Reklama

W ostatnich tygodniach trudno ich nie zauważyć. Przy osiedlach, parkach czy drogach prowadzących do placów zabaw pojawiają się dzieci sprzedające domową lemoniadę. Jedni widzą w tym świetną lekcję przedsiębiorczości, inni – uroczy obrazek wakacji. Nasza czytelniczka przekonuje jednak, że jedna taka budka skłoniła ją do zupełnie innych przemyśleń.

„Wracałyśmy z dyżuru wakacyjnego”

Mam pięcioletnią córkę, która przez część wakacji chodzi do przedszkola na dyżur. Kilka dni temu odbierałam ją po południu i jak zwykle wracałyśmy pieszo do domu.

Na rogu ulicy zauważyłyśmy troje dzieci. Miały może po dziewięć, dziesięć lat. Rozłożyły składany stolik, przygotowały dzbanek z lemoniadą, plastikowe kubeczki i własnoręcznie namalowaną kartkę z ceną.

Moja córka od razu poprosiła, żebyśmy kupiły po kubku. Pomyślałam, że dlaczego nie. Zawsze wolę wesprzeć dzieci, które próbują same coś zrobić, niż słuchać, że młodzi tylko siedzą przed ekranami.

Kiedy jedno z dzieci nalewało lemoniadę, zauważyłam na stoliku przezroczysty woreczek wypchany jednorazowymi saszetkami z cukrem.

Było ich naprawdę mnóstwo. Z uśmiechem zapytałam:

– Ale się przygotowaliście. Skąd tyle cukru?

Chłopiec odpowiedział bez najmniejszego zawahania:

– Z Żabki.

Dziewczynka od razu dodała:

– I ze stacji benzynowej. Tam zawsze jest pełno.

Powiedziały to takim tonem, jakby opowiadały o czymś całkowicie oczywistym.

„Przecież można brać”

Zapytałam:

– A ktoś wam pozwolił zabrać tyle saszetek?

Usłyszałam:

– Przecież one są za darmo.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Nie zrobiłam dzieciom wykładu. Nie chciałam ich zawstydzać. Pomyślałam jednak, że ktoś musiał im kiedyś pokazać, że skoro coś stoi na ladzie, to można brać garściami. Chyba nikt nie wyjaśnił im, że te saszetki są dla klientów, którzy właśnie piją kawę albo jedzą posiłek, a nie po to, żeby wynosić je do własnego biznesu.

Naprawdę nie chodzi mi o kilka saszetek cukru. Chodzi o sposób myślenia. Coraz częściej słyszymy, że dzieci powinny być przedsiębiorcze, zaradne i kreatywne. Zgadzam się z tym. Tylko że przedsiębiorczość nie może oznaczać, że wszystko, co nie jest przykręcone do podłogi, wolno zabrać, bo „przecież było za darmo”.

Moja córka przez całą drogę do domu opowiadała, że ona też chciałaby kiedyś sprzedawać lemoniadę.

Powiedziałam jej, że to świetny pomysł, ale cukier kupimy w sklepie albo weźmiemy z naszej kuchni. Bo uczciwość też jest czymś, czego dzieci uczą się od dorosłych.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz redakcji

Stoiska z domową lemoniadą stają się w Polsce coraz popularniejsze i dla wielu dzieci są świetną okazją do nauki liczenia pieniędzy, odpowiedzialności czy kontaktu z ludźmi. To wartościowa forma zabawy, jeśli towarzyszą jej rozmowy o zasadach.

Warto przypominać dzieciom, że jednorazowe saszetki z cukrem udostępniane w sklepach, restauracjach czy na stacjach benzynowych są przeznaczone dla klientów korzystających z danego miejsca. Przedsiębiorczość i pomysłowość najlepiej rozwijają się wtedy, gdy idą w parze z uczciwością i szacunkiem do cudzej własności.

Zobacz także: „Chciałam kupić od dzieci lemoniadę, dopóki nie zobaczyłam, o co proszą”. Tak rodzice uczą cwaniactwa?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...