Mama pisze felieton
fot. Fotolia

Szczęście – felieton czytelniczki

No to jestem. Wchodzę do długiego korytarza, siadam na minikrzesłach i staję się cichym obserwatorem. Nie znam się – nie próbuję więc nawet stawiać diagnoz, a jedynie rejestruję to, co widoczne gołym okiem.
Mama pisze felieton
fot. Fotolia
No to jestem. Wchodzę do długiego korytarza, siadam na minikrzesłach i staję się cichym obserwatorem. Nie znam się – nie próbuję więc nawet stawiać diagnoz, a jedynie rejestruję to, co widoczne gołym okiem.

Tutejsze dzieci mają przeważnie otwarte, zaślinione buzie i wydają nieartykułowane dźwięki. Wiele z nich choroba powykręcała niczym wiatr stare drzewa. Niektóre poruszają się samodzielnie, ale większość musi zdać się na pomoc innych, stawiając niepewnie i niezgrabnie każdy krok trzęsącymi się, chudziutkimi nogami. Dzieci, które są w takim wieku, że powinny biegać z zawrotną prędkością oraz łazić po płotach i drzewach...

Po jedno z nich właśnie przychodzi matka. Młoda, ładna, elegancka, z nienaganną figurą, fryzurą i makijażem. Nie zdąża usiąść, a już wyprowadzają jej skarb: chłopca w wieku późnoprzedszkolnym. Od razu widać, że są dla siebie całym światem. Ona go całuje, tuli i przemawia z czułością, a on odwzajemnia się po swojemu, niezdarnie, ale za to jak tylko umie najlepiej. Patrzę na tę matczyno-
-synowską miłość i zastanawiam się, ile trzeba mieć w sobie siły, by nie okazywać choremu dziecku bezbrzeżnego smutku i udręki, jakie każdego dnia towarzyszą jego rodzicom. Matka bierze w ramiona syna, który zarzuca szczupłe ręce na jej szyję i wtula buzię w pachnące drogimi perfumami włosy. Wychodzą.

Scena, której stałam się świadkiem, nasuwa mi pytanie niezmiennie towarzyszące każdej mojej wizycie tutaj: "Dlaczego?". Czemu Bóg, w którego dobroć i sprawiedliwość zawsze wierzyłam, tak ciężko doświadcza niewinnych młodych ludzi, przed którymi świat powinien stać otworem? W każdej ciężkiej sytuacji staram się znaleźć sens, coś, czym mogę sobie wytłumaczyć, że był jakiś cel w tym, iż stało się tak, a nie inaczej. Tym razem nie potrafię. Nie umiem odpowiedzieć po co, w imię czego te dzieci i ich rodzice (a nawet zwłaszcza ich rodzice) muszą tak cierpieć.

Rozważania przerywa mi dźwięk otwieranych drzwi, w których ukazuje się moje dziecko. Pani prowadzi je za rączki, a ono, podskakując w moim kierunku niczym mały jelonek, rozpromienia swoim śmiechem cały budynek. Pani oddaje mi synka i opowiada, jak się spisywał. Chwali, że ładnie ćwiczył, próbował opanować nowe umiejętności i był bardzo dzielny. A ja jestem szczęśliwa i dumna, że mam takie wspaniałe dziecko.

Felieton nagrodzony w „Twoim Dziecku” nr 4/2014
Zobacz zasady Konkursu na Felieton  w miesięczniku „Twoje Dziecko”
Redakcja poleca: Jak zrobić puchar z papieru: prezent dla taty od dziecka
Jak zrobić puchar z papieru? Nie jest to wcale aż takie trudne, a przecież taki puchar należy się każdemu rodzicowi za trud i serce, jakie wkłada w wychowanie dziecka! Obejrzyj wideo i zrób z maluchem własnoręczny upominek, który rozczuli niejednego tatę.
Oceń artykuł

Ocena 4 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy