W dobie powszechnie dostępnych płatnych usług edukacyjnych, niektórzy zaczynają mylić rolę nauczyciela z rolą podporządkowanego wykonawcy zleceń. Ostatnio przekonała się o tym Joanna, doświadczona korepetytorka, która od lat z sukcesami pomaga dzieciom i młodzieży w opanowaniu języka angielskiego. Kobieta zawsze stara się tworzyć na swoich zajęciach przyjazną, pełną swobody atmosferę, która sprzyja przełamywaniu barier językowych.
WIDEO…
Podczas jednej z ostatnich lekcji zderzyła się jednak z zachowaniem, które całkowicie odebrało jej mowę i zostawiło z ogromnym poczuciem bezsilności. Jej uczeń, zaledwie 13-letni chłopiec, odniósł się do niej w sposób tak bezczelny i władczy, że dotychczasowe zasady kultury osobistej po prostu przestały istnieć. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść, ponieważ reakcja matki nastolatka na całe zdarzenie ostatecznie zburzyła jakiekolwiek nadzieje na porozumienie i wyciągnięcie wniosków.
Płatne korepetycje a szacunek do nauczyciela. Zderzenie z rynkowym podejściem do edukacji
Cała sytuacja zaczęła się niezwykle prozaicznie, podczas rutynowych ćwiczeń z gramatyki, które miały przygotować trzynastolatka do zbliżającego się sprawdzianu. Chłopiec w pewnym momencie wyciągnął spore opakowanie przekąsek i bez słowa wyjaśnienia zaczął ostentacyjnie jeść, ignorując fakt, że właśnie trwa lekcja. Joanna przez dłuższą chwilę próbowała kontynuować zajęcia, jednak głośne mlaskanie, chrupanie i trudności z jednoczesnym odpowiadaniem na pytania stały się barierą nie do przejścia.
Korepetytorka postanowiła zareagować i w niezwykle spokojny, kulturalny sposób zwróciła uczniowi uwagę, prosząc o odłożenie jedzenia na czas trwania lekcji. Reakcja młodego człowieka zszokowała kobietę, ponieważ zamiast naturalnego zakłopotania czy przeprosin, usłyszała pełen wyższości wywód. Nastolatek władczym, lodowatym tonem oświadczył, że ona ma się zająć swoimi obowiązkami i realizacją materiału, za który dostaje pieniądze, zamiast komentować jego zachowanie.
„Przez kilka sekund po prostu milczałam, bo nie mogłam uwierzyć, że trzynastolatek bez mrugnięcia okiem mówi mi takie rzeczy prosto w twarz” – opowiadała później wstrząśnięta Joanna. „Zaproponowałam mu chwilę przerwy, jeśli jest głodny, a w odpowiedzi usłyszałam, że mam nie marnować czasu, za który płacą jego rodzice”. Dla Joanny ten moment był jak lodowaty prysznic, obnażający brutalną prawdę o tym, jak niektórzy młodzi ludzie postrzegają osoby starsze od siebie. Chłopiec uznał, że skoro jego rodzice opłacają godzinę pracy korepetytorki, to daje mu to pełne prawo do dyktowania warunków i traktowania nauczyciela z góry. Kobieta z trudem dokończyła zajęcia, czując ogromne zażenowanie oraz niepokój o to, w jakim kierunku zmierza współczesna młodzież.
Dzieci wynoszą brak szacunku z domu. Gdy domowe autorytety stają w obronie arogancji
Po powrocie do domu Joanna długo zastanawiała się, czy powinna poruszyć ten temat z rodzicami nastolatka, mając nadzieję, że wykażą się oni dojrzałością. Postanowiła napisać krótką, rzeczową wiadomość do matki ucznia, opisując przebieg lekcji i prosząc o rozmowę z synem na temat elementarnych zasad kultury. Odpowiedź, która nadeszła kilka godzin później, okazała się jednak o wiele bardziej bolesna niż zachowanie samego trzynastolatka.
Matka chłopca napisała wprost: „Chciałabym przypomnieć, jaka jest Pani rola. Opłacam Pani czas po to, aby syn miał dobre oceny w szkole, a nie po to, by wysłuchiwał uwag dotyczących swoich nawyków żywieniowych. Syn miał całkowitą rację, przypominając Pani o Pani obowiązkach, ponieważ nie jest Pani jego wychowawczynią, a jedynie osobą świadczącą płatne usługi. Jeśli nie potrafi Pani skupić się na nauczaniu gramatyki bez komentowania zachowania mojego dziecka, będziemy zmuszeni poszukać kogoś bardziej profesjonalnego”.
„Gdy przeczytałam ten mail, po prostu pękłam i popłakałam się z bezsilności” – przyznaje szczerze Joanna. „Zrozumiałam, że ten trzynastoletni chłopiec po prostu idealnie kopiuje to, co słyszy na co dzień od swoich rodziców. Skoro dorosła kobieta legitymizuje brak kultury i uważa, że nauczyciel ma milczeć, bo dostaje pensję, to trudno oczekiwać od nastolatka szacunku do świata”.
W dyskusjach na forach internetowych temat ten wywołuje gigantyczne emocje, ponieważ zderzają się tu dwie skrajne wizje współczesnego świata. Z jednej strony mamy zmęczonych i zrezygnowanych pedagogów, z drugiej roszczeniowych rodziców, którzy każdą uwagę traktują jako zamach na wolność swojej pociechy. Matka chłopca swoim zachowaniem dała synowi wyraźny sygnał, że status materialny zwalnia z obowiązku bycia po prostu przyzwoitym człowiekiem wobec innych.
Młode pokolenie nie przetrwa? Wizja przyszłości bez elementarnych zasad kultury
Opowieść Joanny idealnie wpisuje się w szerszy, niezwykle niepokojący trend, z którym mierzy się dzisiaj coraz więcej osób pracujących w edukacji prywatnej. Granice między klientem a usługodawcą zostały w tym przypadku drastycznie przekroczone, zamieniając proces nauczania w karykaturę dawnej relacji mistrz i uczeń. Wiele osób po przeczytaniu tej historii łapie się za głowę, stwierdzając, że to pokolenie po prostu zginie, jeśli nie wróci do fundamentalnych wartości. Trudno wyobrazić sobie, jak ten młody człowiek odnajdzie się w przyszłości na rynku pracy czy w dorosłych relacjach społecznych, skoro od najmłodszych lat uczy się go pogardy.
Najbardziej przerażające jest to, że współczesna szkoła i zajęcia dodatkowe powoli tracą moc sprawczą w walce z brakiem wychowania, ponieważ rodzice natychmiast budują mur obronny wokół wulgarności. „Nigdy więcej nie przeprowadzę lekcji z tym chłopcem, bo żadne pieniądze świata nie są warte znoszenia takiego upokorzenia” – podsumowuje kategorycznie Joanna. „Mam jednak ogromny żal, bo zostawiłam tam kawałek swojego serca, a zostałam potraktowana jak bezduszna maszyna do wbijania wiedzy do głowy”.
Historia ta zostawia nas jednak z bardzo gorzkim pytaniem o to, jak wychować mądre, empatyczne pokolenie w świecie, gdzie wszystko można kupić. Jeśli pozwolimy na to, by status finansowy dyktował zasady dobrego wychowania, za chwilę obudzimy się w rzeczywistości totalnego egoizmu, w której nikt nie będzie chciał uczyć dzieci szacunku. Kluczem do zmiany musi być powrót do elementarnej solidarności dorosłych, którzy zamiast ślepo bronić błędów swoich dzieci, zaczną wreszcie wymagać od nich kultury i odpowiedzialności.