„Kto ty jesteś? Polak mały” – te słowa zna chyba każdy Polak. „Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy od pokoleń pojawia się podczas uroczystości patriotycznych, a dzieci uczą się go często na pamięć już w przedszkolu. Dla jednych to piękna tradycja i sposób na budowanie więzi z krajem, ale niektórzy rodzice mają wątpliwości, czy to tekst odpowiedni dla małych dzieci.

WIDEO…

player placeholder

„Córka recytowała o bliznach i oddawaniu życia za ojczyznę. Przecież ma dopiero 4 lata!”

Agnieszka ma 4-letnią córkę, która niedawno zaczęła recytować w domu fragment „Katechizmu polskiego dziecka”. Początkowo mama była zadowolona, że dziewczynka uczy się wierszyków i wystąpi przed grupą z okazji uroczystości planowanej w placówce przy okazji 11 listopada. Dopiero kiedy usłyszała całość, zaczęła się zastanawiać, czy to odpowiedni tekst dla tak małego dziecka.

– Tam na końcu jest fragment o oddawaniu życia za kraj. Zapytałam ją, co to znaczy, a ona nie miała pojęcia. Po prostu zapamiętała słowa, bo pani kazała się nauczyć. I wtedy pomyślałam sobie: po co 4-latce takie rzeczy? Przecież można opowiadać o Polsce, pokazywać flagę, śpiewać piosenki. Nie trzeba od razu mówić o takich okropieństwach i poświęcaniu się – opowiada.

Zobacz także:

Aga podkreśla, że nie jest przeciwna patriotyzmowi ani poznawaniu historii poprzez wiersze patriotyczne. Nie podoba jej się jednak, gdy dzieci powtarzają podniosłe hasła, których znaczenia nie rozumieją.

– Wiem, że ten wiersz jest stary i że kiedyś dzieci uczyły się go w szkołach. Tylko czy to znaczy, że musimy robić dokładnie to samo? Świat się zmienił. Moim zdaniem takie wierszyki powinny być zakazane w przedszkolach, a przynajmniej nie powinno się wymagać od maluchów, żeby recytowały je bez wyjaśnienia, o co w nich chodzi.

„Nie przesadzajmy. Dzieci muszą wiedzieć, skąd pochodzą”

Inne podejście ma Monika, mama sześciolatka. Jej zdaniem nie ma nic złego w tym, że przedszkole uczy dzieci patriotycznych wierszy. Wręcz przeciwnie – uważa, że to dobry moment, by zacząć opowiadać o Polsce w sposób dostosowany do wieku.

– Nie rozumiem, dlaczego znowu robimy problem z czegoś, co jest częścią naszej kultury. Przecież nikt nie każe dzieciom iść na wojnę. Uczą się wierszyka, poznają flagę, godło, hymn. To normalne. Mój syn lubi takie występy i jest dumny, kiedy może powiedzieć wiersz przed rodziną – mówi.

Monika uważa, że nie każdy trudniejszy fragment trzeba od razu usuwać z dziecięcej edukacji. Ważne, by dorośli potrafili wytłumaczyć jego znaczenie.

– Wiadomo, że przedszkolak nie rozumie wszystkiego tak jak dorosły. Ale przecież od tego jesteśmy, żeby mu wyjaśniać. Jak zapyta, co to znaczy, można powiedzieć, że ludzie kiedyś walczyli o nasz kraj i często bardzo dużo ich to kosztowało. Nie widzę w tym nic strasznego. Nie chciałabym, żebyśmy ze strachu przed trudnymi słowami przestali dzieciom opowiadać o historii.

Czy przedszkolak musi rozumieć każdy wers?

„Katechizm polskiego dziecka” powstał w 1900 roku. Wiersz Władysława Bełzy jest częścią polskiej tradycji patriotycznej, a jego pytania i odpowiedzi w prosty, rytmiczny sposób przedstawiają narodową tożsamość. Nie oznacza to jednak, że każde dziecko, które potrafi go wyrecytować, rozumie historyczny kontekst wszystkich zawartych w nim słów czy nawet ich znaczenie.

W edukacji przedszkolnej ważne jest dostosowanie treści do wieku i możliwości dzieci. Patriotyzm można przybliżać przez poznawanie symboli narodowych, opowieści o przeszłości, polskie legendy, piosenki czy rozmowy o ważnych świętach. Nie trzeba przy tym rezygnować z klasycznych utworów – warto jednak rozmawiać z dziećmi o ich znaczeniu, zamiast ograniczać się do zapamiętywania tekstu.

Spór o patriotyczne wierszyki pokazuje też szerszy problem: rodzice różnią się w tym, jak wyobrażają sobie wychowanie najmłodszych. Jedni chcą przekazywać tradycje dokładnie tak, jak sami je poznali, inni wolą szukać nowych sposobów, a jeszcze inni próbują łączyć jedno z drugim. Być może najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy „Katechizm polskiego dziecka” powinien zniknąć z przedszkoli, ale czy dorośli potrafią sprawić, by słowa, które dzieci powtarzają, miały dla nich jakiekolwiek znaczenie.

Zobacz także: Rodzice żądają nocnych dyżurów w przedszkolu. „Jest taka instytucja, która robi nocowanki 7 dni w tygodniu. Nazywa się Domem Dziecka”