Codzienne godzenie obowiązków zawodowych z logistyką szkolną to dla wielu rodzin karkołomne wyzwanie, wymagające wstawania bladym świtem. Ostatnio moja bliska znajoma, która od lat pracuje jako nauczycielka w miejskiej szkole podstawowej, opowiedziała mi o zjawisku, które całkowicie odebrało mi mowę. Kobieta z racji pełnionego zawodu regularnie przychodzi na najwcześniejsze dyżury, by otworzyć budynek i przygotować sale na przyjęcie pierwszych uczniów. To, co regularnie widuje na parkingu na długo przed rozpoczęciem zajęć, uważa za porażający dowód na kryzys współczesnego rodzicielstwa.

WIDEO…

player placeholder

Bladym świtem, gdy na korytarzach panuje jeszcze cisza, pod drzwiami wejściowymi rozgrywają się sceny, które bardziej przypominają chłodną logistyczną transakcję niż czułe pożegnanie z własną pociechą.

Szkolny korytarz w jesiennym półmroku

O godzinie szóstej trzydzieści wokół szkolnego budynku królują zazwyczaj ciemność, chłód i puste chodniki. Moja znajoma opisywała, jak wygląda początek jej dnia, kiedy na parkingu przed głównym wejściem zaczynają pojawiać się pierwsze samochody. Zamiast spokojnego wyjścia z pojazdu i uścisku na do widzenia, pod drzwiami dochodzi do nerwowych sytuacji. Rodzice w pośpiechu wypychają zaspane dzieci z aut, rzucają im w biegu śniadanie i odjeżdżają z piskiem opon, byle jak najszybciej uciec w stronę biurowców. Maluchy zostają same, tuląc tornistry i człapiąc w kierunku wejścia.

Zobacz także:

„Serce pęka, kiedy człowiek patrzy na te maleństwa stojące pod drzwiami w półmroku. Te dzieci ledwo stoją na nogach, a ich rodzice myślą chyba, że szkoła to całodobowa przechowalnia, w której można porzucić paczkę i zniknąć bez śladu. Często te dzieciaki spędzają w świetlicy po dwanaście godzin, czekając do samego wieczora, bo mamusie i tatusiowie budują kariery”. Nauczycielka zaznacza, że choć rozumie pośpiech rodziców, to chłód i nerwowość tych porannych pożegnań są po prostu porażające.

Cena, jaką płacą najmłodsi za korporacyjny sukces

Problem funkcjonowania świetlic szkolnych bladym świtem wywołuje skrajne oceny po obu stronach barykady. Rodzice często wolą rano udawać, że nie widzą wycieńczenia w oczach swoich pociech, byle tylko zrealizować dzienny plan zadań. Wiele pracujących matek tłumaczy tak wczesne podrzucanie dzieci koniecznością uniknięcia największych korków. Jednak cena, jaką za ten pośpiech płaci psychika małego człowieka, jest w opinii pedagogów zatrważająco wysoka.

„Większość z tych dzieciaków przez pierwsze dwie lekcje w ogóle nie kontaktuje z otoczeniem, przysypiając na ławkach. One nie mają siły na naukę gramatyki czy tabliczki mnożenia, bo ich dzień zaczął się w momencie, gdy większość dorosłych przewracała się jeszcze na drugi bok we własnych łóżkach. Skoro spędzają w placówce tyle czasu, to nic dziwnego, że po południu są agresywne, przebodźcowane i niespokojne” – dodaje nauczycielka.

W poszukiwaniu równowagi między etatem a domem

Moja znajoma po tej rozmowie zaczęła baczniej przyglądać się zachowaniom dzieci i zrozumiała, że poranny pośpiech to rzadko kiedy kwestia wyboru czy złej woli rodziców. Dzisiejsze realia zmuszają wielu z nas do logistycznych akrobacji, w których poranne podrzucenie dziecka do świetlicy o szóstej trzydzieści staje się przykrą koniecznością, a nie wygodnictwem. Brak elastyczności ze strony pracodawców i gigantyczne korki w miastach sprawiają, że młode rodziny po prostu działają pod presją.

„Najbardziej uderzające w tym wszystkim jest to, jak bardzo brakuje nam systemowych rozwiązań, które wspierałyby pracujących rodziców” – podsumowała na koniec naszą dyskusję nauczycielka podstawówki. „Nie chodzi o to, by kogokolwiek oceniać, bo każdy z tych rodziców walczy o byt swojej rodziny i stabilną przyszłość dla swoich dzieci. Warto jednak, na tyle, na ile to możliwe, szukać w tym codziennym pędzie momentów na małe, spokojne rytuały – choćby krótką rozmowę w aucie czy pożegnanie bez nerwów”.

Warto też zastanowić się, jak jako społeczeństwo możemy pomóc rodzicom, którzy tkwią w potrzasku między wymaganiami szefa a potrzebami emocjonalnymi swoich pociech. Szkoła i dom powinny w tej kwestii współpracować, by poranki przestały być dla najmłodszych źródłem stresu, a stały się bezpiecznym startem w nowy dzień.

Zobacz też: Szokujące słowa ucznia do korepetytora nie zostawiają złudzeń: to pokolenie zginie. Matka nie widzi problemu: „Syn miał rację”