Reklama

Jestem nauczycielką i pracuję w szkole od kilku lat. Widziałam już naprawdę różne sytuacje. Dzieci się kłócą, płaczą, obrażają na siebie, czasami rodzice przychodzą zdenerwowani i też zdarza się, że emocje biorą górę. Mimo wszystko to, co zobaczyłam ostatnio przed szkołą, bardzo mnie poruszyło.

„Jak mogłeś wziąć cudzą kurtkę?!”

Było po lekcjach. Stałam niedaleko wejścia do szkoły, kiedy zaczęli wychodzić uczniowie. Przed budynkiem czekało już kilka mam.

– Co ty masz na sobie?! – krzyknęła jedna z nich do syna, ucznia 1 klasy.

Chłopiec chyba dopiero wtedy zorientował się, że kurtka nie należy do niego.

– Nie wiem... chyba pomyliłem...

– „Chyba”?! Jak można pomylić własną kurtkę?! Ile razy mam ci mówić, żebyś pilnował swoich rzeczy?!

Chłopiec próbował coś powiedzieć, ale kobieta nie dawała mu dojść do słowa.

– Ty w ogóle myślisz?! Co ty sobie wyobrażasz?!

Stałam kilka metrów dalej i widziałam, że chłopiec zaczyna się coraz bardziej bać. Nie wyglądał na dziecko, które zrobiło coś złośliwie. Wyglądał jak ktoś, kto po prostu nie wie, co ma teraz zrobić.

Wszyscy patrzyli, ale nikt nie reagował

Najbardziej uderzyło mnie jednak to, że wokół było kilka innych mam. Wszystkie widziały tę scenę. Jedna zaczęła patrzeć w telefon. Druga odwróciła się w stronę wejścia. Kolejna zajęła się poprawianiem plecaka swojemu dziecku.

Rozumiem, że ludzie nie chcą wtrącać się w cudze sprawy. Sama długo się zastanawiałam, czy powinnam podejść. To jednak nie była już zwykła rozmowa między rodzicem a dzieckiem. Chłopiec był wyraźnie przerażony.

W końcu nie wytrzymałam.

Podeszłam do kobiety i powiedziałam spokojnie:

– Proszę na niego nie krzyczeć. Widać, że jest już bardzo zdenerwowany i przestraszony.

Kobieta spojrzała na mnie, jakbym powiedziała coś absurdalnego.

– To jest moje dziecko i będę z nim rozmawiać tak, jak uważam.

– Oczywiście, ale krzyk w tej sytuacji niczego nie rozwiąże – odpowiedziałam. – Każdemu może się zdarzyć. Możemy po prostu pójść do szatni i jej poszukać albo poprosić nauczycielkę dyżurującą, żeby nam pomogła.

Kurtka była tylko pretekstem

Kobieta nadal była zdenerwowana. Powiedziałam jej, że czym innym jest nauczenie dziecka odpowiedzialności, a czym innym krzyczenie na nie w sytuacji, która naprawdę może być zwykłą pomyłką.

Chłopiec cały czas stał obok. Był czerwony na twarzy i miał łzy w oczach. W końcu kobieta powiedziała:

– Dobra. Chodź.

I razem weszli do szkoły.

Cała sytuacja trwała może kilka minut, ale długo o niej myślałam. Nie dlatego, że uważam, że dzieci nie powinny być uczone odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie. Sama często powtarzam uczniom, żeby pilnowali swoich rzeczy i zwracali uwagę na to, co zabierają z szatni.

Tylko że dziecko nie nauczy się odpowiedzialności dlatego, że dorosły na nie nakrzyczy. Można mu powiedzieć: „Pomyliłeś kurtkę, chodźmy jej poszukać”. Można też spokojnie wyjaśnić, że następnym razem trzeba sprawdzić metkę albo charakterystyczny znak na ubraniu.

Najbardziej zapamiętałam jednak ten moment, kiedy spojrzałam na pozostałe mamy. Wszystkie widziały, co się dzieje. I rozumiem, że można nie chcieć wchodzić między rodzica a dziecko. Sama pewnie też wahałabym się podejść, gdyby chłopiec nie wyglądał na tak przestraszonego.

Tym razem pomyślałam jednak, że ktoś musi powiedzieć tej mamie, że można wychowywać dziecko bez publicznego upokarzania go.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...