Koleżanka ukradła jej córce drogą śniadaniówkę. „Ukarałam złodziejkę i nie żałuję”
Zwykły poranek w szkolnej szatni zmienił się awanturę, gdy jedna z matek postanowiła na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość obcemu dziecku. Gdy kobieta zorientowała się, że nauczycielka całkowicie ignoruje bezczelne zachowanie siedmiolatki, podeszła do dziecka i wykonała gest, który zszokował stojących wokół rodziców.

Wszystko zaczęło się w ubiegłym tygodniu, kiedy kupiłam mojej córce Tosi drogie, modne pudełko na kanapki ze specjalnymi przegródkami i bidon. Tosia była dumna, bardzo dbała o te rzeczy i codziennie z radością pakowała tam swoje drugie śniadanie. Niestety, w miniony wtorek po długiej przerwie pudełko po prostu zniknęło z jej plecaka, a moje dziecko wróciło do domu zapłakane i głodne.
Bezczelna kradzież w klasie i brak reakcji ze strony szkoły
Gdy następnego dnia rano zobaczyłam w szatni, że jej klasowa koleżanka, Maja, bezczelnie trzyma w ręku dokładnie tę samą śniadaniówkę z podpisem mojej córki na spodzie, natychmiast zgłosiłam sprawę wychowawczyni. Nauczycielka tylko bąknęła pod nosem, że ona nie jest od pilnowania śniadaniówek, a dzieci muszą same rozwiązywać takie problemy między sobą. Szczerze mówiąc, wściekłam się. Ta obojętność szkoły i brak jakichkolwiek konsekwencji po prostu mnie osłabiły. Postanowiłam działać.
Ostra lekcja na korytarzu i odwet, który zszokował innych rodziców
Wczoraj podczas odprowadzania Tosi do klasy nie wytrzymałam. Zobaczyłam, że Maja znowu paradowała po korytarzu z naszą własnością. Podeszłam do tej dziewczynki w szatni, prosto w oczy powiedziałam jej, co myślę o braniu cudzych rzeczy, i jednym zdecydowanym ruchem wyrwałam jej z rąk śniadaniówkę mojej córki. Otworzyłam wieczko, wyciągnęłam z wnętrza przygotowane przez jej matkę tosty i przy wszystkich dzieciach ostentacyjnie wyrzuciłam całe to jedzenie prosto do kosza na śmieci.
Powiedziałam jeszcze tej małej złodziejce, że nie ma prawa korzystać z rzeczy, na które ciężko pracowali inni, i że teraz to ona wróci do domu o pustym żołądku, żeby wreszcie zrozumiała ból mojej córki. Dziewczynka zalała się łzami i ze wstydu uciekła do toalety. W ogóle nie było mi przykro, zasłużyła sobie.
Walka o granice. Nie zgadzam się na zamiatanie problemów pod dywan
Wiem doskonale, że lada moment na klasowej grupie wybuchnie afera, bo matka Mai już była poskarżyć się w sekretariacie na nękanie jej biednej córeczki. Uważam jednak, że to właśnie uległość dorosłych i chowanie dzieci pod kloszem bezkarności sprawia, że młode pokolenie rośnie na roszczeniowe osoby pozbawione zasad.
Jeśli matka w domu nie potrafi nauczyć kilkulatka, co jest dobre, a co złe, to surowy świat sam postawi jej dziecku sztywne bariery. Ja nie dam sobie wejść na głowę − moja córka zobaczyła, że mama potrafi ją obronić przed bezczelnością rówieśników, a mała złodziejka dostała nauczkę, którą zapamięta na długo. Od podkradania śniadaniówek się zaczyna, a co będzie dalej, jeśli nikt nie zareaguje?
Pozdrawiam całą Redakcję Mamotoja,
Marta
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl