Sprawa dotyczy tego nieszczęsnego Halloween, które z roku na rok staje się w naszym kraju coraz większą plagą, a z grzecznych niegdyś dzieciaków robi bandę roszczeniowych i bezczelnych napastników. Ja rozumiem, że czasy się zmieniają, że dzieci potrzebują zabawy i radości, ale to, co zastałam za swoimi drzwiami, nie miało nic wspólnego z niewinnym zbieraniem słodyczy. Skoro rodzice ich nie wychowali, ja dałam im do wiwatu i wcale tego nie żałuję, bo rzucanie jajkami w moje okna i wyzywanie mnie pod własnymi drzwiami przekroczyło wszelkie granice mojej cierpliwości.

WIDEO…

player placeholder

Dlaczego zachowanie małych przebierańców w Halloween budzi coraz większy opór sąsiadów?

Wczoraj po godzinie osiemnastej usłyszałam głośne, wręcz agresywne łomotanie do moich drzwi. Nie było to delikatne pukanie, ale regularne uderzanie pięściami, jakby palił się cały budynek. Kiedy podeszłam do wizjera, zobaczyłam grupkę pięciorga dzieci, może w wieku ośmiu czy dziewięciu lat, przebranych za jakieś potwory i zombi. Otworzyłam, bo pomyślałam, że może faktycznie coś się stało, a one z miejsca, bez żadnego „dzień dobry” czy chociażby uśmiechu, wrzasnęły mi prosto w twarz to słynne hasło o cukierku albo psikusie.

Spokojnie odpowiedziałam im, że jestem starszą osobą, nie obchodzę tego święta i nie mam w domu żadnych słodyczy, bo sama ich nie jadam. Myślałam, że maluchy zrozumieją, odwrócą się na pięcie i pójdą do kolejnego mieszkania. To, co stało się chwilę później, kompletnie mnie zszokowało i sprawiło, że po prostu puściły mi nerwy.

Zobacz także:

Co zamiast niewinnej zabawy spotyka starsze i samotne osoby pod koniec października?

Najstarszy chłopak z tej grupki spojrzał na mnie z pogardą i rzucił pod moim adresem bardzo brzydkie, wulgarne słowo, dodając, że jestem sknerą i powinnam siedzieć w domu starców. Pozostałe dzieci zaczęły się głośno śmiać, a jedna z dziewczynek, przebrana za czarownicę, ostentacyjnie splunęła na moją wycieraczkę. Wtedy we mnie pękło. Wygarnęłam im wszystko, co myślę o ich zachowaniu, kulturze osobistej i o tym, że za grosz nie mają szacunku dla starszego człowieka.

Zapytałam tego najgłośniejszego chłopca, gdzie są jego rodzice i czy wiedzą, jakich słów używa wobec obcych ludzi. Zaczął krzyczeć, że wezwie policję, więc zapowiedziałam, że jeśli jeszcze raz zobaczę ich pod moimi drzwiami, to sama osobiście przejdę się po rodzicach na naszym osiedlu. Niestety, moja reakcja tylko ich rozjuszyła, bo godzinę później na moich szybach w oknach kuchennych wylądowały dwa surowe jajka, a klamka od drzwi została umazana czymś lepkim.

Jak mądrze rozmawiać z dzieckiem o szacunku dla cudzej własności i prywatności?

Piszę ten list, bo jestem przerażona tym, w jakim kierunku zmierza współczesne wychowanie. Gdzie podziały się podstawowe zasady i słowa, takie jak dzień dobry, przepraszam czy dziękuję? Rodzice bezkrytycznie puszczają małe dzieci na wieczorne rajdy po obcych mieszkaniach, nie tłumacząc im, że nie każdy ma obowiązek brać udział w tej zabawie. Przecież w blokach mieszkają ludzie starsi, chorzy, samotni, albo młode matki, które dopiero co uśpiły niemowlęta i każdy taki głośny łomot do drzwi to dla nich ogromny stres. Halloween stało się przyzwoleniem na wandalizm, chamstwo i agresję wobec tych, którzy odmawiają oddania haraczu w postaci batonika czy cukierka.

Apeluję do Was, drogie mamy i ojcowie, zanim dacie dziecku plastikowe wiadereczko w kształcie dyni i puścicie je na osiedle, nauczcie je najpierw, że nie wolno niszczyć cudzej własności, a słowo „nie” oznacza absolutny koniec dyskusji, a nie zielone światło do robienia złośliwych psikusów.

Pozdrawiam,

zdegustowana babcia Janina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Wysłała córkę na bal Wszystkich Świętych, by „nie otwierać furtki złu”. „Powiedziałam jej, że przez Halloween Bóg jest smutny”