Reklama

Do redakcji napisała mama ucznia czwartej klasy, która początkowo nie mogła uwierzyć w opowieść syna: jak to możliwe, że w dzisiejszych czasach wciąż można trafić na nauczycieli ignorujących podstawowe potrzeby uczniów?

Chłopiec podczas lekcji chciał skorzystać z toalety. Zapytał nauczycielkę, czy może wyjść, ale zamiast zwykłej zgody usłyszał, że nie ma pozwolenia na korzystanie z łazienki w czasie zajęć. Padły też słowa, które – zdaniem jego mamy – nigdy nie powinny paść, a już na pewno nie w obecności całej klasy.

„Mamo, przecież ja naprawdę już nie mogłem wytrzymać”

Syn opowiedział mi o wszystkim po powrocie ze szkoły. Powiedział, że podczas lekcji bardzo chciało mu się do toalety, więc podniósł rękę i zapytał nauczycielki, czy może wyjść.

To starsza nauczycielka, która podobno ma niezbyt nowoczesne metody. Powiedziała synowi złośliwie, że nie przypomina sobie żadnego zaświadczenia od lekarza, które pozwalałoby mu wychodzić z lekcji, a potem przy całej klasie powiedziała mu, że od chodzenia do toalety jest przerwa, a jeśli był tak zajęty, że nie zdążył, „to ma robić w majtki”.

Kiedy syn mi to opowiedział, byłam w szoku. Najbardziej dlatego, że powiedziała to przy wszystkich. Dla dziesięciolatka takie słowa to przecież gotowy powód do wstydu.

Nie chciałam, żeby siedział i cierpiał

Zapytałam syna, co zrobił. Powiedział, że po prostu wyszedł z klasy. Wiedział, że może dostać uwagę, ale uznał, że nie ma innego wyjścia.

Szczerze mówiąc, jestem z niego dumna. Od początku uczę go, że ma słuchać dorosłych, ale jednocześnie ma umieć zadbać o siebie. Jeśli naprawdę potrzebuje skorzystać z toalety, nie powinien bać się powiedzieć o tym nauczycielowi. Oczywiście dostał bardzo ostrą uwagę za opuszczenie sali bez zgody.

Tylko ja się pytam – co miał zrobić? Siedzieć i czekać, aż dojdzie do nieszczęścia, żeby potem cała klasa miała z niego powód do śmiechu? Kolejny zresztą?

Nie rozumiem też tego całego zaświadczenia. Syn nie ma żadnej choroby ani problemu zdrowotnego, który wymagałby specjalnego dokumentu. Po prostu raz podczas lekcji chciało mu się do toalety. Czy naprawdę dziecko musi mieć zaświadczenie od lekarza, żeby nauczyciel pozwolił mu skorzystać z łazienki?

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz redakcji

Zasady korzystania z toalety podczas lekcji mogą być określone przez szkołę i uczeń powinien stosować się do ustalonych procedur, np. zgłosić nauczycielowi potrzebę wyjścia. Nie oznacza to jednak, że zwykła potrzeba fizjologiczna może być traktowana jak przywilej dostępny wyłącznie uczniom posiadającym zaświadczenie lekarskie.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał, że choć co do zasady uczniowie powinni korzystać z toalety podczas przerw, potrzeba skorzystania z niej zgłoszona w czasie lekcji powinna zostać przez szkołę właściwie dostrzeżona i uwzględniona, z zachowaniem bezpieczeństwa oraz komfortu psychicznego ucznia. RPO podkreśla również obowiązek podmiotowego i godnego traktowania uczniów.

Nie ma więc ogólnej zasady, zgodnie z którą nauczyciel może żądać od każdego ucznia zaświadczenia lekarskiego jako warunku wyjścia do toalety podczas lekcji. Szczegółowe zasady może określać statut szkoły, ale nie mogą one prowadzić do naruszania godności i podstawowych potrzeb ucznia.

W tej historii szczególnie trudno zaakceptować nie samą prośbę nauczycielki o korzystanie z toalety podczas przerwy, ale sposób, w jaki potraktowała dziecko. Powiedzenie uczniowi przy całej klasie, że w razie potrzeby ma „robić w majtki”, nie jest metodą wychowawczą ani sposobem na egzekwowanie szkolnych zasad.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...