Są sytuacje, w których trudno zachować zimną krew, zwłaszcza gdy ignorancja dorosłych stwarza bezpośrednie zagrożenie dla pieszych oraz ich własnych dzieci. Spacer między blokami na jednym z dużych, nowoczesnych osiedli mieszkaniowych zamienił się w ułamku sekundy w scenę mrożącą krew w żyłach. Całe zdarzenie idealnie obrazuje narastający problem braku wyobraźni, z którym każdego dnia muszą mierzyć się mieszkańcy polskich miast.
WIDEO…
Pędził chodnikiem bez żadnych hamulców. Jeden moment zdecydował o wszystkim
Słoneczne popołudnie na osiedlowym deptaku miało być dla mojej znajomej chwilą relaksu po ciężkim dniu w biurze. Ciszę i spokój zakłócił jednak gwałtowny, narastający szum oraz głośny pisk opon, który dobiegał zza zakrętu jednego z bloków. Zza rogu, z prędkością rozwijaną zazwyczaj przez profesjonalnych dostawców jedzenia w centrum miasta, wyłonił się nastolatek, którego mieszkańcy zdążyli już nazwać „osiedlowym kukiriniarzem” (czyli osobą jeżdżącą na hulajnodze elektrycznej chińskiej produkcji).
Chłopiec w wieku około trzynastu lat pędził z zawrotną prędkością na potężnej hulajnodze elektrycznej, lawirując między idącymi z naprzeciwka ludźmi. Nie miał na sobie kasku, żadnych ochraniaczy, a w jednej ręce trzymał telefon komórkowy, na który co chwilę bezmyślnie zerkał podczas wykonywania niebezpiecznych manewrów. Znajoma musiała dosłownie odskoczyć w głąb pobliskiego trawnika, by uniknąć bezpośredniego zderzenia z pędzącym nastolatkiem, który minął ją o centymetry, nawet nie zdejmując palca z manetki gazu.
Chwilę później chłopak z impetem wjechał na pełnym rozpędzie na osiedlowy plac zabaw, gdzie bawiły się znacznie młodsze dzieci, zmuszając przerażone matki do gwałtownego łapania swoich pociech na ręce. Cała ta sytuacja wyglądała jak szalony rajd na torze wyścigowym, a nie bezpieczna zabawa nastolatka pod okiem odpowiedzialnych dorosłych. Najgorsza w tym wszystkim była jednak całkowita bierność i brak jakiejkolwiek kontroli ze strony osób, które ten drogi i niebezpieczny sprzęt dziecku zakupiły.
Szybka riposta sąsiadów na nic się nie zdała. Opiekunowie nie widzą problemu
Gdy zszokowani przechodnie zaczęli głośno krzyczeć i zwracać uwagę młodemu piratowi drogowemu, ten jedynie rzucił w ich stronę lekceważący uśmiech i pokazał wulgarny gest, po czym pojechał dalej. Znajoma postanowiła nie odpuszczać tej sprawy i odnalazła na pobliskiej ławce rodziców chłopca, którzy z pełnym spokojem obserwowali całe to zajście z dystansu. Reakcja dorosłych ludzi na informację, że ich syn o mało nie potrącił kilku osób i stwarza zagrożenie dla samego siebie, była po prostu porażająca.
Matka trzynastolatka stwierdziła, że syn uczy się jeździć, a sąsiedzi po prostu szukają dziury w całym i bezpodstawnie czepiają się młodzieży. Ojciec natomiast dodał z ironią, że hulajnoga ma fabryczne ograniczenia prędkości, więc nikt nie ma prawa dyktować im, jak ich własne dziecko ma spędzać czas wolny.
Słuchając tej relacji, poczułam głęboki wewnętrzny bunt przeciwko tak skrajnemu egoizmowi i totalnemu brakowi odpowiedzialności za czyny własnego dziecka. Kupowanie trzynastolatkowi pojazdu rozwijającego duże prędkości i wypuszczanie go bez kasku na zatłoczone chodniki to nie jest nowoczesne wychowanie, tylko jawne igranie z życiem. Rodzice, którzy przymykają oczy na tak rażące łamanie zasad bezpieczeństwa, powinni ze wstydu zapaść się pod ziemię. Dopiero gdy moja znajoma wyciągnęła telefon i zapowiedziała, że całe zajście zostało udokumentowane, a sprawa wraz z nagraniem trafi bezpośrednio do dzielnicowego, rodzice zmienili ton i niechętnie nakazali synowi zejść ze sprzętu.
Gdzie kończy się dziecięca zabawa, a zaczyna igranie z życiem?
Ta wstrząsająca sytuacja z osiedla to idealny pretekst do poważnej dyskusji o tym, jak technologia i brak wyobraźni dorosłych niszczą elementarne poczucie bezpieczeństwa. Hulajnoga elektryczna w rękach niedojrzałego trzynastolatka przestaje być niewinną zabawką, a staje się narzędziem mogącym doprowadzić do potężnej tragedii na drodze. Okres jesienny, kiedy zmierzch zapada szybciej, a chodniki bywają śliskie od liści i deszczu, to najgorszy możliwy moment na pozwalanie dzieciom na taką brawurę.
Opiekunowie, którzy pozwalają na totalną swobodę i ignorują zasady ruchu drogowego, sami wystawiają sobie najgorsze świadectwo. Nie bójmy się głośno reagować na piractwo drogowe na naszych osiedlach, bo bezpieczeństwo maluchów oraz starszych osób jest wartością nadrzędną. Zanim wręczycie swojemu dziecku taki pojazd, spójrzcie mu w oczy, załóżcie kask na jego głowę i upewnijcie się, że wie, jak szanować zdrowie swoje i innych ludzi.