Rodzice nie chcą sponsorować cudzych dzieci. „Nauczycielka ma głupie pomysły, niech da ze swojej kieszeni”
Początek roku szkolnego oznacza nie tylko zakup podręczników i wyprawki, ale też pierwsze klasowe składki. Rodzice wpłacają pieniądze m.in. na drobne upominki z okazji Dnia Chłopaka czy mikołajek. Problem pojawia się wtedy, gdy nie wszyscy dokładają się do wspólnego funduszu, a mimo to prezent ma trafić do każdego dziecka.

Pierwsze prośby o wpłaty na komitet, Radę Rodziców albo bieżące potrzeby klasy pojawiły się już na pierwszym zebraniu. Kilkanaście złotych na prezent, składka na Dzień Chłopaka, później pewnie mikołajki, Dzień Kobiet, Dzień Dziecka i kolejne okazje. Jednorazowo to niewielkie kwoty, ale w ciągu roku potrafi uzbierać się całkiem pokaźna suma.
Nie wszyscy jednak pamiętają o klasowych składkach. Jedni nie mogą sobie pozwolić na taki wydatek, inni zapominają albo zwyczajnie nie chcą. Wtedy pojawia się pytanie: co zrobić z dzieckiem, którego rodzic nie zapłacił? Nie dać mu prezentu? Poprosić nauczyciela, żeby zajął się sprawą? A może pozostali rodzice powinni dopłacić?
„Nie podoba mi się to, ale rozumiem rodziców”
Kasia jest w trójce klasowej i dobrze zna ten problem. Jak mówi, najbardziej irytuje ją nie sama wysokość składek, ale sytuacja, w której część rodziców regularnie płaci, a część nigdy.
– Ostatnio mieliśmy składkę po 20 zł na prezent dla dzieci. Kilka osób od razu wpłaciło, kilka kolejnych po przypomnieniu, ale zawsze zostają też tacy, od których pieniędzy nie ma wcale. I wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy właściwie składamy się na wszystkie dzieci, czy tylko na te, których rodzice zapłacili – mówi.
Nie chce jednak wrzucać wszystkich niepłacących do jednego worka.
– Wiem, że dla niektórych 20 zł może być naprawdę dużym wydatkiem, szczególnie jeśli takich składek jest kilka w miesiącu. Nie mam problemu z tym, że ktoś napisze: „Nie dam rady tym razem”. Gorzej, kiedy nikt nic nie mówi, a później oczekuje się, że wszystko i tak zostanie załatwione.
Kasia uważa, że rozwiązaniem mogłaby być większa dobrowolność i jasne ustalenie zasad na początku roku.
– Jeżeli to ma być prezent od klasy, to fajnie, żeby rzeczywiście cała klasa mogła w tym uczestniczyć. Tylko nie chcę też, żeby dziecko cierpiało dlatego, że jego rodzic akurat nie miał pieniędzy. To jest najtrudniejsze.
„Płacę i mam spokój”
Anna podchodzi do klasowych składek zupełnie inaczej. Nie jest w trójce klasowej, nie analizuje, kto wpłacił, a kto nie. Kiedy pojawia się wiadomość o składce, przelewa pieniądze i na tym kończy temat.
– Ja naprawdę nie mam potrzeby sprawdzania, kto zapłacił, a kto nie. Jeśli jest 20 zł na prezent dla dzieci, to robię przelew. Nie są to dla mnie pieniądze, o które chciałabym się kłócić na grupie rodziców – mówi.
Jak podkreśla, ważniejsze jest dla niej to, żeby jej dziecko miało dobre wspomnienia ze szkoły.
– Pamiętam z dzieciństwa, że takie drobiazgi były dla nas ważne. Prezent od klasy, mikołajki, wspólne wyjście. To nie musi kosztować fortuny, ale robi atmosferę. Chcę, żeby moje dziecko miało takie doświadczenia.
Nie przeszkadza jej nawet świadomość, że być może część pieniędzy trafia również na upominki dla dzieci, których rodzice nie wpłacili.
– Trudno. Jeżeli dzięki temu jakieś dziecko nie siedzi z boku i nie patrzy, jak wszystkie inne dostają prezent, to naprawdę nie będę się zastanawiać, czy przypadkiem nie dołożyłam 10 zł do jego upominku. Mam inne rzeczy, o które wolę się martwić.
„To niech nauczycielka za to zapłaci”
Zuza ma zupełnie inne zdanie. Uważa, że problem zaczyna się już w momencie, kiedy szkoła czy nauczyciel pozwalają, żeby kolejne okazje były organizowane za pieniądze rodziców.
– Dla mnie to jest absurd. Najpierw nauczycielka rzuca pomysł, że będzie prezent na Dzień Chłopaka, potem ktoś z trójki klasowej zbiera pieniądze, a na końcu rodzice się kłócą, kto wpłacił, a kto nie. Po co to wszystko? – pyta.
Jej zdaniem nauczyciele powinni po prostu zrezygnować z takich zwyczajów albo znaleźć inne rozwiązanie.
– Jeżeli to jest pomysł nauczycielki, to niech ona da ze swojej kieszeni. Dlaczego ja mam płacić za prezent dla dziecka, którego rodzice nie chcą albo nie mogą zapłacić? – mówi.
Zuza przyznaje, że wie, iż brzmi to ostro.
– Oczywiście rozumiem, że nie każdego stać na składkę. Tylko wtedy tym bardziej nie powinno się organizować rzeczy, które wymagają pieniędzy od wszystkich. Bo zawsze znajdzie się rodzic, który nie zapłaci. I co wtedy? Pozostali mają się zrzucić jeszcze więcej?
Mała składka, duży problem
Klasowe składki od lat są elementem szkolnej rzeczywistości, ale ich dobrowolny charakter sprawia, że łatwo o nieporozumienia. Dla jednej rodziny 20 zł nie będzie problemem, dla innej – szczególnie gdy w ciągu miesiąca pojawia się kilka różnych próśb o wpłatę – może być kolejnym wydatkiem, z którego trzeba zrezygnować.
Dochodzi do tego jeszcze jedna kwestia: dzieci nie powinny ponosić konsekwencji finansowych decyzji swoich rodziców. Trudno więc znaleźć rozwiązanie, które zadowoli wszystkich. Jeśli prezent dostają tylko dzieci, których rodzice wpłacili pieniądze, pojawia się ryzyko, że uczeń zostanie wykluczony. Jeśli prezent dostają wszyscy, część rodziców może mieć poczucie, że regularnie dokłada się do cudzych wydatków.
Czy da się znaleźć kompromis?
Zobacz także:
- Matka chce zgłosić nauczycielkę na policję. „Jest bezczelna i łamie prawo. Syn przez nią płacze”
- „Płakała w łazience przez całą lekcję”. Przerażające odkrycie nauczycielki obnaża porażkę wychowawczą rodziców
- Nauczycielka upokorzyła ucznia podczas lekcji. „Powiedziała synowi, że jak nie ma zaświadczenia, to ma robić w majtki”