Reklama

Jestem nauczycielką klas szkoły podstawowej. Pracuję w zawodzie od 20 lat i naprawdę dużo już widziałam. Pamiętam uczniów, którzy rozrabiali, gadali na lekcjach, czasem wdawali się w bójki albo robili głupie żarty. Dzisiaj jednak coraz częściej mam wrażenie, że zwykłe zwrócenie uwagi potrafi skończyć się awanturą z rodzicem. Najbardziej męczą mnie sytuacje, w których wiem dokładnie, co wydarzyło się na lekcji, a potem słyszę od rodzica, że to niemożliwe.

„Mój syn nigdy by tego nie zrobił”

Kilka dni temu jeden z uczniów przez całą lekcję przeszkadzał. Rozmawiał, komentował moje słowa, śmiał się, a w pewnym momencie rzucił w kierunku kolegi bardzo wulgarnym tekstem. Zareagowałam, jak zawsze w takiej sytuacji. Po lekcji porozmawiałam z nim i powiedziałam, że takie zachowanie jest nie do przyjęcia.

Następnego dnia skontaktował się ze mną jego tata.

– Jakim prawem poucza pani moje dziecko? Jest pani od przekazywania wiedzy, a nie wychowywania – rzucił w moją stronę.

Wytłumaczyłam spokojnie, co się wydarzyło.

– Mój syn nigdy by tak nie powiedział – usłyszałam.

I co ja mam odpowiedzieć? Że znam jego syna? Że widzę go w grupie, wśród kolegów, kiedy chce zaimponować innym? Że naprawdę nie mam powodu wymyślać historii o jego zachowaniu? Czasami mam wrażenie, że w takich rozmowach z góry jestem na przegranej pozycji.

„Moja córka w domu się tak nie zachowuje”

To działa również w drugą stronę. Kiedy mówię rodzicom o wulgarnych komentarzach, słyszę: „Niemożliwe, moja córka jest bardzo spokojna”. Kiedy opowiadam o wyśmiewaniu kolegi: „Ona zawsze staje po stronie słabszych”. Kiedy mówię, że dziecko potrafi przez pół lekcji prowokować innych uczniów, rodzic odpowiada: „W domu jest zupełnie inna”.

Ja w to wierzę. Naprawdę. Tylko że dziecko może być zupełnie inne w domu, a zupełnie inne w szkole. W domu jest jednym z członków rodziny. W klasie jest częścią grupy rówieśniczej. Chce być zabawne, chce zwrócić na siebie uwagę, czasami próbuje pokazać kolegom, że niczego się nie boi. Wtedy wychodzą zachowania, których rodzic może nigdy nie zobaczyć.

Może po prostu zacznijmy nagrywać lekcje? Czasami, kiedy po raz kolejny słyszę, że „na pewno źle zrozumiałam” albo że „dziecko powiedziało coś zupełnie innego”, myślę sobie, że chciałabym mieć nagranie, żeby w sytuacji konfliktowej można było sprawdzić, jak rzeczywiście wyglądało dane zdarzenie.

Bo dzisiaj czasami zostaje słowo przeciwko słowu. Uczeń mówi: „To pani na mnie nakrzyczała”. Ja pamiętam, że podniosłam głos dopiero wtedy, kiedy po raz piąty przerwał mi lekcję. Rodzic słyszy wersję dziecka i zaczyna mieć pretensje do mnie.

Uczeń mówi: „Nic takiego nie powiedziałem”. Ja wiem, co usłyszałam. Kolega z ławki wie, co usłyszał. Tylko nie mamy jak tego udowodnić.

Rodzice zobaczyliby swoje dzieci w zupełnie innej sytuacji

Wiem, że wielu rodzicom trudno uwierzyć, że ich dziecko może zachowywać się w taki sposób. Sama jestem mamą i wiem, że człowiek chce wierzyć w swoje dziecko. Tylko że miłość do dziecka nie powinna oznaczać automatycznego odrzucania wszystkiego, co mówi nauczyciel.

Chciałabym czasami zaprosić rodziców na zwykłą lekcję i powiedzieć: „Proszę usiąść z tyłu i zobaczyć”. Nie po to, żeby kogoś zawstydzić.

Po prostu zobaczyliby, jak ich dziecko zachowuje się w grupie. Czy słucha. Czy przerywa. Czy używa wulgaryzmów. Czy zaczepia kolegów. Czy reaguje na polecenia nauczyciela. Czy potrafi spokojnie siedzieć przez kilkadziesiąt minut.

Może wtedy niektóre rozmowy wyglądałyby zupełnie inaczej.

Nie chcę być wrogiem rodziców

Po 20 latach pracy najbardziej boli mnie chyba to, że coraz częściej czuję się jak przeciwnik rodzica, a nie osoba, która razem z nim ma pomóc dziecku.

Kiedy zgłaszam problem, nie robię tego dlatego, że nie lubię ucznia. Nie mam żadnej satysfakcji z tego, że muszę powiedzieć rodzicowi coś nieprzyjemnego. Chciałabym po prostu, żebyśmy mogli razem reagować.

Dlatego czasami naprawdę myślę, że nagrywanie lekcji rozwiązałoby przynajmniej część problemów. Nie wszystkie, oczywiście. Nagranie też nie pokaże wszystkiego i nie sprawi, że dzieci nagle przestaną się źle zachowywać, ale może zakończyłoby sytuacje, w których po awanturze zostają dwie wersje wydarzeń i każdy wierzy tej osobie, której chce wierzyć.

Ja naprawdę mam już dość słuchania: „Mój syn nigdy by tego nie zrobił”. Bo czasami zrobił i dobrze byłoby, gdybyśmy wszyscy potrafili to po prostu przyjąć i zastanowić się, co możemy z tym zrobić.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...