Reklama

Wakacje all inclusive mają być czasem odpoczynku. Nasza czytelniczka przekonuje jednak, że podczas pobytu w Turcji zobaczyła coś, co skłoniło ją do refleksji o granicach, które w 40 stopniach zdają się rozmywać. Słusznie zauważa, że dziecko również ma prawo do własnych granic, nawet jeśli dorosły uznaje je za „zabawne”.

„Wszyscy się śmiali. Tylko moje dziecko nie”

Pojechaliśmy do Turcji z pięcioletnią córką Zuzią. To były jej pierwsze zagraniczne wakacje. Jest pogodnym dzieckiem, ale potrzebuje chwili, żeby oswoić się z nowymi ludźmi.

Pierwszego dnia poszliśmy do bufetu na kolację. Córka sama nałożyła sobie makaron w sosie, jakieś warzywa. Była z siebie dumna, bo bardzo lubi robić takie rzeczy samodzielnie.

Do naszego stolika podszedł kelner. Najpierw coś do niej powiedział po angielsku, potem po turecku. Nie zrozumiała ani słowa. Uśmiechnęła się tylko niepewnie. Po chwili zabrał jej talerz. Odszedł kilka kroków dalej i zaczął żartować. Udawał, że zaraz zje kolację Zuzi. Przy sąsiednich stolikach kilka osób wybuchnęło śmiechem. Moja córka nie. Patrzyła na mnie coraz bardziej przestraszona.

– Czemu pan mi zabrał...? – zapytała cichutko.

Po chwili kelner wrócił, oddał talerz i próbował jeszcze pogłaskać ją po głowie. Córka aż się wzdrygnęła.

To był moment, w którym wiedziałam, że muszę reagować. Grzecznie poprosiłam kelnera, żeby nie głaskał mojej córki ani z niej nie żartował.

„Usłyszałam, że przesadzam”

Jeszcze kilka razy miały miejsce podobne sytuacje. Zuzia ma złote loczki, wielkie niebieskie oczy, wiem, że przyciąga wzrok w kraju, gdzie jednak jest inna kultura i trochę inny typ urody. Zdarzało się, że ktoś z obsługi chciał robić jej zdjęcie albo jakoś ją zagadywał czy próbował pożartować, pogłaskać po włosach.

Ja nie twierdzę, że ten kelner czy jacyś inni ludzie chcieli zrobić coś złego. Jestem przekonana, że w jego oczach był to niewinny żart i sposób na rozluźnienie atmosfery. No, taka część kultury, takie poczucie humoru. Zresztą potem rozmawiałam z inną rodziną z Polski.

Tamta mama mi powiedziała, że przecież kelner był przesympatyczny i że Zuzia musi trochę wyluzować, a nie taka nabuzowana zawsze jak bąk. Strasznie mnie to uderzyło, takie podejście, że dziecko musi się zgadzać i cieszyć, kiedy ktoś je zaczepia.

Pięciolatka nie ma obowiązku uśmiechać się do każdego dorosłego tylko dlatego, że ten ma dobre intencje. Nie musi pozwalać się dotykać. Nie musi śmiać się z żartów, których nie rozumie. Nie musi udawać, że wszystko jest w porządku.

„Granice dziecka są ważniejsze niż dobre samopoczucie dorosłego”

Po tamtej sytuacji długo rozmawiałam z córką. Powiedziałam jej, że zrobiła dokładnie to, co powinna. Cofnęła się, kiedy poczuła dyskomfort, i przyszła do mnie, żeby mi o wszystkim opowiedzieć.

Mam nadzieję, że zapamięta z tych wakacji właśnie to. Że ma prawo powiedzieć „nie”. Że nie musi być miła za wszelką cenę. Że nawet jeśli wszyscy wokół się śmieją, jej uczucia nadal są ważne.

Naszym zadaniem, jako rodziców, nie jest pilnowanie, żeby nasze dzieci przypadkiem nie uraziły dorosłego. Cioci czy babci, kiedy chcą dać dziecku buziaczka, a ono się wyrywa. Albo właśnie kelnera, kiedy ten żartuje i wszyscy się świetnie bawią. Wszyscy oprócz dziecka.

Naszym zadaniem jest sprawić, żeby nasze dziecko czuło się bezpiecznie, i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.

Komentarz redakcji

W wielu hotelach w Turcji, Egipcie czy Tunezji obsługa nawiązuje z dziećmi bardzo serdeczny kontakt. Żarty, krótkie przekomarzanie się czy wspólne wygłupy często są elementem lokalnej kultury gościnności i dla wielu rodzin stanowią miłe wspomnienie z wakacji.

Warto jednak pamiętać, że dzieci różnią się temperamentem. To, co dla jednego malucha będzie świetną zabawą, dla innego może być źródłem stresu. Jeśli rodzic widzi, że dziecko czuje się niekomfortowo, ma prawo zareagować i poprosić o zakończenie takiej interakcji. Najważniejszym wyznacznikiem powinny być emocje dziecka, a nie oczekiwania otoczenia.

Jeśli rodzic widzi, że dziecko czuje się skrępowane, przestraszone lub wyraźnie nie chce uczestniczyć w takiej interakcji, ma pełne prawo zareagować. Specjaliści podkreślają, że uczenie dzieci stawiania granic i szanowania własnego dyskomfortu jest ważnym elementem budowania poczucia bezpieczeństwa i sprawczości.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...