Czy wszystkie książki, które przez lata należały do szkolnego kanonu, są odpowiednie dla współczesnych dzieci? A może niektóre z nich wywołują emocje, na które uczniowie nie zawsze są gotowi? Otrzymaliśmy mail od nauczycielki języka polskiego, która uczy w klasach IV–VIII szkoły podstawowej. Opisała w nim reakcje uczniów i rodziców na „Chłopców z Placu Broni” Ferenca Molnára. Jej zdaniem ta historia potrafi mocno poruszyć dzieci, a część rodziców nie rozumie, dlaczego młodzi czytelnicy muszą mierzyć się z tak trudnymi tematami.
WIDEO…
List od nauczycielki polskiego. Rodzice mają pretensje
Dzień dobry, uczę polskiego i co roku wracam z uczniami do „Chłopców z Placu Broni”. To piękna książka o przyjaźni, lojalności i odwadze, ale nie będę udawać, że dzieci przechodzą przez nią bez emocji. Po śmierci Nemeczka zdarza się płacz, a niektórzy uczniowie jeszcze długo rozmawiają o tym, co się wydarzyło.
Rodzice też potrafią być oburzeni. Słyszę, że ich dzieci nie mogą przestać myśleć o Nemeczku, że przeżywają jego chorobę i śmierć, a wieczorem wracają do tematu, zamiast spokojnie zasnąć. Niektórzy pytają mnie, po co w ogóle zadawać dzieciom książkę, w której tak młody bohater umiera. Inni uważają, że historia jest zbyt smutna, pokazuje przemoc, zdradę i niesprawiedliwość, a dzieci w tym wieku nie zawsze potrafią sobie z tym poradzić.
Rozumiem te emocje, bo Nemeczek jest chłopcem, z którym uczniom łatwo się utożsamić. Jest najmniejszy, słabszy od innych, a mimo to wykazuje się odwagą i poświęceniem. Dzieci często przeżywają to, że jego lojalność i dobre serce nie chronią go przed cierpieniem. Pytają, dlaczego inni go nie uratowali, dlaczego musiał tak wiele wycierpieć i czy naprawdę trzeba było kończyć tę historię w taki sposób.
Nie uważam, że należy usuwać każdą smutną książkę z programu. Literatura ma przecież poruszać, a nie tylko bawić. Z drugiej strony nie dziwię się rodzicom, którzy chcą wiedzieć, dlaczego ich dziecko tak mocno przeżywa lekturę. Dla jednego ucznia będzie to ważna opowieść o przyjaźni, a dla innego przede wszystkim historia o śmierci i bezradności.
Moim zdaniem najważniejsze jest to, jak rozmawiamy z dziećmi o takich książkach. Nie chciałabym, żeby „Chłopcy z Placu Broni” zniknęli ze szkół tylko dlatego, że wywołują łzy. Uważam jednak, że warto poważnie rozmawiać o tym, jakie lektury wybieramy i czy dzieci mają przestrzeń, żeby przepracować emocje, które się w nich pojawiają.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Od redakcji: kto ustala kanon lektur szkolnych?
Lista lektur nie jest ustalana samodzielnie przez pojedynczego nauczyciela ani przez rodziców uczniów. Podstawę programową, w której określa się wymagania dotyczące nauczania języka polskiego i wskazuje lektury, ustala Ministerstwo Edukacji Narodowej w drodze rozporządzenia. Przygotowaniem propozycji zmian zajmują się zespoły ekspertów, wśród których są m.in. nauczyciele, metodycy i przedstawiciele środowiska akademickiego.
Warto przy tym pamiętać, że nauczyciel ma pewien zakres swobody w doborze tekstów i sposobie pracy z nimi, ale musi realizować wymagania obowiązującej podstawy programowej. Nie może więc po prostu zrezygnować z lektury obowiązkowej dlatego, że część rodziców uważa ją za zbyt smutną. Może natomiast pomóc uczniom zrozumieć trudne wydarzenia, porozmawiać o emocjach bohaterów i dostosować sposób omawiania książki do potrzeb klasy.
„Chłopcy z Placu Broni” znaleźli się wśród lektur obowiązkowych w podstawie programowej języka polskiego dla klas IV–VIII. Od roku szkolnego 2026/2027 nowa podstawa programowa dla szkoły podstawowej jest wdrażana stopniowo, począwszy od klas I i IV, dlatego przy ocenie wymagań trzeba uwzględniać rocznik ucznia i obowiązującą go podstawę.
Czy zatem „Chłopcy z Placu Broni” powinni zostać usunięci z kanonu? Dzieci rzeczywiście mogą mocno przeżywać śmierć Nemeczka, zwłaszcza jeśli po raz pierwszy spotykają się w lekturze z tak poruszającą historią. Nie oznacza to jednak automatycznie, że książka jest dla nich nieodpowiednia. Może być punktem wyjścia do rozmowy o przyjaźni, odwadze, odpowiedzialności i stracie.
Niepokój rodziców warto traktować poważnie, ale równie ważne jest, by nie sprowadzać literatury do tekstów, które nie wywołują żadnych trudnych emocji. Kluczowe pytanie brzmi nie tylko, czy dzieci powinny czytać tę książkę, lecz także jak należy ją omawiać, by młodzi czytelnicy mogli zrozumieć jej przesłanie i bezpiecznie porozmawiać o tym, co ich poruszyło.
Zobacz także: Polonistka kazała 6-klasistom przeczytać „Hobbita”. Matka: „To za trudne. Jasiowi puszczę film”