Reklama

Ta niezwykle prosta, rysowana grubą kreską i pozbawiona agresywnego montażu opowieść stworzona przez Anitę Głowińską, to w tym momencie absolutny, bezdyskusyjny fenomen na polskim rynku. Kiedy rozmawiam na placach zabaw z innymi mamami lub czytam pełne ulgi komentarze na rodzicielskich forach, widzę jedną, wspólną prawidłowość: wszyscy jesteśmy w głębokim szoku, jak wielką moc ma ta niepozorna kotka, czyli słynna już Kicia Kocia.

W świecie, gdzie dzieci są zewsząd bombardowane bodźcami, ta bajka stała się nagle najwspanialszym, bezpiecznym azylem, który nie tylko wycisza, ale przede wszystkim genialnie tłumaczy maluchom, jak działa nasz skomplikowany, wewnętrzny świat.

Bajka Kicia Kocia. Dlaczego miliony rodziców pokochały tę skromną, polską animację dla najmłodszych?

Zastanawiałam się długo, na czym polega ta magia, która magnetyzuje zarówno dwulatka, jak i zmęczonego po całym dniu pracy rodzica. Kicia Kocia nie udaje idealnego świata, w którym dzieci są zawsze grzeczne, pokoje nieskazitelnie czyste, a obiady znikają z talerzy w pięć minut. Wręcz przeciwnie − ta mała, rezolutna bohaterka boryka się dokładnie z takimi samymi problemami, jakie codziennie rozgrywają się w naszych własnych domach. Razem ze swoimi przyjaciółmi: Packiem, Adelką i Juliankiem, uczy się dzielić zabawkami, sprzątać pokój, czy wreszcie − mierzyć się z sytuacjami, które dla małego człowieka są jak koniec świata.

Dla nas, dorosłych, zgubiona maskotka czy zakaz zjedzenia trzeciego cukierka to błahostka, ale dla kilkulatka to prawdziwy emocjonalny rollercoaster, na który nie ma jeszcze wypracowanych hamulców. I właśnie tutaj wkracza Kicia Kocia, stając się najlepszą terapeutką dla naszych dzieci, a dla nas − nieocenioną instrukcją obsługi dziecięcych kryzysów.

Magiczny sposób na dziecięcy bunt, czyli jak mała kotka gasi domowe pożary

Każdy, kto przeżył słynny bunt dwulatka czy trzylatka, doskonale wie, jak wygląda moment, w którym w dziecku bierze górę czysta, niekontrolowana złość. To ten moment, kiedy maluch kładzie się na podłodze w sklepie, krzyczy wniebogłosy, a my czujemy na sobie oceniający wzrok całego otoczenia i desperacko szukamy w głowie jakiegokolwiek ratunku. W jednym z najbardziej przełomowych odcinków zatytułowanm „Kicia Kocia mówi: Nie!”, nasza mała bohaterka przeżywa dokładnie to samo − dopada ją gigantyczna frustracja, wszystko jest na „nie”, a złość wręcz rozsadza jej ciało.

Rodzice oglądający tę scenę przecierają oczy ze zdumienia, ponieważ animacja pokazuje ten stan z niesamowitym szacunkiem i empatią do dziecka, nie piętnując jego zachowania. Kicia Kocia tupała, krzyczała, aż w końcu jej mądra, nieskończenie cierpliwa mama pokazała jej prosty, fizyczny mechanizm rozładowania tego napięcia poprzez głębokie oddychanie i bezpieczne tupanie.

Efekt edukacyjny tej jednej, krótkiej sceny przerósł najśmielsze oczekiwania − relacje rodziców są tego najlepszym dowodem. Znajome mamy opisują sytuacje, w których ich własne dzieci, będąc w epicentrum histerii, nagle przypominają sobie zachowanie swojej ulubienicy i mówią przez łzy: „Mamo, teraz muszę zatupać jak Kicia Kocia!”. Ta bajka dała dzieciom coś, czego my, dorośli, często nie potrafimy im przekazać w potoku nerwowych upomnień − dała im konkretne, łatwe do skopiowania narzędzie i przede wszystkim poczucie, że złość nie jest czymś złym ani wstydliwym. Złość to po prostu ważna emocja, która przychodzi, robi dużo hałasu, ale nad którą można bezpiecznie zapanować, nie raniąc przy tym nikogo dookoła.

Lekcja empatii i cierpliwości, którą z tej bajki powinni wynieść także dorośli

Największym sekretem fenomenu Kici Koci jest jednak to, że ta produkcja edukuje w równym stopniu dzieci, co ich własnych rodziców, którzy bardzo często sami nie potrafią radzić sobie z trudnymi emocjami. W codziennym pędzie, zmęczeniu i natłoku obowiązków nasza cierpliwość bywa na skraju wyczerpania, a na dziecięcy krzyk reagujemy automatycznie złością lub bezradnym podnoszeniem głosu. Postać mamy i taty Kici Koci to absolutny wzór nowoczesnego, pełnego empatii rodzicielstwa bliskości, z którego możemy czerpać garściami każdego dnia. Oni nigdy nie krzyczą, nie stosują kar, nie zawstydzają malucha frazami typu „Taka duża dziewczynka, a tak brzydko się zachowuje”, które niestety wciąż mocno pokutują w naszym społeczeństwie. Zamiast tego kucają do poziomu oczu dziecka, otwierają ramiona do bezpiecznego uścisku i nazywają rzeczy po imieniu, dając maluchowi prawo do przeżywania całego spektrum uczuć.

Ta niepozorna bajka stała się dla nas, współczesnych rodziców, genialnym punktem wyjścia do bardzo ważnych rozmów z dziećmi. Kiedy emocje po całym dniu opadną, możemy wspólnie usiąść i zapytać: „A pamiętasz, jak Kicia Kocia była smutna, bo zepsuła się jej zabawka? Co wtedy zrobiła?”. Dzieci znacznie chętniej otwierają się i analizują zachowania swoich ukochanych, fikcyjnych bohaterów, niż odpowiadają na nasze bezpośrednie pytania o to, co wydarzyło się w przedszkolu.

Kicia Kocia pokazuje maluchom, że błędy są rzeczą ludzką, że każdy z nas ma prawo do gorszego dnia i że po każdej, nawet największej burzy, zawsze w końcu wychodzi piękne słońce. Właśnie za tę mądrą, pełną miłości prostotę miliony polskich rodzin bezgranicznie pokochały tę bajkę i nie wyobrażają sobie bez niej codziennego, świadomego wychowania swoich pociech.

Zobacz też: To najbardziej toksyczna bajka z Netfliksa. Zabroniłam dzieciom oglądania, bo uczy pogardy i egoizmu

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...