Temat nauczycielskich pensji za każdym razem budzi gorące emocje. Tym razem dyskusję rozpaliła Ewa Wójcik, aktywna w mediach społecznościowych nauczycielka, która na swoim profilu na Facebooku pokazała pasek z wrześniową wypłatą.

WIDEO…

player placeholder

Nauczycielka pokazała pasek wypłaty i zabrała głos

Nauczycielka zdecydowała się na krok, na który niewielu się decyduje. Opublikowała tzw. pasek płacowy z rozpisanymi godzinami etatu, wysokością składek i kwotą, która wpłynęła na jej konto. Jak wyliczyła, za sam „goły” etat we wrześniu otrzymała 4800,80 zł na rękę. „Grafika przedstawia moje wrześniowe zarobki z 'gołego' etatu. 4800,80 zł na konto. Prestiżowa posada” – napisała z wyraźną ironią.

Wójcik jest też wychowawczynią, a za tę funkcję jej gmina dopłaca 500 zł brutto. „Ktoś policzył, że to nieco ponad 3 zł brutto za każdą godzinę bycia wychowawcą. Prestiżowa funkcja” – zaznaczyła. W obszernym wpisie użyła mocnego porównania: „Nauczyciel, odbierając swoją wypłatę, dostaje otwartą dłonią w twarz, niczym w 'Dniu świra'. Prestiż mierzy się na koncie, a nie w deklaracjach. Czas skończyć z bajkami o misji, za którą nie da się zapłacić rachunków ani kupić mieszkania”.

Zobacz także:

Nauczycielka porównała zarobki do innych zawodów i rynku pracy

W swoim wpisie Wójcik podkreśliła, że chęć do pracy nie wystarcza na opłacenie rachunków, a nauczyciele często zmuszeni są dorabiać. „Wyższa pensja wyeliminuje patologię, w której nauczyciel, aby przeżyć, musi brać po półtora lub dwa etaty, krążąc między kilkoma szkołami albo łatając budżet korepetycjami do późnego wieczora” – napisała.

Zwróciła też uwagę, że nawet najwyższy stopień awansu nie poprawia zasadniczo sytuacji. „Dzisiejsza goła pensja zasadnicza nauczyciela dyplomowanego, czyli człowieka po kilkunastu latach pracy i przejściu całej drogi awansu, to wciąż zaledwie marne kilkaset złotych powyżej 5000 zł na rękę. Żaden wybitny specjalista z rynku nie przejdzie do edukacji za taką kwotę. Tym bardziej że ta stawka jest sufitem. Ponad nią nie ma niczego” – czytamy w jej wpisie.

Nauczycielka wprost napisała, że ma „serdecznie dość” porównywania pensji osoby po pięcioletnich studiach i latach awansu do zawodów, które nie wymagają specjalistycznego wykształcenia, odpowiedzialności prawnej ani ciągłego dokształcania. Jednocześnie podkreśliła, że szanuje każdy zawód, bo to właśnie rodzice jej uczniów wykonują „najróżniejsze, ciężkie i potrzebne prace na rynku”.

Internauci krytykują nauczycielkę i sugerują, by zatrudniła się w Biedronce

Pod postem pojawiło się kilka tysięcy komentarzy. Jedna z osób zwróciła uwagę przede wszystkim na kwestię wysokości wynagrodzenia i liczby etatów: „Jeżeli nauczyciel pracujący na dwóch etatach, co daje jeden tzw. normalny etat w sektorze prywatnym, zarabia 8–10 tys. zł, to jeśli dostaniecie podwyżkę za 18 godzin do 8 tys. zł, nadal będziecie pracować na dwóch etatach, zarabiając 16–18 tys. zł miesięcznie w szkole. Tyle zarabia dyrektor produkcji w niejednej firmie. Nie róbcie sobie żartów. Poza tym jakość waszej pracy nie wzrośnie nawet o 1 procent. Bądźmy szczerzy”.

Inna osoba porównała pracę nauczycieli z zatrudnieniem w handlu i zwróciła uwagę na dodatkowe korzyści związane z tym zawodem: „W Groszku czy Biedronce też szukają pracowników – tylko trzeba pracować dwa razy więcej godzin. Nie rozumiem osób, które same wybierają sobie zawód i później na niego narzekają. Zawsze można go zmienić. Mam wielu znajomych nauczycieli – pracują i nie narzekają. Uważają, że ich zarobki są adekwatne do przepracowanych godzin. Do tego mają wolne wakacje, święta i trzynastki”.

Kolejny komentujący skupił się na porównaniu pensum nauczycieli z czasem pracy osób zatrudnionych na pełnym etacie: „Ale przy 18 godzinach pracy to mało? Normalny etatowy pracownik przepracowuje około 160 godzin miesięcznie, żeby dostać niewiele więcej niż minimalną pensję krajową brutto. Po ośmiu godzinach pracy często nie ma już siły ani możliwości, żeby dodatkowo dorabiać. Chciałbym dostawać 4800 zł netto za taką liczbę godzin”.

Na ten komentarz odpowiedziała autorka posta, zwracając uwagę na to, że sama liczba godzin spędzonych w miejscu pracy nie zawsze odzwierciedla charakter wykonywanych obowiązków: „Czyli strażak po 24 godzinach spędzonych na oczekiwaniu na wezwanie nie powinien dostać wynagrodzenia? Aktor powinien dostać wyłącznie stawkę godzinową za czas samego występu?”

Ile naprawdę zarabiają nauczyciele?

Od 1 stycznia 2026 roku minimalne wynagrodzenie zasadnicze brutto nauczyciela z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym wynosi 5308 zł dla nauczyciela początkującego, 5469 zł dla mianowanego i 6397 zł dla dyplomowanego. To stawki zasadnicze, bez dodatków za wysługę lat, wychowawstwo czy godziny ponadwymiarowe, więc faktyczna wypłata bywa wyższa.

Apel Ewy Wójcik jest w gruncie rzeczy prosty: „Chcemy uczyć i dbać o uczniów, ale chcemy też godnie żyć. Chęć do pracy to za mało na opłacenie rachunków”. Jak dodała, zaangażowanie dydaktyczne nie wyklucza potrzeby stabilności finansowej, a nauczyciel „ma prawo oczekiwać pensji na poziomie specjalisty”.

Zobacz także: Nauczycielka otworzyła zeszyt ucznia i zaniemówiła. Zobaczyła, co dopisała tam matka. „Tak rodzą się potwory”