Reklama

Wszystko zaczęło się na piątej lekcji, kiedy oddawałam czwartoklasistom wypracowania. Dziesięcioletnia Hania bardzo się stara od początku roku i spędza dużo czasu nad książkami. Napisała piękną, samodzielną pracę. Postawiłam jej mocną, w pełni zasłużoną czwórkę z plusem i dopisałam na dole kilka ciepłych słów.

Dziewczynka z uśmiechem schowała zeszyt do plecaka i dumnie wybiegła ze szkoły, żeby pochwalić się mamie. Nie miałam pojęcia, że ta dobra ocena zostanie w jej domu uznana za kompromitację. Przez chore ambicje rodziców to wrażliwe dziecko zamiast uścisków dostało od najbliższej osoby tylko upokorzenie.

Awantura na oczach innych rodziców za... czwórkę

Wyszłam z budynku chwilę później i wtedy usłyszałam głośny, agresywny krzyk, który sparaliżował całe podwórko. Modnie ubrana matka Hani trzymała w ręku otwarty zeszyt i przy wszystkich robiła córce potworną awanturę. Wykrzyczała jej prosto w twarz, że jest leniwa, przyniosła jej wstyd i zmarnowała korepetycje, skoro nie potrafi przynieść szóstki.

Słowa tej kobiety były tak pełne jadu, że stojący obok rodzice ze wstydu spuszczali wzrok. Nie wiedzieli, jak zareagować na ten żenujący popis. Hania stała ze spuszczoną głową, płakała i trzęsła się z nerwów. Matka z fochem wyrwała jej worek z butami i oświadczyła, że za karę ma szlaban na wszystko, dopóki nie poprawi tego wyniku.

Niszczenie dzieci w imię dobrych ocen. Rodzice, opamiętajcie się!

Ta wstrząsająca scena pokazuje nowe, niebezpieczne zjawisko, w którym oceny stały się dla dorosłych ważniejsze niż emocjonalna więź z dziećmi. Żyjemy w czasach, gdy niektórzy rodzice traktują oceny kilkulatka jako osobistą wizytówkę, a gdy w dzienniku zamiast upragnionej szóstki pojawia się czwórka, bańka pęka. Dziecko z dnia na dzień zaczyna czuć się jak wadliwy produkt, który nie spełnił rygorystycznych oczekiwań i przyniósł matce wstyd.

Drodzy Rodzice, wartość człowieka nie zależy od cyferek w Librusie. Szkoła ma prawo wymagać systematyczności, ale dom musi pozostać dla ucznia strefą pełną akceptacji, szacunku i bezpiecznej bliskości.

Prawdziwa miłość rodzicielska polega na tym, by być dla dziecka oparciem, a nie najsurowszym sędzią. Naszym zadaniem jest budowanie w córkach i synach poczucia, że ich wartość nie znika wraz z gorszym stopniem. Jeśli nie zmienimy tego toksycznego podejścia, wypuścimy w świat ludzi wewnętrznie złamanych, którzy każdy życiowy błąd będą przypłacać panicznym strachem i poczuciem całkowitej klęski.

Justyna, nauczycielka języka polskiego


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Nauczycielka nie spodziewała się takiego widoku w szatni. Kto wychowuje te dzieci? „Całkowite zepsucie”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...