Oficjalnie pizza Książula miała trafić do Żabki 7.10, ale wielu osobom udało się ją dorwać kilka dni wcześniej. Jedni chwalą ją za grube, puszyste ciasto i charakterystyczny styl, inni zastanawiają się, czy 25 zł za taką pizzę to rozsądny wydatek. Dyskusje dotyczą też składu, kaloryczności i jakości produktu, o aferze wokół autentyczności jego twórcy nie wspominając. Jest jeszcze jeden aspekt: wpływ całego tego zamieszania na dzieci.
WIDEO…
„Mamo, możemy wstąpić do Żabki?”
Wracałam wczoraj z pracy autobusem. Usiadłam naprzeciwko kobiety z synem. Chłopak trzymał na kolanach plecak, wyglądał na ucznia czwartej, może piątej klasy. Początkowo w ogóle nie zwracałam uwagi na ich rozmowę. Do czasu, gdy w oczach dziecka nie pojawiły się łzy.
– Mamo, możemy wstąpić do Żabki? – zapytał chłopiec.
Po chwili stało się jasne, po co chciał tam iść. Chodziło o pizzę Książula.
Mama na początku spokojnie z nim rozmawiała. Dopytała, ile właściwie kosztuje ta pizza. Chłopak odpowiedział, że około 25 zł. Potem zaczął tłumaczyć, dlaczego tak bardzo chce jej spróbować.
Argument miał jeden, ale dla niego – jak dla każdego dziecka w tym wieku – kluczowy.
– Wszyscy w klasie już jedli – wypalił.
„Na pewno jest muala”
Chłopiec był wyraźnie przejęty. Widać było, że bardzo mu zależy, żeby mama zgodziła się na tę wizytę w Żabce. Mówił, że wszyscy już próbowali i że pizza na pewno jest „muala”. W pewnym momencie miał łzy w oczach.
Mama nadal próbowała spokojnie mu tłumaczyć, że nie będzie kupowała mu każdej rzeczy, którą mają jego koledzy.
– Nie wydam tyle pieniędzy na mrożonkę – powiedziała.
Chłopiec chyba liczył na inną odpowiedź. Zaczął jeszcze bardziej przekonywać mamę, że warto.
Wtedy kobieta zaproponowała mu rozwiązanie. Powiedziała, że jeśli tak bardzo mu zależy, może poczekać do kieszonkowego i wtedy kupić ją za własne pieniądze, a jeśli po prostu ma ochotę na pizzę, ona może mu zrobić ją w domu.
Nie słyszałam już całej rozmowy. Autobus jechał dalej, a ja za chwilę wysiadłam. Jednak ta krótka scena została mi w głowie.
Najpierw były lody Ekipy, potem napoje youtuberów
Dzieci od zawsze chciały mieć to, co mają inni. Kiedyś była to konkretna zabawka, buty, plecak czy pudełko na śniadanie. Dzisiaj równie łatwo może to być produkt, który zobaczyły u influencera. A influencerzy potrafią sprawić, że zwykła rzecz zaczyna wyglądać jak coś, czego naprawdę potrzebujemy. Przecież już to przerabialiśmy.
Kiedy pojawiły się lody Ekipy, dzieciaki chciały ich spróbować ich niemal natychmiast. Dla wielu z nich nie był to po prostu kolejny smak lodów. To były „lody Ekipy”. Produkt związany z osobami, które znały z internetu i które oglądały niemal codziennie. Symbol statusu niemalże. Pamiętacie to wariactwo, gdy papierki po lodach trafiały na platformy sprzedażowe w niebotycznych cenach?
Podobnie było z napojami popularnych twórców, np. z Wojankami. Rodzice opowiadali o kupowaniu ich zgrzewkami, bo dziecko koniecznie chciało mieć w lodówce napój swojego idola. Trudno się dziwić, że teraz podobny mechanizm działa przy pizzy Książula.
Jeżeli dziecko codziennie ogląda daną osobę w internecie, słucha, co mówi, ogląda jej filmy i zna jej charakterystyczne powiedzonka, to produkt sygnowany przez tego twórcę przestaje być dla niego anonimowym artykułem spożywczym.
Nagle ma twarz, historię i całe zaplecze emocji.
„Wszyscy już mają” to dla dziecka być lub nie być w grupie rówieśniczej
Dorosły może powiedzieć: „Nie potrzebujesz tego”. Dziecko najczęściej nie potrafi spojrzeć na sprawę z takiego dystansu.
„Wszyscy już mają” albo „wszyscy już jedli” może oznaczać coś znacznie większego niż zwykłą zachciankę. W wieku szkolnym przynależność do grupy jest przecież bardzo ważna. Nikt nie chce być tym jedynym, który nie wie, o czym rozmawiają koledzy.
Chyba właśnie dlatego poruszyły mnie łzy tego chłopca. Jego mama nie zrobiła niczego złego. Wręcz przeciwnie – próbowała postawić granicę i pokazać synowi, że 25 zł nie bierze się znikąd. Zaproponowała mu też alternatywę: może poczekać na kieszonkowe albo zjeść pizzę przygotowaną w domu.
Nie chodzi więc o to, żeby oburzać się na rodziców kupujących dzieciom produkty influencerów ani tym bardziej o to, żeby robić z pizzy Książula symbol problemów współczesnego świata. Ta scena pokazała mi jednak coś innego.
Influencerzy coraz częściej są dla dzieci kimś więcej niż osobami pojawiającymi się na ekranie. Stają się idolami, których zdanie ma znaczenie, których produkty chce się mieć i których rekomendacje potrafią wywołać prawdziwe emocje. A kiedy do tego dochodzi szkolna presja, nawet pizza za 25 zł może urosnąć do rangi bardzo poważnego problemu.
Być może za chwilę nie będzie już chodziło o pizzę Książula. Pojawi się kolejny napój, kolejna przekąska, kolejna rzecz „od tego youtubera”, a wtedy rodzic znów usłyszy: „Mamo, wszyscy już to mają”.
Zobacz także: Rodzice wyrywają sobie z rąk wojanki, a dzieci patrzą. „Dzicz”