Niestety mam wrażenie, że rodzice ze szkoły tylko udają miłych, a gdy przychodzi co do czego, ignorują proste pytania. Zapytałam w klasowej grupie o lekcje i nikt nawet nie raczył odpisać, choć doskonale widziałam na ekranie telefonu, że wiadomość przeczytała niemal cała klasa.

WIDEO…

player placeholder

Głucha cisza na WhatsAppie. Jak prosta prośba o zdjęcia zeszytu trafiła w próżnię

Wszystko zaczęło się w ubiegły piątek, kiedy mój Tomek złapał infekcję i musiał zostać w domu. Weekend minął nam na kurowaniu młodego, a w niedzielę wieczorem postanowiłam sprawdzić, co dzieci przerabiały na lekcjach, żeby syn nie narobił sobie zaległości już na starcie semestru. Wyciągnęłam telefon, otworzyłam naszą oficjalną grupę rodziców na WhatsAppie i napisałam krótką, normalną prośbę: „Cześć wszystkim, Tomek był w piątek chory. Czy ktoś mógłby podesłać zdjęcia tematów i zadania domowego z matematyki i polskiego? Z góry dzięki!”.

Byłam pewna, że w ciągu kilku minut ktoś wrzuci mi te dwie szybkie fotki i parę słów, co przerabiali − przecież to żaden wysiłek, wystarczy kliknąć telefonem. Zamiast tego na grupie zapadła totalna cisza. Godzinę później ze zdziwieniem zauważyłam, że moja wiadomość ma status „przeczytana” przez prawie dwadzieścia osób. Te wszystkie mamy, z którymi jeszcze kilka dni temu rozmawiałam pod klasą, po prostu zignorowały mój wpis.

Zobacz także:

Oficjalne uśmieszki na zebraniu kontra zwykła codzienność w sieci

Najbardziej zaskoczyła mnie ta nagła zmiana zachowania w porównaniu do spotkań na żywo. Pamiętam nasze pierwsze wrześniowe zebranie − wszyscy rodzice byli tacy aktywni, głośno dyskutowali o integracji klasy, o kupowaniu prezentów i organizowaniu wspólnych wyjść dla dzieci. Każdy chciał wypaść jak najlepiej i pokazać, jak bardzo zależy mu na dobru całej grupy.

Gdy jednak przychodzi moment, w którym można zrobić mały, bezinteresowny gest wobec innej mamy, ta cała zgrana paczka nagle znika. Na grupie na WhatsAppie nie brakuje chętnych do kłótni o składki na komitet rodzicielski albo o markę kupowanego papieru do ksero. Ale żeby pomóc koledze z ławki, który leży chory w łóżku? Wtedy nagle nikt nie ma czasu, by poświęcić trzydzieści sekund na zrobienie zdjęcia jednej strony z ćwiczeniówki.

Klasowe grupy na WhatsApp. Czas odpuścić sobie udawane relacje

Ta sytuacja to dla mnie ważna lekcja na temat tego, jak naprawdę działają szkolne społeczności. Jestem zszokowana, że matka klasowego prymusa, która potrafi godzinami pisać o ocenach i nowych wymaganiach, na moją prośbę nie odpisała ani słowa, choć wiem, że cały wieczór była dostępna w sieci. Postanowiłam, że od teraz kończę z tym udawanym uśmiechaniem się do ludzi, którzy traktują innych z taką obojętnością.

Lekcje Tomka zdobyłam w końcu sama, dzwoniąc prywatnie do znajomej z zupełnie innej klasy, ale niesmak i duże rozczarowanie pozostały we mnie na długo. Naszym zadaniem jako rodziców jest uczenie dzieci empatii i wzajemnej pomocy, a sami jako dorośli nie potrafimy odpisać na prostą wiadomość na komunikatorze. Warto się zastanowić, jaki przykład dajemy najmłodszym, ignorując siebie nawzajem.

Pozdrawiam całą Redakcję i czytających Rodziców,

Marta


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Narzeka na sąsiadów, bo mają za dużo dzieci. „Buty w odchodach, wózek na klatce, nie możemy spać po nocach”