Niestety, to właśnie tam dochodzi czasem do sytuacji, które u personelu pedagogicznego wywołują głęboki wewnętrzny bunt i poczucie bezsilności wobec zachowań dorosłych ludzi. Doświadczona nauczycielka przedszkolna stała się świadkiem zdarzenia, które idealnie obnaża brak podstawowej wyobraźni i empatii u części współczesnych rodziców.
WIDEO…
Wystarczył jeden moment przy szafkach. Ta sytuacja przekroczyła wszelkie granice
Poniedziałkowy poranek w placówce, w której na co dzień pracuje Alicja, upływał pod znakiem standardowego, głośnego rozgardiaszu. Dzieci z uśmiechem na twarzach witały się w szatni, przebierając się i opowiadając rówieśnikom o minionych sobotnich i niedzielnych atrakcjach. Alicja stała w drzwiach sali, witając kolejno nadchodzące maluchy i pomagając tym najbardziej nieśmiałym w spokojnym pożegnaniu z mamą lub tatą. W pewnym momencie jej uwagę zwróciła nerwowa atmosfera panująca przy szafce jednego z czteroletnich podopiecznych, który wyraźnie źle się czuł i odmawiał zdjęcia kurtki.
Matka chłopca, ignorując płacz i wyraźne osłabienie syna, bardzo szybko i chaotycznie zdejmowała z niego ubrania, nerwowo zerkając na tarczę zegarka. Gdy mały zaczął głośno pociągać nosem, zdezorientowana kobieta, zamiast wyciągnąć chusteczkę, zrobiła coś, co zszokowało stojących obok rodziców. Matka bez dłuższego zastanawiania się wytarła buzię płaczącego malucha bezpośrednio w rękaw jego przedszkolnej bluzy, po czym z impetem wepchnęła go na salę, próbując natychmiast uciec w stronę wyjścia.
Gdy Alicja delikatnie zatrzymała kobietę, by zapytać o stan zdrowia dziecka, usłyszała lekceważący komunikat, że to tylko niegroźna pozostałość po weekendzie, a ona się spieszy.
Opiekunki tylko spuszczają wzrok wobec bezczelności dorosłych
Dla Alicji i innych pracujących w grupie osób ten konkretny typ rodzica to absolutna, codzienna zmora, z którą walka przypomina rzucanie grochem o ścianę. Przyprowadzanie dzieci z zaawansowaną infekcją, maskowanie gorączki silnymi lekami podawanymi potajemnie w samochodzie i ignorowanie próśb personelu to zjawisko, które jesienią przybiera formę prawdziwej plagi. Co gorsza, tacy opiekunowie potrafią wykazywać się niesamowitą agresją słowną, gdy nauczyciel próbuje asertywnie dbać o bezpieczeństwo i zdrowie pozostałych członków grupy.
Wielu dorosłych ludzi uważa przedszkole za instytucję opiekuńczą, w której można bezkarnie porzucić chorego malucha, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za konsekwencje takiego postępowania. Wychowawczynie bardzo często w takich momentach decydują się unikać otwartego konfliktu w szatni na oczach innych dzieci, czując potężną bezradność wobec egoizmu dorosłych. Najbardziej poszkodowane w tym wszystkim pozostają jednak same maluchy, które zamiast leżeć w ciepłym łóżku pod kocykiem, zmuszane są do spędzania całego dnia w hałasie, zmagając się z osłabieniem i złym samopoczuciem.
Gdzie kończy się pośpiech rodzica, a zaczyna totalny brak odpowiedzialności
Ta bolesna, poranna scenka z przedszkolnej szatni zmusza do poważnej refleksji nad tym, jakie wartości przekazujemy młodemu pokoleniu w codziennym życiu. Szacunek do pracy nauczycieli, dbałość o komfort rówieśników z grupy oraz elementarna higiena osobista i troska o zdrowie powinny być fundamentem, na którym opiera się współpraca między domem a placówką oświatową. Przymykanie oczu na roznoszenie wirusów i traktowanie higieny dziecka z tak rażącym lekceważeniem to zachowanie, które budzi głęboki niesmak i sprzeciw u większości kulturalnych rodziców.
Jeśli jako społeczeństwo nie zaczniemy głośno piętnować takich postaw i wymagać od siebie nawzajem odpowiedzialności, to przedszkola nigdy nie będą bezpieczną przestrzenią dla nikogo. Zanim następnym razem w wielkim pośpiechu przekroczycie próg szatni, warto wziąć głęboki oddech, spojrzeć uważnie na buzię swojego dziecka i zastanowić się, czy robimy wszystko, by wychować je w atmosferze empatii i kultury.
Zobacz też: Rodzice o niskim EQ nagminnie powtarzają te 3 zdania. Zostawiają zadrę na lata