Reklama

Wybraliśmy dla synka piękne, staropolskie imię, bo chcieliśmy, żeby brzmiało dumnie. Dziś ubolewam nad tym, jak bardzo współczesnym dzieciom brakuje empatii. One nie biorą jednak takich zachowań znikąd. Tę znieczulicę i chamskie odzywki najpewniej wynoszą z własnych domów, kopiując słowa rodziców. To bardzo przykre.

Roch przy tablicy. Piękne tradycyjne imię stało się powodem do drwin

Kiedy byłam w ciąży, razem z mężem szukaliśmy imienia z charakterem i polskimi korzeniami. Wybraliśmy imię Roch, bo zachwyciła nas jego historia i szlachetne brzmienie. Urzędnik zarejestrował je bez żadnych problemów. Byłam dumna, że syn zyska unikalną tożsamość i nie będzie kolejnym Antosiem w klasie. Nie sądziłam, że rówieśnicy w szkole podstawowej nie znają żadnych granic.

Po części rozumiem, że dzieci nie znają tradycji. Reagują na to, co słyszą. Ale nadal boli mnie, że imię mojego syna stało się powodem do korytarzowych żartów. Gdy tylko nauczycielka wywołuje Rocha do odpowiedzi, w sali zaczyna się głośny ryk. Koledzy z ławki i starsi uczniowie naśladują odgłosy krów i śmieją się z niego.

Reakcja dyrekcji i nauczycieli. Dlaczego system szkolny udaje, że nie widzi problemu?

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że problem złośliwości nie kończy się w murach samej klasy, ale przenosi się na korytarze i świetlicę. Rozmawiałam o tym z wychowawczynią i zapytałam, jak szkoła zamierza zareagować na to, że mój syn jest regularnie niszczony psychicznie na oczach nauczycieli. Usłyszałam standardową, gładką formułkę, że to przecież tylko dziecięce żarty, Roch jest po prostu przewrażliwiony, a z czasem koledzy na pewno przyzwyczają się do jego imienia.

Nikt z kadry pedagogicznej nie podjął dotychczas żadnych realnych kroków, by uciąć te chamskie docinki na przerwach i wyznaczyć uczniom twarde granice. Nauczyciele wolą odwracać wzrok dla świętego spokoju, zamiast zorganizować jedną, porządną lekcję o tolerancji i pokazać klasie, że takie zachowanie to zwykła przemoc rówieśnicza. Ta całkowita bezradność systemu sprawia, że mój zapłakany syn z każdym dniem traci resztki poczucia bezpieczeństwa i po prostu boi się rano przekroczyć próg szkoły.

Domowa zachęta do nienawiści. Skąd w dzieciach bierze się tyle bezwzględnego okrucieństwa?

Siedzę wieczorami w pokoju syna i zastanawiam się, jakim cudem tak małe dzieci potrafią być tak niesamowicie wyrachowane i okrutne wobec słabszego kolegi. Odpowiedź jest niestety bardzo prosta i bolesna − one tego wszystkiego uczą się w swoich własnych domach od znieczulonych dorosłych. To rażąca porażka wychowawcza rodziców, którzy przy rodzinnych stołach bezkarnie wyśmiewają inność, plotkują o sąsiadach, a może też złośliwie komentują imiona dzieci.

Maluchy chłoną te podwójne standardy jak gąbka i przynoszą je prosto do szatni, czując pełne przyzwolenie na gnębienie każdego, kto w jakikolwiek sposób wyróżnia się z tłumu. Jeśli jako dorośli nie zaczniemy stawiać dzieciom sztywnych barier dla agresji i uczyć ich szacunku do drugiego człowieka, to wychowamy troglodytów, którzy w realnym świecie będą potrafili komunikować się wyłącznie poprzez nienawiść.

My nie zamierzamy zmieniać synowi imienia, bo Roch to piękne, polskie słowo. Będę walczyć o godność mojego dziecka, ale czas najwyższy, by inni rodzice wreszcie przejrzeli na oczy i zaczęli mądrze rozmawiać z własnymi dziećmi.

Pozdrawiam Redakcję,

Izabela


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Mina 8-latki siedzącej w świetlicy do 18 mówiła wszystko. Nauczycielka: „Nigdy nie zapomnę słów spóźnionego ojca. Wstyd”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...