Reklama

Droga Redakcjo Mamotoja, piszę do Was ten list, ponieważ od kilku dni nie mogę normalnie spać, jeść ani skupić się na własnych domowych obowiązkach. W mojej najbliższej rodzinie trwa właśnie potężny kryzys, który lada moment doprowadzi do prawdziwej życiowej katastrofy, a ja czuję się całkowicie bezradna wobec ludzkiej głupoty i skrajnej naiwności. Jestem starszą siostrą 26-letniej Pauliny, która prywatnie jest mamą dwójki wspaniałych maluchów − czteroletniego Daniela i dwuletniej Julki. Moja siostra od dłuższego czasu nie dogaduje się ze swoim mężem, co w małżeństwach oczywiście się zdarza, i podjęła ostateczną decyzję, że chce jak najszybciej odejść od partnera.

Problem polega na tym, że Paulina chce odejść od męża, choć nie ma pracy, nigdy nie zdobyła żadnego doświadczenia zawodowego ani nie odłożyła na czarną godzinę nawet jednej złotówki. Kiedy podczas wczorajszej, niezwykle trudnej rozmowy próbowałam twardo zejść z nią na ziemię i zapytałam, za co zamierza wynająć mieszkanie i kupić dzieciom buty na zimę, usłyszałam z jej ust słowa, które po prostu ścięły mnie z nóg. Powiedziała mi z pełnym przekonaniem, że przecież państwo zadba o dzieci, da jej zasiłki, opłaci darmowe wyżywienie w przedszkolu i nie pozwoli im zginąć, bo samotna matka ma w tym kraju pełne prawa do wszystkiego.

Słuchałam tego wszystkiego z rosnącym przerażeniem, bo jej życiowa roszczeniowość po prostu pokazuje bolesną prawdę o tym, jak bardzo system opieki socjalnej potrafi rozleniwić młodego człowieka i odebrać mu elementarne poczucie odpowiedzialności za własny los.

Życie z dziećmi w sterylnej bańce za pieniądze męża. Jak całkowita zależność finansowa rodzi iluzję wolności

Moja siostra przez pięć lat małżeństwa nie przepracowała ani jednego dnia, nie wie, ile kosztuje litr mleka, prąd czy ubezpieczenie samochodu, bo jej mąż zarabiał bardzo przyzwoicie i brał na siebie całą logistykę finansową. Paulina dostawała co miesiąc stałą kwotę na drobne zakupy i kosmetyki, spędzając całe dnie na przewijaniu, spacerach i scrollowaniu internetowych grup dla mam.

Gdy w ich związku zaczął się kryzys, zamiast pomyśleć o pójściu do jakiejkolwiek pracy, zdobyciu niezależności i odłożeniu chociaż kilku tysięcy na start, ona po prostu uznała, że ma dość i pakuje walizki. Jest święcie przekonana, że dorosłe życie poza domem męża wygląda dokładnie tak samo jak w filmach, a bariery finansowe to problem, który rozwiąże się sam, gdy tylko złoży w sądzie papiery rozwodowe.

Na co naprawdę liczy młoda mama bez grosza przy duszy?

Kiedy zaczęłam jej punkt po punkcie wyliczać realne koszty samodzielnego życia, wyskoczyła do mnie z pretensjami, że zamiast stać za nią murem, ja ją krytykuję i wspieram jej męża. Paulina oświadczyła mi, że dostanie świadczenia na dzieci, a państwo przyzna jej darmowe mieszkanie socjalne, bo jako samotna matka z dwójką małych dzieci ma pierwszeństwo w każdej kolejce.

Dodała jeszcze, że przedszkole Danielka i żłobek Julki będą dla niej całkowicie bezpłatne, postara się o finansowanie wyżywienia, a miejski ośrodek pomocy społecznej co miesiąc będzie przelewał jej kwoty, które bez problemu pozwolą jej na spokojne życie bez konieczności szukania pracy. Normalnym ludziom, którzy ciężko pracują na etacie i co miesiąc płacą podatki, na widok takiej roszczeniowości po prostu opadają szczęki. Moja własna siostra uważa jednak ten chory układ za coś, co jej się bezdyskusyjnie należy od państwa.

Zderzenie z brutalnymi realiami rynku. Państwowe zasiłki nie uratują domowego budżetu

Wróciłam wczoraj do domu z potężnym poczuciem bezsilności, bo wiem, że Paulina przy pierwszym lepszym kontakcie z urzędnikami przeżyje potężny szok. Państwo i opieka społeczna oczywiście oferują programy wsparcia dla osób w kryzysie, ale żadne zasiłki nie pokryją kosztów wynajmu mieszkania na wolnym rynku, kaucji, opłat za prąd i codziennych zakupów spożywczych dla trzech osób. Przerzucanie odpowiedzialności za własne błędy i decyzje na system socjalny to pójście na skróty, które zawsze kończy się finansową katastrofą, a w tym wszystkim ucierpią przede wszystkim niewinne, małe dzieci.

Chociaż chodzi o moją najbliższą rodzinę, potępiam taką postawę. Uważam, że teraz wiele kobiet wpada w pułapkę zależności − po urodzeniu dzieci nie pracują, żyją na garnuszku mężów i uważają, że państwo ma obowiązek jeszcze im dopłacać. No niestety, ale tak nie jest. A pobudka będzie bolesna.

Pozdrawiam całą Redakcję,

Karolina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mąż zrobił ze mnie lenia i darmozjada przed całą rodziną, podczas gdy ja zajmowałam się dzieckiem. Smutną prawdę odkryłam na imieninach szwagra”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...