Niedawno, ogarnięta nagłą falą nostalgii i chęcią pokazania moim własnym dzieciom kawałka mojego świata, odpaliłam w internecie jeden z losowych, starych odcinków Toma i Jerry'ego z lat 90-tych, licząc na wspaniałą, rodzinną podróż w czasie. Jednak to, co zobaczyłam na ekranie, bez filtra, jaki daje dziecięca naiwność, sprawiło, że niemal upuściłam kubek z kawą.

WIDEO…

player placeholder

Tom i Jerry. Ukryty przekaz w bajce z dzieciństwa

Kiedy patrzy się na tę kreskówkę oczami dorosłego człowieka, filtry opadają z hukiem, odsłaniając brutalną rzeczywistość. To, co trzydzieści lat temu wydawało nam się niewinną, dynamiczną komedią, w rzeczywistości było naszpikowane treściami, które dzisiaj w ułamku sekundy zdobyłyby czerwoną kartkę od każdego psychologa dziecięcego na świecie. Oglądając legendarne potyczki kota Toma i myszy Jerry'ego, uświadomiłam sobie, jak ogromna dawka niczym nieuzasadnionej, skrajnej agresji była nam serwowana, i to bez żadnego ostrzeżenia czy komentarza ze strony dorosłych.

Kot i mysz nie tylko bezustannie się gonili, ale robili sobie rzeczy, które w realnym świecie skończyłyby się tragicznie: podpalanie, odcinanie ogonów, a nawet widowiskowe ćwiartowanie toporem. Wszystko to podane w sosie radosnej muzyki i zabawnych efektów dźwiękowych, które skutecznie znieczulały naszą dziecięcą empatię i uczyły, że cierpienie fizyczne drugiej istoty może być doskonałym źródłem rozrywki.

Zobacz także:

Najbardziej uderzające było jednak odkrycie, jak głęboko w te dynamiczne i kolorowe kadry wpleciono motywy, które z perspektywy czasu wydają się absolutnie niedopuszczalne w produkcji przeznaczonej dla najmłodszych. Wystarczy wspomnieć o niemal wszechobecnych, niezwykle niepokojących podtekstach związanych z używkami, które przewijają się przez dziesiątki odcinków jako coś zupełnie naturalnego i pożądanego. Kultowi bohaterowie w chwilach załamania nerwowego, miłosnego zawodu czy potężnego stresu bez mrugnięcia okiem sięgali po gigantyczne cygara, palili fajki, z których dym układał się w fantazyjne kształty, a nawet upijali się do nieprzytomności płynem z ciemnych butelek.

Co gorsza, stan upojenia czy zatrucia był przedstawiany w sposób wybitnie komediowy – bohaterowie zataczali się, mieli zielone twarze, czkawkę i rozbiegane oczy, co u małego widza wywoływało salwy śmiechu zamiast instynktownego niepokoju czy obrzydzenia.

Wpływ agresji w kreskówkach na psychikę dziecka

Nasi rodzice raczej nie mieli pojęcia, jakie wzorce i skojarzenia są właśnie wdrukowywane w nasze chłonne jak gąbka umysły, bo sami byli zajęci trudami tamtych transformacyjnych czasów. Agresja psychiczna i fizyczna, która wylewała się z ekranu, była traktowana jako norma, a my, jako dzieci, podświadomie uczyliśmy się, że relacje międzyludzkie opierają się na wiecznej walce, dominacji i bezwzględnym wykorzystywaniu słabości przeciwnika.

W tej bajce nie ma miejsca na dialog, kompromis czy choćby cień próby zrozumienia drugiej strony – jedynym językiem komunikacji jest brutalna siła, podstęp i chęć totalnej anihilacji rywala.

Włos jeży się na głowie również wtedy, gdy dostrzeże się, jak potężną dawkę czarnego humoru ocierającego się o motywy ostateczne przemycano w tej, wydawałoby się, radosnej i lekkiej historyjce. W jednym z najbardziej wstrząsających odcinków, który wywołał we mnie prawdziwy dreszcz grozy, obaj bohaterowie po przeżyciu zawodów miłosnych siadają zrezygnowani na torach kolejowych, czekając na nadjeżdżający pociąg, którego gwizd słychać w tle przed samym zaciemnieniem ekranu.

To jawne, bezpośrednie pokazanie tak skrajnie kontrowersyjnego tematu, podane bez żadnej metafory, wprost do dziecięcych oczu, które nie były w stanie przetworzyć tak ciężkiego kalibru emocjonalnego. Przerażające jest to, że jako kilkulatkowie oglądaliśmy te sceny setki razy, chłonąc destrukcyjne wzorce radzenia sobie z odrzuceniem i kryzysami psychicznymi, kompletnie nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.

Jak mądrze wybierać bajki dla najmłodszych?

Dzisiejszy rynek medialny i streamingowy, na szczęście dla nas i naszych dzieci, przeszedł gigantyczną ewolucję i podlega restrykcyjnej regulacji oraz rygorystycznej ocenie ekspertów. Współczesne animacje dla najmłodszych, choć bywają krytykowane za nadmierną infantylność czy szybkie tempo, są mimo wszystko projektowane z większym szacunkiem dla wrażliwości i niedojrzałego jeszcze układu nerwowego małego człowieka.

Łatwo można znaleźć bajki, które uczą empatii, współpracy, akceptacji odmienności i pokazują konstruktywne, oparte na rozmowie sposoby rozwiązywania konfliktów, eliminując jakiekolwiek przejawy agresji czy promocji niezdrowych nawyków.

Nie oznacza to oczywiście, że mamy całkowicie odciąć nasze dzieci od klasyki światowej animacji i schować stare taśmy czy płyty na dno szafy, udając, że te produkcje nigdy nie powstały. Kluczem do sukcesu i zachowania zdrowego rozsądku jest nasza, dorosła obecność, uważność oraz mądre, krytyczne moderowanie tego, co widać na ekranach naszych tabletów i telewizorów. Jeśli decydujemy się pokazać dziecku produkcje z naszych czasów, takich jak przygody słynnego kota i myszy, nigdy nie zostawiajmy go z tym obrazem sam na sam.

Bądźmy obok, obserwujmy reakcje malucha, rozmawiajmy o tym, co widzi, i tłumaczmy, dlaczego zachowania bohaterów są złe, niebezpieczne i dlaczego nie wolno ich naśladować w prawdziwym życiu.

Tylko w ten sposób, zamieniając dawną, kontrowersyjną rozrywkę w mądrą lekcję empatii i bezpiecznych zachowań, możemy uchronić nasze pociechy przed toksycznymi wzorcami, które bezwiednie serwowano nam w czasach naszego własnego dzieciństwa.

Zobacz też: „Myślałam, że to nudna bajka dla maluchów, dopóki logopeda nie kazał mi jej włączyć. Trzylatek po tygodniu zaczął budować pełne zdania”