„Wołają na niego Amoniak”. Nazwała syna dumnym imieniem po pradziadku, a w szkole fundują mu piekło
Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie we wrześniu, kiedy syn z wielką ekscytacją i z uśmiechem na twarzy szedł na rozpoczęcie roku szkolnego do nowej klasy.

Droga Redakcjo! Czy to źle, że chciałam uciec od nudnych, powtarzalnych imion, jakie królują na każdym osiedlowym placu zabaw? Marzyłam o czymś dostojnym, co niesie ze sobą historię i będzie dla mojego dziecka piękną wizytówką na całe życie. Postanowiłam nazwać go po moim ukochanym dziadku, ulegając namowom starszego pokolenia i wierząc, że daję mu coś wyjątkowego. Dzisiaj już wiem, że zafundowałam mojemu dziecku koszmar, bo rówieśnicy robią sobie z niego pośmiewisko.
Rodzinna duma. Dostojne imię po przodku stało się powodem do kpin
Mój syn ma na imię Amand. W dawnych czasach, na początku ubiegłego wieku, nosił je mój pradziadek, który był człowiekiem niezwykle szanowanym, mądrym i odważnym. Słownikowo to imię ma przepiękne znaczenie, wywodzi się z łaciny i oznacza osobę godną miłości, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to idealna opcja dla mojego synka. Byłam pewna, że mały Amand będzie wyróżniał się w tłumie z ogromną klasą i stylem.
Tylko że jest pewien problem. Dzieci w szkole nie mają zielonego pojęcia o łacińskich korzeniach, tradycji ani o tym, kim był mój szanowny dziadek. Dziwne, twarde i niespotykane imię błyskawicznie stało się dla nich idealnym obiektem docinków i żartów.
Koszmar na szkolnym korytarzu. Rówieśnicy wyśmiewają dziecko z powodu rzadkiego imienia
Dzisiejsza rozmowa z wychowawczynią podczas odbioru syna ze świetlicy całkowicie otworzyła mi oczy na skalę problemu, z jakim moje dziecko mierzy się od pierwszego dzwonka. Nauczycielka powiedziała mi wprost, że dzieci w klasie kompletnie nie potrafią zaakceptować tego imienia i ze względu na trudne i nietypowe brzmienie zaczęły je złośliwie przekręcać. Zamiast Amand, koledzy z ławki i starsi uczniowie na korytarzu wołają za nim Amoniak albo śmierdziel, śmiejąc się na cały regulator w szatni czy podczas lekcji WF-u.
Syn od kilku dni spędza czas w kompletnej izolacji, nikt nie chce siedzieć z nim w parze, a na placu zabaw dzieci omijają go szerokim łukiem, rzucając pod jego adresem te okropne, potoczne przezwiska. Chłopak boi się rano wejść do klasy, bo wie, że od progu zderzy się z falą drwin.
Czy warto urzędowo zmienić nietypowe imię dziecku?
Sama nie wiem, co teraz robić. Mąż nie ma zdania i nie widzi problemu, może dlatego, że sam nazywa się Gerard i dla niego rzadkie imię to normalna sprawa. Droga Redakcjo, szanowne Czytelniczki, może mi coś podpowiecie? Wiem, że żadne najpiękniejsze tradycje rodzinne i żadne pamiątki po pradziadkach nie są warte tego, by ośmiolatek musiał codziennie płakać w poduszkę i znosić potworne upokorzenia.
Z drugiej strony nie do końca chcę się poddawać, zmieniać synkowi imię i porzucać pamięć o dziadku z powodu braku empatii u innych ludzi. Może po prostu trzeba pogodzić się z tym, że oryginalność i wyjątkowość często idą w parze z niezrozumieniem?
Emilia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl