Przykre sceny przy budce z lodami w Ustce. „Dziecko aż zanosiło się płaczem, a mama udawała, że nie widzi”
„Najpierw usłyszałam płacz. Gdy odwróciłam głowę, zobaczyłam małego chłopca, który wyciągał rączki do mamy. Ona ani razu na niego nie spojrzała” – pisze nasza czytelniczka.

Spacerowaliśmy z rodziną po deptaku w Ustce. Jak wielu turystów zatrzymaliśmy się przy jednej z budek z lodami. Kolejka była długa, dzieci przebierały nogami z niecierpliwości, a wokół unosił się zapach gofrów. Właśnie wtedy zauważyłam tego chłopca.
Maluch od początku był wyraźnie zmęczony. Pocierał oczy, przytulał się do mamy i co chwilę prosił, żeby wzięła go na ręce. Ona stała w kolejce i przeglądała telefon. Chłopiec próbował zwrócić na siebie uwagę, delikatnie ciągnąc ją za sukienkę.
„Nie kupiła mu lodów. Nie to było najgorsze...”
Po chwili chłopiec zobaczył, że inne dzieci trzymają w rączkach kolorowe lody. Poprosił mamę, żeby też mu kupiła. Nie usłyszałam całej rozmowy, ale kobieta stanowczo odmówiła. Nie zdziwiło mnie to. Każdy rodzic ma prawo powiedzieć dziecku „nie”. Sama wielokrotnie odmawiam swoim dzieciom różnych rzeczy i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.
Najbardziej poruszyło mnie jednak to, co wydarzyło się później. Chłopiec rozpłakał się. Nie wpadł w histerię, nie rzucał się na ziemię. Po prostu płakał coraz głośniej i wyciągał rączki w stronę mamy, jakby szukał u niej ukojenia.
Ona nie zareagowała. Patrzyła przed siebie, jakby była w kolejce sama. W pewnym momencie zauważyłam, że kilka osób zaczęło spoglądać na chłopca z ogromnym współczuciem. Starsza pani stojąca przede mną ścisnęła mocniej torebkę i cicho powiedziała do męża:
– Serce się kraje.
Ten chłopiec nie wyglądał na dziecko, które domaga się zabawki za wszelką cenę. Wyglądał jak maluch, który był zmęczony, rozczarowany i bardzo potrzebował, żeby mama go przytuliła albo chociaż spojrzała mu w oczy. Nie dostał nawet tego.
Po kilku minutach kobieta... kupiła gofra i ruszyła dalej. Chłopiec szedł za nią zapłakany, co chwilę ocierając policzki.
„Dzieci nie zawsze płaczą przez lody”
Od tamtej chwili minęło już trochę czasu, a ja wciąż myślę o tej scenie. Nawet nie dlatego, że dziecko nie dostało lodów, a mamusia kupiła sobie cieplutkiego, chrupiącego gofra, chociaż jest w tym coś naprawdę okrutnego.
Zastanawiam się jednak, czy czasami nie zapominamy, że za dziecięcym płaczem bardzo często kryje się coś więcej niż ochota na słodycze.
Może zmęczenie. Może przebodźcowanie. Może potrzeba bliskości.
Trzyletnie dziecko nie potrafi jeszcze powiedzieć: „Mamo, jest mi trudno”. Ono pokazuje to emocjami, a naszym zadaniem jest te emocje zauważyć.
Nie zawsze musimy kupować dziecku loda, ale zawsze powinniśmy je zauważyć.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Odmowa zakupu lodów czy innej zachcianki nie jest błędem wychowawczym. Dzieci potrzebują granic i uczą się, że nie każde pragnienie zostanie spełnione.
Specjaliści zwracają jednak uwagę, że równie ważne jak sama odmowa jest dostrzeżenie emocji dziecka. Trzyletni maluch nie ma jeszcze dojrzałych sposobów radzenia sobie z rozczarowaniem. Krótka rozmowa, przytulenie czy nazwanie jego uczuć nie oznaczają ulegania – pokazują dziecku, że nawet wtedy, gdy słyszy „nie”, nadal jest ważne i wysłuchane.
Zobacz także:
- Przykre sceny na plaży w Łebie: ludzie odwracali wzrok. „Chłopiec prosił mamę, żeby przestała. Aż zanosił się płaczem”
- Dantejskie sceny za parawanem w Kołobrzegu. „Po wszystkim matka wytarła ręce i udawała, że nic się nie stało”
- Niestosowne zwyczaje na all inclusive w Turcji. „Kelnerzy podchodzą do dzieci, a rodzice pękają ze śmiechu”