Kiedy mój synek zasypia, czasami siadam obok łóżeczka i po prostu na niego patrzę. Wtedy nachodzi mnie myśl, której nie potrafię znieść, a jednocześnie nie umiem jej od siebie odsunąć: gdybym mogła cofnąć czas, nie zdecydowałabym się na dziecko. Potem zaczynam płakać, bo przecież kocham go najbardziej na świecie. Jak można jednocześnie kochać własne dziecko i żałować, że się je urodziło? Sama nie wiem. Wiem tylko, że te dwie rzeczy od miesięcy mieszkają we mnie obok siebie.
WIDEO…
Marzyłam o dziecku, a nie o takim życiu
Mój syn był planowany. Naprawdę chciałam zostać mamą. Wyobrażałam sobie, jak urządzamy mu pokoik, jak wybieramy ubranka, jak razem z partnerem czekamy na ten wyjątkowy dzień. Widziałam siebie z ciążowym brzuchem, nadal aktywną, uśmiechniętą, spotykającą się ze znajomymi. Myślałam, że będę pracować tak długo, jak pozwoli mi samopoczucie, może nawet wybiorę się z partnerem na ostatni wyjazd we dwoje.
Rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. Ciąża była zagrożona. Musiałam iść na zwolnienie i większość czasu spędzałam w łóżku. Zamiast cieszyć się tym okresem, czułam się jak więzień we własnym domu. Nie miałam siły, by normalnie funkcjonować, a strach o dziecko nie pozwalał mi się odprężyć.
Przed ciążą byłam zupełnie inną osobą. Energiczną, towarzyską, zadbaną. Miałam pracę, którą kochałam, pasje i mnóstwo planów. Lubiłam spontaniczne wyjścia, spotkania z przyjaciółmi, dbanie o siebie. Nie potrzebowałam wielkich rzeczy, żeby czuć, że moje życie jest dobre.
Tamta dziewczyna wydaje mi się dziś kimś obcym. Najbardziej boli mnie to, że nie wiem, czy jeszcze kiedyś nią będę.
Poród odebrał mi resztki sił
Próbowałam sobie tłumaczyć, że najgorsze już za mną. Przecież ciąża w końcu się skończy, urodzę dziecko i zaczniemy nasze wspólne życie. Nie miałam pojęcia, że sam poród stanie się kolejnym trudnym doświadczeniem.
Rodząc, spędziłam 26 godzin w ogromnym bólu. Ostatecznie skończyło się cesarskim cięciem i tygodniowym pobytem w szpitalu. Nie będę udawać, że personel pomógł mi przejść przez to wszystko z poczuciem bezpieczeństwa. Było wręcz przeciwnie. Czułam się pozostawiona sama sobie, traktowana bez czułości, jak kolejny przypadek do obsłużenia, odarta z godności.
Kiedy wreszcie zobaczyłam synka, poczułam miłość. Ale obok niej był strach, ból i kompletne wyczerpanie. Nie było żadnego magicznego momentu, w którym wszystkie trudne emocje zniknęły. Byłam szczęśliwa, że moje dziecko jest na świecie, a jednocześnie sama potrzebowałam, żeby ktoś się mną zaopiekował.
Tymczasem od pierwszych dni to ja miałam być tą osobą, która daje wszystko.
Nie mogę nawet spokojnie odłożyć własnego dziecka
Myślałam, że po porodzie będzie trudno. Wiedziałam, że niemowlęta płaczą, budzą się w nocy i potrzebują bliskości. Co innego jednak wiedzieć o tym teoretycznie, a co innego żyć w ciągłym napięciu, bez chwili wytchnienia.
Mój syn jest dzieckiem, którego właściwie nie da się odłożyć. Chce być noszony, przytulany, kołysany. Gdy próbuję położyć go w łóżeczku, zaczyna płakać. Czasami wystarczy kilka minut, żebym poczuła, że zaraz sama się rozpłaczę. Nocami budzi się tak często, że nie pamiętam już, kiedy ostatnio obudziłam się wypoczęta.
Mam partnera. Nie jestem z tym wszystkim zupełnie sama i wiem, że wiele kobiet nie ma nawet takiego wsparcia. Problem w tym, że kiedy synek trafia w ramiona taty, często płacze jeszcze bardziej. Partner próbuje go uspokoić, nosi go, kołysze, ale bywają takie chwile, kiedy dziecko wyrywa się do mnie, a ja mam ochotę wyjść z domu i przez godzinę nie słyszeć ani jednego dźwięku.
Wstydzę się tego. Wiem, że mój syn nie robi mi na złość. Nie potrafi jeszcze powiedzieć, czego potrzebuje. Rozumiem to wszystko, ale sama wiedza nie sprawia, że przestaję być zmęczona.
Czasami mam wrażenie, że moje ciało należy do kogoś innego. Nie mogę spokojnie zjeść, wziąć prysznica ani dokończyć jednej myśli. Każda czynność zależy od tego, czy akurat dziecko płacze. A ono płacze naprawdę często.
Kocham go, ale żałuję, że zostałam matką
Najtrudniej przyznać mi, że tęsknię za życiem, które miałam. Nie chodzi tylko o sen czy możliwość wyjścia do kina, chociaż o to też. Ale przede wszystkim tęsknię za poczuciem, że jestem osobnym człowiekiem. Że mam własne potrzeby, że mogę coś zaplanować i nie muszę podporządkowywać całego dnia jednej małej osobie.
Kiedyś lubiłam swoje odbicie w lustrze. Dbałam o siebie, miałam energię, chciało mi się żyć. Teraz często nie poznaję kobiety, którą widzę. Nie mam siły na dawne zainteresowania, spotkania towarzyskie wydają mi się odległą przeszłością, a powrót do pracy, za którą tak tęsknię, wcale nie oznacza dla mnie końca problemów. Wiem, że czeka mnie kolejna reorganizacja życia, kolejne wyrzuty sumienia i próba pogodzenia obowiązków, których nie da się łatwo pogodzić.
Czasami myślę, że wszyscy widzą we mnie przede wszystkim matkę. Jakby to, kim byłam wcześniej, przestało mieć znaczenie. A przecież nie przestałam być sobą tylko dlatego, że urodziłam dziecko. Przynajmniej chciałabym w to wierzyć.
Żałuję macierzyństwa. Żałuję, że urodziłam dziecko, choć brzmi to okrutnie. Gdybym wiedziała, jak będzie wyglądała moja codzienność, jak bardzo będę wyczerpana i jak trudno będzie mi odnaleźć siebie na nowo, nie zdecydowałabym się na ten krok. Nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę tak myśleć.
A przecież gdy synek wtula się we mnie i na chwilę przestaje płakać, czuję do niego taką czułość, że mogłabym oddać za niego życie. Nie chcę, żeby kiedykolwiek spotkała go krzywda. Chcę, żeby był szczęśliwy, żeby czuł się kochany i bezpieczny. Nie obwiniam go za to, że moje życie wygląda dziś inaczej.
To właśnie ta sprzeczność jest najgorsza.
Nie mówię tego głośno znajomym. Boję się, że usłyszę, że jestem egoistką, że sama chciałam mieć dziecko, więc teraz powinnam ponosić konsekwencje. Wiem, że macierzyństwo nie jest łatwe, ale nie wiedziałam, że może aż tak boleć psychicznie. Nie chcę udawać, że jestem szczęśliwa przez każdą minutę każdego dnia.
Kiedy wieczorem patrzę na śpiącego synka, głaszczę go po głowie i całuję w czoło. Życzę mu całego dobra tego świata. A potem czasami zamykam oczy i wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie została mamą.
Nie jestem z siebie dumna, kiedy o tym myślę. Ale nie potrafię już udawać, że te myśli nie istnieją.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Mąż nazwał ją wałkoniem, bo po porodzie nie chce wracać do pracy. „Następnego dnia przyniosłam mu kalkulator i notes”