Od początku września moi uczniowie przychodzą na lekcje kompletnie nieprzygotowani, jakby spadli z księżyca. Przejście z nauczania początkowego do czwartej klasy to dla dziesięciolatka spory skok, ale brak podstawowych przyborów na ławce to już nie jest kwestia wieku, tylko zwykłego niechlujstwa.

WIDEO…

player placeholder

Bezradność czwartoklasistów. Brak zeszytu, linijki i ołówka to norma

Codziennie na pierwszej lekcji tracę cenne minuty, bo połowa klasy nie ma zeszytów, piórników, a linijka czy cyrkiel to dla nich przedmioty całkowicie egzotyczne.

Gdy pytam, dlaczego nie spakowali plecaka, dzieci patrzą na mnie tępym wzrokiem i zwalają winę na rodziców, mówiąc bez żenady: „Bo mama mi nie włożyła”, „Bo mama zapomniała kupić” albo „Bo to wina taty”. Te dzieci nie mają zielonego pojęcia, co mają w środku swoich tornistrów, bo rodzice wyręczają je na każdym kroku, niszcząc w nich jakąkolwiek odpowiedzialność i szacunek dla cudzej pracy.

Zobacz także:

Moja prośba o pakowanie plecaków i pożar w wiadomościach

Widząc ten codzienny dramat i brak skupienia na lekcjach, postanowiłam kulturalnie zareagować i wysłałam do rodziców krótką, wyważoną notatkę przez e-dziennik. Poprosiłam w niej rodziców o jedną rzecz: by przez pierwsze tygodnie zaangażowali dzieci w pakowanie do szkoły, wieczorami usiedli z nimi i wspólnie sprawdzili, czy plan lekcji zgadza się z zawartością plecaka. Chciałam, by rodzice nauczyli swoje pociechy dbania o własne sprawy, zamiast pakować je po kryjomu, gdy maluchy grają na telefonach.

I jaka była reakcja? Matki zaczęły pisać z pretensjami, że to nie jest sprawa nauczyciela, kto pakuje plecaki, i że to nauczyciel powinien przypominać dzieciom o przyborach. Szczerze mówiąc, opadły mi ręce.

Rodzice, nie uciekajcie od wychowania. Nie chodzi tylko o szkolne plecaki

Moim zdaniem, taka reakcja dorosłych jest skandaliczna i pokazuje, jak bardzo boimy się postawić dzieciom jakiekolwiek wymagania. Jeśli matka w domu uważa, że zaangażowanie dziesięciolatka do pakowania książek to dla dziecka za duży wysiłek, to niech nie płacze potem w poduszkę, gdy jej syn wyrośnie na niezdarę.

Robimy z młodych ludzi łamagi, które nie potrafią ogarnąć własnego piórnika. Jako nauczycielka mówię stop − szkoła ma uczyć fizyki, polskiego i matematyki, ale to w domu rodzinnym dziecko musi poznać szacunek, zaradność i dyscyplinę. Dopóki rodzice nie zrozumieją, że ich nadopiekuńczość to tak naprawdę toksyczny egoizm, polskie szkoły będą pełne bezradnych dzieci.

Gabriela


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Pracownica zgasiła bezczelną matkę jednym zdaniem. Scena z IKEA to dowód, że wychowujemy rozwydrzone pokolenie