Wysoka inteligencja emocjonalna nie oznacza, że rodzic zawsze zachowuje spokój i doskonale rozumie każde uczucie swojego dziecka. Chodzi raczej o umiejętność zauważania emocji, nazywania ich, regulowania własnych reakcji i dostrzegania tego, co przeżywa druga osoba.
WIDEO…
Rodzic z niską inteligencją emocjonalną może mieć z tym spory problem. Płacz dziecka szybko zaczyna go irytować. Złość traktuje jak nieposłuszeństwo. W momentach kryzysowych próbuje natychmiast „naprawić” dziecko. Zamiast zatrzymać się przy trudnych emocjach, chce je jak najszybciej wyciszyć.
Właśnie wtedy padają słowa, które dorosłemu wydają się całkiem zwyczajne.
„Nie przesadzaj”
Dziecko wraca ze szkoły i opowiada, że koleżanka nie chciała się z nim bawić. Jest smutne. Rodzic słucha przez chwilę i odpowiada:
– Daj spokój, nie przesadzaj. Jutro się z nią pobawisz.
Dziecko płacze, bo nie dostało tego, czego chciało:
– Naprawdę płaczesz o taką głupotę? Przesadzasz, inni mają dużo gorzej.
Problem nie polega na tym, że rodzic próbuje pokazać dziecku inną perspektywę. To może być potrzebne. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy zamiast pomóc dziecku zrozumieć emocję, od razu ją unieważnia.
Dla dorosłego powód płaczu może wydawać się błahy. Dla kilkulatka może być ogromnym przeżyciem. Dziecko dopiero uczy się przecież, co właściwie dzieje się z nim, kiedy jest rozczarowane, zawstydzone, zazdrosne czy smutne.
Jeżeli za każdym razem słyszy, że przesadza, może zacząć wątpić we własne odczucia. Z czasem, zamiast pomyśleć „jest mi przykro”, może myśleć: „Może nie powinnam tak reagować. Może znowu przesadzam”.
„Nic się nie stało”
To jedno z tych zdań, które rodzice wypowiadają często w najlepszej wierze. Dziecko przewróciło się na placu zabaw, stłukło kolano albo rozpłakało się po kłótni z rodzeństwem.
– Już dobrze, nic się nie stało.
Tyle że coś się stało. Dziecko się przestraszyło. Boli je. Jest mu przykro albo jest wściekłe. Sam fakt, że z perspektywy dorosłego sytuacja nie była poważna, nie oznacza, że dziecko nie przeżyło jej mocno.
Zdanie „nic się nie stało” może więc niechcący wysłać komunikat: „Nie powinieneś czuć tego, co właśnie czujesz”.
Znacznie bardziej wspierające byłoby uznanie emocji bez dodatkowego dramatyzowania sytuacji. Można powiedzieć: „Wystraszyłeś się”, „Widzę, że bardzo cię to zabolało” albo „Jesteś smutny, bo chciałeś się jeszcze bawić”.
To nie oznacza rozpieszczania dziecka ani zgadzania się na wszystko. Można jednocześnie uznać emocję i postawić granicę. Dziecko może być złe, ale nie może bić. Może być rozczarowane, ale nie może niszczyć rzeczy.
„Przestań płakać”
Płacz dziecka potrafi być dla dorosłego naprawdę trudny. Jest głośny, męczący i często pojawia się dokładnie wtedy, kiedy rodzic sam ma już dość. Wtedy wypowiadamy takie zdania:
- Przestań płakać.
- Nie ma powodu do płaczu.
- No już, uspokój się.
- Ile można płakać?
- Przestań się mazać.
Z punktu widzenia rodzica to może być próba zakończenia trudnej sytuacji. Dziecko słyszy jednak przede wszystkim polecenie, by przestało odczuwać emocję, której jeszcze nie potrafi samodzielnie regulować.
Dziecko nie zawsze płacze dlatego, że chce coś wymusić. Czasami płacz jest właśnie sposobem, w jaki jego organizm radzi sobie z napięciem. Jeżeli regularnie spotyka się z irytacją dorosłego, może nauczyć się, że okazywanie smutku jest czymś niewygodnym, wstydliwym albo niepożądanym. Zamiast szukać wsparcia, zacznie ukrywać emocje. Właśnie dlatego te trzy zdania są czymś więcej niż tylko niewinnym komunikatem, który ma „pomóc” dziecku poradzić sobie z trudną sytuacją.
Problemem nie jest pojedyncze „nie przesadzaj” wypowiedziane w gorszy dzień. Jeśli jednak dziecko regularnie słyszy, że przesadza, nie ma powodu do smutku albo powinno natychmiast przestać płakać, może dojść do wniosku, że jego emocje są problemem. A skoro nie może liczyć na dorosłego, który pomoże mu je zrozumieć, jak ma sobie z nimi poradzić?
Zobacz także: Wystarczą 3 minuty rano i wieczorem. Tak mądrzy rodzice budują w dziecku pewność siebie na całe życie