezależnie od sytuacji w rodzinie dziecko nie może wchodzić w buty dorosłego – podkreśla pani psycholog.

Niedoskonała ale... najukochańsza

Sześciolatek już wie, że nie ożeni się z mamą (podobnie jak sześciolatka wie już, że nie odbije mamie partnera). Powoli zaczyna się także orientować, że mama nie zawsze jest nieomylna. Nadal bardzo ją kocha i potrzebuje jej miłości, ale troszkę zaczyna się już od niej oddalać, usamodzielniać. Dotyczy to zwłaszcza chłopców. – W dawnych czasach siedmioletni chłopiec przechodził pod opiekę ojca, który pomagał mu wkroczyć w męski świat – mówi Beata Chrzanowska. – To był cały rytuał, ceremonia, np. postrzyżyny wśród Słowian. Dla matek to trudny moment, bo niełatwo przestać być dla kogoś centrum świata. Ale trzeba chłopcu na to pozwolić, żeby mógł wydorośleć. Warto też pamiętać, że choć jest już mniej wylewny („Mamo, nie całuj mnie przy kolegach!”), nadal bardzo cię kocha i wciąż bardzo potrzebuje twojej miłości.

Jak przedszkolaki okazują miłość?

  • Mówią o niej, wyznają ją rodzicom szczerze i otwarcie, licytują się, kto kogo bardziej kocha („Kocham cię aż do dachu! Aż do chmur! Aż do kosmosu”) ale lubią to robić także poprzez prezenty.
  • Przynoszą laurki, znalezione żaby, patyki, kwiatki. A my musimy koniecznie doceniać te dary! Bo płyną prosto z serca. Nie mów: „Co ty mi tu znosisz znowu”, dziękuj, zachowuj rysunki i nie obruszaj się, jeśli dziecko narysuje ci zamiast róży rosiczkę z tłustą muchą w paszczy. I rewanżuj się. Niekoniecznie zabawkami kupionymi w sklepie. Kamyk też może być cennym prezentem, zwłaszcza jeśli powiesz: „Pomyślałam, że będzie pasował do twojej kolekcji”.

Zobacz też: Czy warto świętować Walentynki z dzieckiem?
Beata Chrzanowska-Pietraszak
Konsultacja: Beata Chrzanowska-Pietraszak, pedagog specjalny, psycholog, terapeuta rodzinny

Pracuje w poradni Uniwersytet dla Rodziców oraz w Gabinecie Psychologicznym Filtrowa w Warszawie.

Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy