Niestety, starsze pokolenie w naszej rodzinie kompletnie nie rozumie nowoczesnych zasad i uważa, że więzy krwi dają im absolutne prawo do naruszania intymności mojego dziecka. Ja naprawdę nie mogłam uwierzyć, co babcia zrobiła 8-letniemu wnuczkowi, gdy całą rodziną żegnaliśmy się w drzwiach po niedzielnym obiedzie. Usłyszałam tylko soczyste cmoknięcie i w jednej sekundzie po prostu zdrętwiałam.

WIDEO…

player placeholder

Bezwzględne naruszenie granic ośmiolatka jako wyraz miłości?

Cała ta skandaliczna sytuacja rozegrała się w ułamku sekundy, kiedy moja teściowa wkładała już płaszcz i szykowała się do wyjścia z naszego mieszkania. Kuba, jak na dobrze wychowanego chłopca przystało, podszedł do babci, żeby podać jej rękę i grzecznie powiedzieć „Do widzenia”, zachowując naturalny dystans. Starsza pani, zamiast przybić z nim piątkę lub po prostu ciepło się uśmiechnąć, nagle złapała mojego syna obiema rękami za policzki, przyciągnęła jego buzię do siebie i zignorowała fakt, że chłopiec wyraźnie się krzywi i próbuje odchylić głowę do tyłu. Zanim zdążyłam w ogóle zareagować i zrobić choćby jeden krok w ich stronę, teściowa złożyła na jego wargach pocałunek, zostawiając ślady czerwonej szminki.

Mój syn natychmiast wyrwał się z jej uścisku, zalał się rumieńcem wstydu i zaczął nerwowo wycierać usta rękawem bluzy, uciekając do swojego pokoju. Stałam w tym przedpokoju zszokowana, patrząc na zadowoloną z siebie teściową, która uważała swój gest za szczyt babcinej miłości i nie widziała w tym zachowaniu absolutnie niczego złego czy niestosownego.

Zobacz także:

Staroświeckie nawyki dziadków niszczą podmiotowość współczesnych dzieci

Gdy natychmiast, lodowatym i stanowczym głosem oświadczyłam teściowej, że nigdy więcej nie ma prawa całować mojego syna w usta, w przedpokoju momentalnie wybuchło piekło. Teściowa oburzyła się i zaczęła mamrotać, że współczesne matki powariowały od czytania tych wszystkich durnych poradników psychologicznych w internecie. Twierdziła z ogromnym żalem, że całowała tak swoje dzieci, całuje wszystkie wnuki i nikt nigdy nie robił z tego powodu żadnych problemów ani awantur. Mój mąż, zamiast stanąć murem za mną i bronić komfortu psychicznego własnego syna, tylko bezradnie machnął ręką, prosząc o święty spokój i sugerując, że babcia przecież nie miała złych intencji.

Dla mnie ta argumentacja o dobrych intencjach to podręcznikowy przykład zacofania i całkowitego braku szacunku dla drugiego człowieka, nawet tego najmniejszego. Całowanie dziecka w usta przez dziadków czy dalszych krewnych to nie jest żadna niewinna tradycja, ale brutalne łamanie zasad higieny, przekraczanie barier oraz dawanie dziecku sygnału, że dorośli mogą robić z jego ciałem wszystko, co im się podoba.

Czas zacząć edukować starsze pokolenie w kwestii praw dziecka

Napisałam ten list do redakcji Mamotoja, ponieważ wiem, że ten bolesny problem dotyczy tysięcy polskich domów, w których młode matki boją się odezwać, by nie wywołać rodzinnej wojny. Musimy w końcu głośno i wyraźnie powiedzieć „stop” wszystkim babciom i ciociom, które uważają, że zmuszanie dziecka do całowania na powitanie czy pożegnanie jest w porządku. Kuba po wyjściu dziadków wyznał mi z płaczem, że nienawidzi tego momentu, bo czuje się wtedy okropnie i jest mu po prostu wstyd.

Ja od dzisiaj wprowadzam w relacjach z teściami absolutny zakaz jakichkolwiek wymuszonych kontaktów fizycznych i jeśli starsza pani nie potrafi tego uszanować, to drzwi naszego domu zostaną dla niej zamknięte na bardzo długo. Nie dajmy sobie wmówić, że obrona prywatności naszych dzieci to przesada czy brak szacunku dla starszych, bo to właśnie w ten sposób uczymy młode pokolenie asertywności.

Ciekawa jestem, czy w Waszych domach również mierzycie się z takimi dziwnymi zwyczajami dziadków i jak radzicie sobie z egzekwowaniem granic w kręgu najbliższej rodziny.

Pozdrawiam serdecznie,
Zdeterminowana mama Kuby


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Cieszyłam się, gdy syn i synowa zaproponowali wspólne sprzątanie grobów z wnukami. Dopiero przy cmentarnej bramie zrozumiałam ich podły plan”