Co musi robić w domu 6-latek poza samodzielną kąpielą i krojeniem warzyw? Lista obowiązków oburzyła rodziców
Współczesne podejście do rodzicielstwa bardzo często stawia przed nami niezwykle trudne pytania o granice dziecięcej samodzielności i niezależności. Stworzona przez zagraniczną ekspertkę lista codziennych zadań dla 6-7-latka wywołała potężną dyskusję i podzieliła polskie mamy na dwa zwaśnione obozy.

Ostatnio na profilu facebookowym „Dzieckiem bądź” pojawił się niezwykle ciekawy wpis, który lotem błyskawicy zdobył setki polubień i wywołał lawinę pełnych emocji komentarzy. Post odwoływał się do głośnej teorii Julie Lythcott-Haims, autorki bestsellerowej i bardzo ważnej książki zatytułowanej „Pułapka nadopiekuńczości. Czy wyrządzamy krzywdę swoim dzieciom, starając się za bardzo?”. Ekspertka stworzyła rygorystyczne zestawienie zadań, które bezdyskusyjnie powinien potrafić samodzielnie wykonać już sześcio- lub siedmiolatek, wkraczający właśnie w progi szkoły podstawowej.
Gdy wczytałam się w te punkty, od razu wiedziałam, że wywołają one kontrowersje, ponieważ współcześni rodzice często wychowują swoje pociechy w zupełnie innych realiach. Tytułowe pytanie, co musi robić w domu 6-latek poza samodzielną kąpielą i cięciem składników na posiłek, rozgrzało internet do czerwoności, a lista obowiązków autentycznie oburzyła wiele mam.
Lista obowiązków 6-7-latka. Od czyszczenia sanitariatów po kuchenne rewolucje
Zanim przejdziemy do gorących komentarzy, warto dokładnie przyjrzeć się temu, co według autorki książki powinno być absolutną normą w życiu zdrowego sześcioletniego człowieka. Na liście znalazło się osiem konkretnych, codziennych obowiązków, które dla wielu dorosłych brzmią dzisiaj jak regularny surwiwal.
Po pierwsze, dziecko w tym wieku ma sprawnie mieszać, łączyć składniki oraz kroić produkty tępym nożem kuchennym podczas przygotowywania rodzinnych posiłków. Kolejne punkty to obowiązkowe:
- mycie naczyń po obiedzie,
- ścielenie własnego łóżka o poranku,
- sprawne rozpakowywanie ciężkich zakupów po powrocie z marketu.
Prawdziwe kontrowersje i paraliż emocjonalny u rodziców wywołały jednak cztery ostatnie wymagania ekspertki. Julie Lythcott-Haims twierdzi bez ogródek, że sześcio- i siedmiolatek musi
- kąpać się pod prysznicem lub w wannie całkowicie bez opieki dorosłych,
- samodzielnie przygotowywać sobie prosty posiłek,
- używać domowych środków czystości
- oraz doprowadzić do idealnego porządku toaletę po każdym użyciu.
Niektórzy na takie wymagania wobec małego dziecka zareagowali niedowierzaniem.
Burza w komentarzach pod listą obowiązków 6-latka. Dlaczego polskie mamy mówią „nie”?
Reakcja internautów pod wpisem była natychmiastowa, a w sekcji komentarzy uderzyła potężna fala krytyki i autentycznego zażenowania takimi pomysłami. Wiele mam uznało, że autorka książki całkowicie straciła kontakt z rzeczywistością i próbuje na siłę zafundować małym dzieciom dorosłe, wycieńczające życie. Jedna z oburzonych kobiet napisała bardzo dosadnie: „Kąpać się samodzielnie? Używać środków czystości? Jakich? Typu Domestos? No nie, bez przesady. Dziecko powinno być pod opieką podczas kąpieli”.
Rodzice na forum masowo zaczęli zarzucać ekspertce sprowadzanie na kilkulatków realnego niebezpieczeństwa zatrucia chemią czy poślizgnięcia się w łazience. Kolejny głos w tej internetowej awanturze idealnie podsumował powszechne poczucie przesady: „Serio? Chyba ktoś tu trochę przesadził... 8-10-latek może tak”.
Pokazuje to, jak bardzo przesunęliśmy w naszych głowach granicę dzieciństwa, uważając podstawową zaradność za coś, co należy wprowadzać dopiero u progu nastoletniego wieku.
Znalazły się jednak osoby, które na całą sprawę spojrzały z zupełnie innej, bolesnej perspektywy, zauważając potężną porażkę wychowawczą młodego pokolenia. Jedna z komentujących osób rzuciła krótką, niezwykle trafną ripostę: „Dobrze by było, żeby każdy 18-latek potrafił takie rzeczy”.
To smutne podsumowanie obnaża fakt, że wyręczając dzieci we wszystkim od najmłodszych lat, robimy z nich życiowe niedorajdy, które potem boją się dotknąć mopa.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Pułapka nadopiekuńczości w codziennym życiu. Jak mądrze uczyć zaradności?
Patrzę na tę facebookową burzę z pewnym dystansem, ale też z głębokim przekonaniem, że racja leży dokładnie pośrodku. Oczywiście, wtykanie sześcioletniemu dziecku do rąk żrących detergentów i zostawianie go w zamkniętej łazience na godzinę bez żadnego nadzoru to skrajna nieodpowiedzialność, która może skończyć się katastrofą.
Jednak z drugiej strony robienie z sześcio- czy siedmiolatka bezradnego niemowlaka, któremu mama musi kroić bułkę, myć plecy i sprzątać klocki, to prosta droga do wychowania dziecka skrajnie roszczeniowego. Dziecko, które nie ma w domu żadnych obowiązków ani wymagań, uczy się, że inni ludzie rozwiążą za nie każdy problem.
Nie musimy od razu kazać pierwszoklasiście szorować toalety silną chemią, ale wspólne zmywanie naczyń, ścielenie łóżka czy nauka bezpiecznego posługiwania się nożem przy krojeniu ogórka to wspaniały wstęp do samodzielności. Pozwalajmy dzieciom popełniać błędy, rozlewać wodę podczas zmywania i uczmy odpowiedzialności za własny porządek. Tylko w ten sposób wychowamy silnych, zaradnych i odpornych psychicznie ludzi, którzy bez lęku wejdą w realny, dorosły świat.