Karmisz publicznie? Źle. Z butelki? Jeszcze gorzej. Matka karmiąca ciągle jest na przegranej pozycji
Karmienie piersią maleństwa to indywidualna kwestia każdej mamy. Społeczeństwo wciąż uzurpuje sobie jednak prawo do oceniania kobiet przez pryzmat tego, czy karmią, jak karmią, kiedy karmią i ile karmią. Z jednej strony wymaga, żeby karmiły, z drugiej nie powinny robić tego publicznie. Najlepiej, żeby wróciły szybko do pracy, ale też jak najdłużej były dostępne dla dziecka. Powstaje społeczny paradoks, któremu nikt nie jest w stanie sprostać - a już na pewno nie matka karmiąca.

Mam w swoim bliskim otoczeniu dwie cudowne kobiety – mamy. Obie kochają swoje dzieci nad życie i chcą dla nich jak najlepiej. Od maleńkiego. I obie tuż po porodzie przechodziły przez to samo – wyrzuty sumienia związane z tym, że nie mogą karmić piersią. Czuły, że są gorszymi mamami przez to, że nie mają laktacji. A to było związane z komentarzami, których naczytały się na forach dla mam, gdzie pełno było złotych rad typu: „trzeba karmić piersią dla dobra dziecka”.
Znam też przypadki kobiet, które karmiły piersią, ale również spotykały się z krytyką społeczeństwa. Bo np. robiły to… w miejscu publicznym. Głośno nawet było o przypadku mamy, która została wyrzucona z restauracji, bo zaczęła karmić dziecko. Ta konkretna historia zakończyła się w sądzie, ale na forach internetowych pełno jest przykładów, że takie sytuacje się powtarzają. A także komentarzy, że karmienie piersią w miejscu publicznym jest „niesmaczne”.
Wydawać się może, że takich przypadków powinno być coraz mniej, że jesteśmy coraz bardziej świadomym społeczeństwem. Wciąż jednak stereotypy wygrywają z postępem i oceniamy kobiety przez pryzmat tego, gdzie karmią i jak karmią. A gdyby tego było mało, dochodzą przepisy, które z jednej strony zapewniają matce możliwość karmienia po powrocie do pracy, ale z drugiej wciąż dają pracodawcom furtkę do tego, aby zmusić kobietę do dobrowolnej rezygnacji z tego przywileju.
Nic tak nie dzieli jak sposób karmienia dziecka
Duży brzuch w ciąży czy mały? Poród naturalny czy cesarski? Karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym? Niemal każdy aspekt macierzyństwa wzbudza skrajne emocje i może być krytykowany przez innych. Kobiety roszczą sobie prawo do komentowania zachowania innych matek, zakładając jednocześnie, że obrana przez nie droga jest tą właściwą. Tymczasem inne matki też wiedzą, co jest dobre dla ich dzieci.
- Chociaż w moim przypadku nie miałam możliwości wybrania karmienia piersią, to jednak zawsze pozostawało to poczucie winy, wzmacniane przez presję internetowego otoczenia, że jednak tylko ono jest najwłaściwszym sposobem karmienia dziecka – mówi Monika. – Niestety doprowadziło mnie to do kilkumiesięcznej przegranej walki o laktację przypłaconej ogromnym zmęczeniem i wieloma nieprzespanymi nocami nad laktatorem. Teraz wiem, że powinnam była odpuścić dużo wcześniej, a zaoszczędzony czas i energię przeznaczyć dla siebie i dziecka.
Niezaprzeczalnym faktem potwierdzonym naukowo jest to, że mleko matki zawiera przeciwciała dobre dla malucha. Wiedzą o tym wszystkie kobiety, które przygotowują się do macierzyństwa. Co nie oznacza jednak, że jest jedynym właściwym sposobem na karmienie i bez tego jesteśmy gorszymi mamami.
- Faktycznie można zauważyć taki „trend", szczególnie u młodych mam, które jeszcze nie są pewne swojej roli, tych, dla których karmienie piersią to przysłowiowa bułka z masłem, lub... kobiet, które dopiero wyobrażają sobie, jak będzie wyglądało ich idealne macierzyństwo. Od wielu lat rośnie społeczna świadomość pozytywnego wpływu karmienia piersią na maluszka, jak i na mamę. I to dobra wiadomość. Jednak ta wiedza naukowa w połączeniu z potocznym myśleniem i stereotypami może być szkodliwa. Bo to sprzyja stygmatyzacji – tłumaczy Małgorzata Sztylińska-Kaczyńska, dr kulturoznawstwa i etnolożka. – „Dobra matka" to taka, która nie tylko skupia się na potrzebach dziecka, ale zaspokaja je perfekcyjnie. W konsekwencji sposób karmienia, jak i „urodzenia dziecka", jest nie tylko wyborem, ale zostaje poddany moralnej ocenie.
Gorzej, gdy za perfekcyjne uznajemy tylko własne zachowanie i poglądy. I gdy z jednej strony oczekujemy, że każda kobieta będzie karmiła piersią, a z drugiej uważamy, że jest to „niesmaczne”.
„Proszę wyjść do toalety”
O tym, że każdy powód do krytyki młodej matki jest dobry, świadczy również to, że nie wystarczy karmić piersią, aby być „dobrą mamą”. Okazuje się, że trzeba to robić także w określony sposób oraz odpowiednio długo.
- Być może matki karmiące piersią, mniej lub bardziej świadomie, oczekują społecznej nobilitacji ich poświęcenia, a nierzadko cierpienia. Nie zawsze karmienie jest przyjemne. Więc krytyce poddane są matki, które „poszły na łatwiznę", chociaż nie znamy ich historii, jak i nie mamy prawa do oceny ich wyborów. I ta sytuacja ma także drugą stronę medalu. Mamy, które w społecznej opinii karmią piersią publicznie lub „za długo", również spotykają się z krytyką – tłumaczy Małgorzata Sztylińska-Kaczyńska.
W Polsce kilka lat temu doszło do precedensu, gdy zapadł wyrok sądu w sprawie pani Liwii. Wówczas kobieta została wyrzucona z jednej z sopockich restauracji, bo karmiła piersią. Co ciekawe, wyrok na jej korzyść zapadł dopiero w sądzie drugiej instancji. Była to jedyna tak głośna sytuacja w Polsce do tej pory, ale… komentarzy kobiet na forach internetowych jest bardzo dużo, co świadczy o tym, że w podobnej sytuacji było więcej mam karmiących.
„Jak widzę coś takiego, to po prostu chce mi się rzygać”.
„Wszystko ma swoje miejsce i czas – karmienie piersią też”.
„Karmienie piersią w restauracjach jest szczytem chamstwa dla ludzi tam będących” – możemy przeczytać wśród wielu komentarzy na platformie X.
- Od wieków w Europie karmienie piersią kojarzyło się z niższym statusem i z pracą fizyczną. Zamożne kobiety nie karmiły same, bo robiły to mamki wywodzące się z niższego stanu. W ukryciu. Nie istniało społeczne przyzwolenie na publiczne odsłanianie piersi, nawet w celu nakarmienia oseska. Współcześnie w kulturze zachodniej kobieca pierś jest przede wszystkim obiektem seksualnym, a dopiero w drugiej kolejności służy do karmienia. A karmienie publiczne łamie ten społeczny consensus. Nagle ta sama część ciała pełni funkcję czysto macierzyńską. To budzi dyskomfort, bo ludzie nie wiedzą, jak „czytać” to, co widzą. Paradoksalnie w kulturach, gdzie pierś nie jest tak zseksualizowana, karmienie publiczne zwykle nie budzi emocji – dodaje Małgorzata Sztylińska-Kaczyńska.
Kobieta karmiąca vs kobieta sukcesu
Społeczne wykluczenie to jedno, ale do tego dochodzi kwestia pracy oraz miejsc, w których kobieta mogłaby się „ukryć”. Kobieta karmiąca z jednej strony ma prawa uregulowane przez Kodeks Pracy, z drugiej wciąż jest to zaledwie kropla w morzu potrzeb i brakuje miejsc, w których mogłaby nakarmić malucha.
Zgodnie z art. 187 k.p. pracownicom karmiącym piersią przysługują płatne przerwy wliczane do czasu pracy – dwie po 30 minut w przypadku jednego dziecka lub dwie po 45 minut, gdy kobieta karmi więcej niż jedno dziecko. Oczywiście musimy założyć, że kobieta w tym momencie jest z dzieckiem lub w okolicy, bo w przypadku dużego miasta nie sposób przejechać w obie strony w 30 minut i jeszcze nakarmić dziecko. To sprawia, że niejedna kobieta decyduje się na odstawienie dziecka od piersi wraz z zakończeniem urlopu macierzyńskiego i powrotem do pracy, choć według prawa to powinna być jej dobrowolna decyzja. Dodatkowo dochodzi kwestia infrastruktury biurowej, która w żaden sposób nie uwzględnia mam karmiących. W miejscach pracy jest zdecydowanie za mało specjalnych pomieszczeń do karmienia oraz możliwości przechowania mleka po odciągnięciu go laktatorem.
- Mimo jasnych wytycznych prawa pracy, pracodawcy wciąż rzadko zapewniają zamknięte, ciche przestrzenie z dostępem do gniazdek elektrycznych oraz warunki do higienicznego przechowywania odciągniętego mleka. W efekcie przerwy na odciągnięcie pokarmu za pomocą laktatora często sprowadzają się do wcześniejszego wyjścia z firmy lub skracania dnia roboczego, co z kolei rodzi obawy przed oceną otoczenia i wykluczeniem zawodowym. Kobiety zmuszone są wybierać między realizacją swoich praw a rezygnacją z karmienia – czytamy w raporcie przedstawionym przez markę Anker zajmującej się produkcją laktatorów.
Jeżeli zatem podsumujemy wszystkie te punkty związane zarówno z czasem przerwy na karmienie, jak również z brakiem zapewnienia miejsca, gdzie matka może swoje dziecko nakarmić, jasno widzimy, że nie zostaje czasami nic innego jak „karmienie na mieście”, czyli w miejscu publicznym. Chyba że „dobrowolnie” zrezygnujemy z karmienia dziecka – jednocześnie wystawiając się na kolejną krytykę, że karmiłyśmy swoją pociechę za krótko.