W upały rodzice dostają małpiego rozumu. Gdy zobaczyłam, co robi ten dzieciak przy fontannie, chciałam wzywać policję
Latem miejskie fontanny zamieniają się w darmowe aquaparki. Dzieci piszczą z radości, rodzice siedzą na ławkach i odpoczywają z nosem w telefonie. Jedna scena, której byłam świadkiem, sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, czy problemem naprawdę jest sama kąpiel w fontannie.

Wystarczy kilka naprawdę gorących dni i miejskie fontanny zmieniają się w place zabaw. Dzieci biegają między strumieniami wody, śmieją się, piszczą z radości, a rodzice siedzą obok na ławkach. Sama, z uwagi na bezpieczeństwo dzieciaków, jestem przeciwniczką takich rozrywek. Ostatnio moją uwagę przykuła scenka, jakiej jeszcze nie widziałam.
Przechodziłam obok fontanny przy jednym z centrów handlowych w Warszawie. W pewnym momencie zobaczyłam kobietę, która wyciągnęła z torby jakieś śmieci – wyglądały jak jakieś papierki, może chusteczki, opakowanie po soczku – podała je kilkuletniemu chłopcu, a on pobiegł do fontanny i zaczął wciskać je w dyszę, z której tryskała woda.
Patrzyłam na to z niedowierzaniem. Dzieci testują granice, eksperymentują i czasem robią rzeczy kompletnie nieprzemyślane, jasne. Ale tutaj całą akcję zaśmiecania i potencjalnego uszkodzenia fontanny koordynowała dorosła osoba, która nie tylko nie zareagowała, ale wręcz sprawiała wrażenie, jakby sama zachęcała do takiej zabawy. Najchętniej postraszyłabym ją policją albo strażą miejską, ale dobrze wiemy, jaki byłby koniec tej historii.
Czy pozwalać dziecku kąpać się w fontannie?
Przy okazji tej scenki postanowiłam zapytać o fontanny znajome mamy. W końcu w czasie upałów temat wraca co roku. Jedni uważają, że skoro dzieci świetnie się bawią, nie ma sensu robić z tego problemu. Inni przypominają, że miejskie fontanny nie są przeznaczone do kąpieli.
Sanepid od lat zwraca uwagę, że woda w fontannach nie jest badana ani uzdatniana tak jak woda na pływalniach. Mogą znajdować się w niej bakterie, zanieczyszczenia czy odchody ptaków. Dochodzi też kwestia bezpieczeństwa – mokra nawierzchnia zwiększa ryzyko poślizgnięcia się, a dysze i elementy instalacji nie są projektowane z myślą o intensywnej zabawie dzieci. Mimo to dla wielu rodzin fontanny stały się symbolem letnich wakacji w mieście.
– Mam dwie córki, cztery i sześć lat. Kiedy jest upał, pozwalam im wejść do fontanny. Oczywiście jestem obok i pilnuję, żeby nikomu nie przeszkadzały. Sama jako dziecko biegałam przez zraszacze i nic złego się nie stało. Nie demonizowałabym tego – mówi Natalia.
Przyznaje jednak, że są granice.
– Zabawa zabawą, ale nie wyobrażam sobie, żeby dzieci wrzucały coś do dysz, wspinały się po elementach fontanny albo niszczyły instalację. To już nie jest spontaniczna zabawa, tylko zwykły brak szacunku do wspólnej przestrzeni.
„Nigdy bym na to nie pozwoliła”
Zupełnie inaczej patrzy na sprawę Monika, mama pięcioletniego chłopca.
– Dla mnie fontanna nie jest miejscem do kąpieli. Nie chodzi tylko o higienę. Nie wiemy, co jest w tej wodzie, kto wcześniej tam wchodził, czy nie ma szkła albo innych niebezpiecznych przedmiotów. Poza tym w takich miejscach są tłumy ludzi. Nigdy nie wiadomo, kto robi zdjęcia albo nagrywa. Wolę zabrać syna na plac zabaw z kurtyną wodną albo na basen.
Zapytałam też Monikę o zachowanie chłopca zaśmiecającego fontannę. Czasem bardzo szybko oceniamy dzieci, zapominając, że to one dopiero uczą się świata. To dorośli pokazują im, gdzie kończy się dobra zabawa, a zaczyna odpowiedzialność za wspólną przestrzeń.
– Dzieci zrobią wiele rzeczy, jeśli nikt ich nie zatrzyma. Ale od tego są rodzice. Jeśli widzę, że moje dziecko zaczyna niszczyć coś, co jest wspólne, reaguję od razu. Tego też uczymy dzieci – odpowiada.
Zobacz także: Pozwoliła 2-latce pluskać się w fontannie, a teściowa skwitowała: „Wyrodna matka, której żal pieniędzy na basen”