Chłopcy ze starszych klas chichoczą na widok jej córki. „Wszystko przez nowoczesne imię, które tak bardzo nam się podobało”
Decyzja podjęta kilka lat temu niespodziewanie zniszczyła pewność siebie małej uczennicy trzeciej klasy. Ta poruszająca historia pokazuje, jak bardzo brakuje nam w szkołach rozmów o empatii oraz jak łatwo rówieśnicy potrafią obrócić piękne, filmowe imię w powód do codziennego wyśmiewania.

Kilka lat temu, wybierając imię dla córki, kierowałam się wyłącznie sercem i estetyką. Chciałam, żeby moje dziecko nosiło imię z piękną historią, melodyjne i rzadkie na polskich placach zabaw. Niestety, szkolna rzeczywistość szybko zweryfikowała moje ambicje. Okazało się, że to, co dla rodziców jest symbolem nowoczesności, dla grupy rówieśników staje się idealnym powodem do kpin. Chłopcy ze starszych klas chichoczą na widok mojej córki w szatni, a ona wchodzi do budynku ze spuszczoną głową.
Bajkowe skojarzenia na przerwach. Jak wybór imienia stał się szkolnym problemem
Podczas ciąży spędziłam mnóstwo czasu na czytaniu zagranicznych spisów imion. Wybrałam imię Fiona, bo kojarzyło mi się z celtycką tradycją, delikatnością i elegancją. Urzędnik w urzędzie stanu cywilnego zarejestrował je bez żadnych problemów, a ja byłam dumna, że moja córka nie będzie kolejną Julią czy Mają w klasie. Nie wzięłam jednak pod uwagę jednej, kluczowej rzeczy − popkultury.
Dla dzieci z podstawówki to imię nie ma nic wspólnego z elegancją. Kojarzy się im wyłącznie z zieloną ogrzycą z filmu animowanego Shrek. Od kiedy Fiona poszła do trzeciej klasy, to skojarzenie stało się jej codziennym przekleństwem. Starszy rocznik chłopców potrafi celowo stawać przy szafkach, udawać odgłosy potworów z bajki i głośno chichotać, gdy córka przechodzi obok nich.
Izolacja na świetlicy. Sytuacja, o której wychowawczyni musiała mi wreszcie powiedzieć
Ostatnio wychowawczyni świetlicy poprosiła mnie o krótką rozmowę podczas odbioru dziecka. Nauczycielka powiedziała wprost, że Fiona zaczyna zamykać się w sobie. Podczas przerw rzadko bierze udział we wspólnych zabawach, bo ma dość złośliwych docinków. Nawet w zwykłych, codziennych sytuacjach koledzy z ławki potrafią przekręcać jej imię na kpiące formy.
Najgorsze jest to, że inni rodzice stojący rano przed szkołą również nie wykazują się wyczuciem. Często słyszę ich komentarze, gdy rozmawiają o dzieciach z klasy. To boli najbardziej. Przez to, że chcieliśmy wyróżnić córkę, zafundowaliśmy jej problem, z którym ośmioletnie dziecko musi mierzyć się zupełnie samo. Nasze polskie nazwisko w połączeniu z tym imieniem brzmi w dzienniku tak nietypowo, że plotki nie cichną.
Apel do innych rodziców. Musimy uczyć dzieci empatii zamiast wyśmiewania inności
Wróciłam do domu i długo rozmawiałam z mężem. Zrozumieliśmy, że nie możemy uciekać przed problemem i zmieniać imienia w urzędzie, bo to nie w imieniu tkwi prawdziwa wina. Fiona to normalne, piękne imię, które nikogo nie krzywdzi. Problem tkwi w braku podstawowej kultury i empatii u dzieci, które bezmyślnie powtarzają złośliwości zasłyszane od kolegów albo, co gorsza, od dorosłych w domach.
Proszę Was, drodzy rodzice, rozmawiajmy ze swoimi dziećmi i tłumaczmy im, że wyśmiewanie kogoś z powodu rzadkiego imienia, innego wyglądu czy słabszych ocen jest po prostu złe. Jeśli teraz pozwalamy na kpiny z inności, wychowujemy ludzi pozbawionych wrażliwości. Uczenie dzieci szacunku i piętnowanie gnębienia słabszych rówieśników to nasz obowiązek.
Monika, mama Fiony
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 6-letnia Marysia jadła z nóżkami na stole. Obca kobieta zaczęła na nią krzyczeć, ale szybko pożałowała