Reklama

Moja babcia opowiedziała mi o scenie, której była świadkiem podczas zakupów w Dino. Jej uwagę przykuła około 12-letnia dziewczynka, która przy półce ze słodyczami kłóciła się z mamą.

„Sama sobie nie odmawiasz, a ja nie mogę dostać czekolady?”

Babcia, która opowiedziała mi o tej sytuacji, nie spodziewała się, że jedna scena przy półce ze słodyczami tak bardzo zwróci jej uwagę. Nie tylko jej...

Według relacji babci dziewczynka najwyraźniej chciała, żeby mama kupiła jej coś słodkiego. Kobieta miała odmówić. Wtedy zaczęła się sprzeczka. Dziewczynka zachowywała się tak, jakby zupełnie nie obchodziło jej, że wokół są inni ludzie. Zaciągnęła kaptur na głowę, cały czas patrzyła w telefon i wyrzucała mamie, że ta nie chce kupić jej czekolady czy przekąsek. Mówiła coraz głośniej, aż zaczęła krzyczeć.

W pewnym momencie miała wypomnieć jej, że „sama sobie niczego nie odmawia, a później narzeka, że nie mieści się w ubrania i płacze przed lustrem” oraz – uwaga – że „nic dziwnego, że tata ją zostawił, jak ona ze wszystkim ma problem”.

W tym momencie mama nastolatki, czerwona ze wstydu, wyszła, a właściwie wybiegła ze sklepu z koszykiem, który trzymała w rękach. Wyglądała na tak przejętą i zranioną całą sytuacją, że zapomniała, że za zakupy trzeba jeszcze zapłacić. Wybiegł za nią ochroniarz. A jej córka? Tylko stała, kompletnie niewzruszona.

Babcia przyznała, że kojarzy tę kobietę z okolicy i rzeczywiście kilka miesięcy temu plotkowano, że rozstała się z mężem. W tamtej chwili było jej po prostu żal, że córka tak ją potraktowała, w dodatku przy obcych ludziach. Chociaż czy sam fakt bycia w miejscu publicznym cokolwiek tutaj zmienia?

Czy nastolatki zawsze były takie?

Zaczęłam się zastanawiać, czy młodzi ludzie zawsze potrafili być wobec rodziców aż tak bezpośredni i nieuważni na ich emocje, czy może dziś po prostu częściej widzimy takie sceny.

Trudno oczywiście na podstawie jednej sytuacji oceniać całe pokolenie. Dwunastolatka może mieć gorszy dzień, może być w okresie, w którym szczególnie mocno testuje granice, a rodzinne konflikty zdarzają się przecież od zawsze. Jeśli rzeczywiście jej rodzice się rozstali, to również może odbić się na jej stanie psychicznym.

Jest jednak coś, co w tej scenie szczególnie uderza. Nie sama kłótnia o czekoladę, nie kłótnia w miejscu publicznym, ale całkowite ignorowanie, że słowa, które wypowiada, mogą zadać jej mamie ból.

Bo można nie dostać tego, czego się chce. Można być złym na rodzica, można się pokłócić, można nawet powiedzieć coś w emocjach. Warto jednak pamiętać, że po drugiej stronie też jest człowiek – nawet jeśli jest to własna mama, przy której nastolatka czuje się na tyle bezpiecznie, żeby pokazać wszystkie swoje emocje.

Babcia do dziś ma nadzieję, że kiedyś ta dziewczynka spojrzy na podobną sytuację z drugiej strony. I zrozumie, że jej mama tamtego dnia prawdopodobnie bardziej niż czekolady potrzebowała od córki odrobiny zwykłej uważności.

Zobacz także: Pokazała, co robią nastolatki na dworcu. „To nie jest niewinna zabawa. Nie czekajmy, aż wydarzy się tragedia”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...