Czekałam akurat pod szkołą, aż mój drugoklasista skończy lekcje, gdy pojawiła się jedna z mam – drobna, sympatyczna kobieta, którą kojarzę z widzenia z zebrań. Niosła w ręku zapomniany strój na wf i jakieś pudełko, pewnie z drugim śniadaniem. Gdy na przerwę na dwór wyszedł jej około 10-letni syn, kobieta podeszła do niego z uśmiechem, wyraźnie dumna, że zdążyła uratować go przed uwagą. Reakcja chłopca dosłownie zmroziła wszystkich stojących wokół rodziców. Zamiast uśmiechu czy prostego „dzięki”, młody człowiek zmierzył swoją mamę lodowatym wzrokiem, ostentacyjnie wyrwał jej rzeczy z rąk i na cały głos rzucił: „Idź stąd, robisz obciach”.
WIDEO…
To było niesamowite, jak cztery krótkie słowa potrafią w sekundę zmienić atmosferę. Ta biedna kobieta spaliła się ze wstydu, wymamrotała tylko ciche „przepraszam” i szybko odeszła, a ja stałam tam i zastanawiałam się, co poszło nie tak.
Brak szacunku u dzieci a granice nowoczesnego wychowania
Siedząc potem w domu przy kawie, cały czas miałam przed oczami twarz tej matki i zaczęłam zastanawiać się, gdzie leży granica między dzisiejszym, partnerskim podejściem do dziecka a zwykłym brakiem wychowania. Przecież widać było, że to nie jest patologiczna rodzina – kobieta zadbała o syna, przywiozła mu rzeczy, była dla niego ciepła. I w nagrodę za swoją opiekuńczość dostała od własnego dziecka bezczelną reprymendę, która w moich oczach była po prostu czystym świństwem.
Mam wrażenie, że jako współcześni rodzice tak bardzo boimy się urazić nasze dzieci, tak bardzo dbamy o ich autonomię i prawo do wyrażania emocji, że po drodze zgubiliśmy gdzieś naukę podstawowego szacunku do drugiego człowieka. Chłopiec potraktował swoją mamę jak natrętnego sługę, którego można odprawić z kwitkiem, gdy tylko na horyzoncie pojawią się koledzy z klasy.
Granice asertywności u dziecka – kiedy pozwalamy na zbyt wiele?
Rozumiem, że dziesięciolatki przechodzą trudny czas, zaczyna się wiek buntu, a opinia rówieśników staje się dla nich ważniejsza niż zdanie rodziców. Sama mam starsze dziecko i wiem, jak bardzo chłopcy w tym wieku boją się łatki maminsynka. Jednak czy strach przed opinią kolegów usprawiedliwia tak ostentacyjne chamstwo wobec osoby, która poświęca dla nich swój czas i oddaje serce? Dzisiejsza psychologia bardzo mocno promuje asertywność u dzieci i stawianie granic, ale to, co wydarzyło się pod szkołą, nie miało z asertywnością nic wspólnego.
To była czysta, nastoletnia pycha i chęć popisania się przed grupą kosztem godności własnej matki. Przeraża mnie myśl, że rośnie pokolenie, które uważa, że bycie fajnym w szkole wymaga bezwzględnego i chamskiego traktowania najbliższych.
Jak reagować na pyszne zachowanie dziecka w miejscu publicznym?
Najgorsze w tej całej sytuacji było to, że ta mama w żaden sposób nie zareagowała – po prostu spuściła głowę i uciekła. Z jednej strony doskonale ją rozumiem, bo w szoku i pod ostrzałem spojrzeń innych rodziców trudno o genialną ripostę. Z drugiej strony pomyślałam sobie, że ten chłopak dostał właśnie zielone światło na to, by w przyszłości traktować ją jeszcze gorzej.
Droga Redakcjo, opublikujcie mój list, bo jestem ciekawa, co na ten temat uważają inne matki i Wasi eksperci. Jak reagować w takich sytuacjach, żeby nie wszczynać awantury, ale też nie pozwolić 10-latkowi wejść sobie na głowę? Gdzie popełniamy błąd, że nasza troska staje się dla dzieci powodem do wstydu?
Pozdrawiam,
Karolina, mama z Warszawy
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Skandaliczne sceny w tramwaju. „Po wszystkim matka wyjęła chusteczki i udawała, że nic się nie stało”