Przez lata pracy w grupie widziałam już naprawdę wszystko: od płaczliwych rozstań po pretensje o zgubioną spinkę, ale od pewnego czasu w przedszkolnych korytarzach rządzi jeden, wyjątkowo toksyczny typ rodzica, który stał się prawdziwą zmorą nas wszystkich. To rodzic „roszczeniowo-kontrolujący”, czyli tak zwany domowy kurator, który traktuje przedszkole jak luksusowy hotel, a nas jak służące, które można bezkarnie tresować, rozliczać i upokarzać na oczach innych opiekunów oraz dzieci.

WIDEO…

player placeholder

Trudny rodzic w przedszkolu i codzienna presja

Ten typ rodzica rozpoznajemy już od progu – wchodzi do szatni z telefonem w ręku, ostentacyjnie się rozglądając i patrząc na zegarek, jakby tylko czekał na nasze najmniejsze potknięcie. Najgorsze jest to, że tacy ludzie nie szukają dialogu, oni przychodzą z gotowymi żądaniami i pretensjami, w ogóle nie słuchając tego, co mamy do powiedzenia o ich własnym dziecku. Potrafią urządzić karczemną awanturę o to, że trzylatek ma plamę z zupy pomidorowej na bluzeczce, ignorując fakt, że maluch spędził cudowny dzień, ucząc się samodzielnego jedzenia i będąc z siebie dumnym.

Kiedy próbujemy spokojnie wytłumaczyć sytuację, w odpowiedzi słyszymy tylko potok oskarżeń o brak profesjonalizmu, zaniedbania i groźby natychmiastowego zgłoszenia sprawy do dyrekcji. W takich momentach młodsze, mniej doświadczone koleżanki z pracy, tylko spuszczają wzrok, czując potworną bezsilność i upokorzenie, bo wiedzą, że jakakolwiek dyskusja z kimś takim jest jak rzucanie grochem o ścianę.

Zobacz także:

Taki „rodzic-kontroler” potrafi w środku dnia pracy wysyłać dziesiątki wiadomości na grupę przedszkolną z pytaniami, dlaczego jego Antoś na zdjęciu z teatrzyku stoi w drugim rzędzie, a nie w pierwszym, albo czy na pewno zjadł dokładnie trzy klopsiki, a nie dwa. Kiedy opiekujesz się dwudziestką maluchów, z których każde potrzebuje uwagi, pomocy przy toalecie czy przytulenia po upadku, odpisywanie na bieżąco jest fizycznie niemożliwe. Jednak brak natychmiastowej odpowiedzi wywołuje lawinę agresji podczas popołudniowego odbioru dziecka – stajemy się wtedy „leniwymi babami”, które za nic mają dobro małego człowieka.

Współpraca rodziców z nauczycielami przedszkola

Zastanawiam się często, gdzie podziało się dawne zaufanie i szacunek do zawodu nauczyciela, które pamiętam jeszcze z początków mojej drogi zawodowej. Współpraca rodziców z nauczycielami przedszkola powinna opierać się na partnerstwie, bo przecież cel mamy dokładnie ten sam: dobro, bezpieczeństwo i harmonijny rozwój tego małego człowieka, który spędza z nami pół dnia. Tymczasem rodzic roszczeniowy traktuje nas jak wrogów, których trzeba nieustannie kontrolować, sprawdzać i rozliczać z każdej minuty, wprowadzając atmosferę wiecznego strachu i podejrzliwości.

Dzieci są niesamowicie mądrymi obserwatorami i natychmiast wyczuwają ten brak szacunku ze strony swoich mam czy tatusiów. Kiedy pięciolatek widzi, że jego tata krzyczy na panią w szatni i odnosi się do niej z pogardą, automatycznie uczy się, że tę panią w sali również można ignorować, nie słuchać jej poleceń i traktować jak kogoś gorszego. W ten sposób sami rodzice podkopują nasz autorytet, a potem mają pretensje, że dziecko staje się niegrzeczne, agresywne i nie potrafi funkcjonować w grupie rówieśniczej.

Najbardziej boli mnie to, że ta wieczna podejrzliwość niszczy to, co w naszej pracy najpiękniejsze – spontaniczność, ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Zamiast skupić się na wymyślaniu kreatywnych zabaw i przytulaniu zapłakanych maluchów, spędzamy godziny na pisaniu drobiazgowych raportów, usprawiedliwień i dokumentowaniu każdego kroku, żeby mieć podkładkę w razie kolejnej bezpodstawnej skargi.

Jak budować dobre relacje z panią w przedszkolu?

Apeluję do Was, drodzy rodzice, za pośrednictwem tego portalu, bo wiem, jak wiele mam i ojców czyta Wasze artykuły w poszukiwaniu porad. Zanim następnym razem wejdziecie do przedszkola z miną kata i zaczniecie rzucać oskarżeniami, weźcie głęboki oddech i pomyślcie, że po drugiej stronie też stoi człowiek – zmęczony, często sfrustrowany, ale wciąż pełen empatii i dobrych chęci. Dobre relacje z przedszkolanką to nie jest kwestia przynoszenia drogich prezentów na koniec roku, ale zwykłego, codziennego „dzień dobry”, uśmiechu i pytania: „Jak minął dziś dzień, czy syn sprawiał jakieś kłopoty?”. Jeśli coś Was niepokoi, przyjdźcie i porozmawiajcie z nami spokojnie, na osobności, a nie w biegu, krzycząc na cały korytarz w obecności innych dzieci.

Przedszkole to nie jest pole bitwy, a my nie jesteśmy Waszymi przeciwnikami – jesteśmy tu po to, żeby pomóc Wam wychować Wasze największe skarby na mądrych i szczęśliwych ludzi. Pozwólcie nam po prostu robić naszą robotę w atmosferze szacunku i spokoju, bo ostatecznie to Wasze dzieci najwięcej zyskają na tym, że dorośli potrafią ze sobą normalnie rozmawiać.

Z poważaniem,
Zmęczona Nauczycielka


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Włączasz maluchowi tę bajkę przed snem? Logopedzi biją brawo, bo ta prosta animacja genialnie rozwija mowę u 3-latków