Nauczyciel ma prawo zwrócić rodzicom uwagę na zachowanie ich dziecka. Co innego jednak powiedzieć, że uczeń przeszkadza na lekcjach, a co innego oceniać sposób wychowania całej rodziny. Jedna z naszych czytelniczek twierdzi, że nauczycielka jej syna zdecydowanie przekroczyła tę granicę. Kobieta jest wściekła i uważa, że nauczycielka sama powinna zastanowić się nad swoim zachowaniem.

WIDEO…

player placeholder

Wiadomość dostałam po 21

Dzień dobry, do tej pory mnie nosi po tym, co zrobiła nauczycielka mojego syna. W piątek po 21 dostałam od niej wiadomość. Pomyślałam, że może stało się coś ważnego, bo kto normalny pisze rodzicom o tej porze? No i czytam.

Najpierw było o tym, że syn przeszkadza na lekcjach, nie zawsze słucha i trzeba z nim porozmawiać. Dobra, nie mam z tym problemu. Syn ma 11 lat, nie jest święty. Jak coś zrobi źle, to z nim rozmawiam. Nie będę też udawać, że moje dziecko nigdy niczego nie odwaliło.

Zobacz także:

Tylko potem pani zaczęła pisać o mnie.

Nagle problemem okazali się rodzice

Dowiedziałam się, że „w domu najwyraźniej brakuje konsekwencji”, że rodzice „zbyt często usprawiedliwiają swoje dzieci” i że szkoła nie będzie „naprawiać błędów wychowawczych rodziców”.

Czytam to i zastanawiam się, skąd ona w ogóle wie, jak wygląda moje wychowanie. Nie mieszka ze mną, nie widzi, co dzieje się w domu, nie wie, jakie mamy zasady. Widzi mojego syna kilka godzin dziennie i nagle wie wszystko o naszej rodzinie.

Na końcu napisała, że nie zamierza „uczestniczyć w wychowywaniu kolejnego roszczeniowego młodego człowieka”. No tego już było za dużo.

Odpisałam jej, że jeśli ma uwagi do zachowania syna, bardzo proszę, ale nie życzę sobie oceniania mnie jako matki. Zamiast się wycofać, odpisała, że „widocznie trafiła w czuły punkt” i że powinnam „poważnie przemyśleć swoje podejście do wychowania”.

Nie mam zamiaru jej bronić

I teraz najlepsze: ja naprawdę nie jestem matką, która uważa, że nauczyciel zawsze się czepia. Jeśli syn przeszkadza na lekcji, nauczycielka ma prawo zwrócić mu uwagę. Jeśli zrobi coś głupiego, ja też będę z nim o tym rozmawiać. Tylko gdzie jest napisane, że nauczyciel może przy okazji urządzać rodzicom wykład o wychowaniu?

Moim zdaniem ta kobieta dawno powinna odejść z zawodu, jeśli nie potrafi rozmawiać z rodzicami bez pouczania ich i obrażania. Naprawdę nie wiem, czego uczniowie mają się od niej nauczyć, skoro sama nie potrafi zachować podstawowej kultury.

Dla mnie tak zachowuje się motłoch. No przykro mi, ale po tej wiadomości właśnie tak ją odbieram. Bo dla mnie to jest szczyt bezczelności, żeby w piątek wieczorem pisać obcej osobie, że źle wychowuje własne dziecko.

Może następnym razem, zamiast wychowywać mnie, niech po prostu porozmawia ze mną jak z człowiekiem.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Nauczycielka pokazała swój pasek płacowy i porównała się do strażaków. „Nie róbcie sobie jaj”